Fabryka mebli we Wleniu

Oprócz licznych manufaktur, we Wleniu istniał też przemysł, którego przykładem była Fabryka Mebli Reinhold Hille z siedzibą w Neugersdorf w Saksonii. Firma została założona w 1900 roku przez pana Reinholda Hille. Później prowadził ją jego syn Paul Hille aż do śmierci w kwietniu 1945 roku. Główny zakład w Neugersdorf upaństwowiono w 1972 roku.

Wleńskie zakłady położone były przy drodze do Lwówka Śląskiego ok. 100 metrów od rynku, niedaleko rzeki Bóbr. Największy rozkwit Fabryki nastąpił około roku 1930. Zatrudniano wtedy około 50 robotników, którzy pracowali pod kierownictwem mistrza Georga Mai urodzonego 27 lipca 1889. Georg Mai wraz z rodziną mieszkali we Wleniu, przy fabryce.

Gotowe meble najpierw trafiały do Neugersdorf. Córka właściciela Ilka zorganizowała tam – w Sali Neheim-Hüsten, kilka dorocznych spotkań z pracownikami z wleńskiej fabryki.

28 grudnia 1938 roku pożar strawił dużą część fabryki, ale bardzo szybko ją odbudowano. Później kierownictwo fabryki przejęła nacjonalistyczna władza i doprowadziła do jej marginalizacji.

Fabryka we Wleniu produkowała wysokiej jakości meble do jadalni, jak bufet z witrynką i bufet ze spiżarką.

Przykładami tej produkcji są dwa modele:
Pierwszy model Nr 191 zaprojektowany w 1934 roku przez pana Weiss’a z Zeulenroda, bufet, którego około 200 sztuk wyprodukowano we Wleniu.

Drugi Model Nr 245 zaprojektowany w 1936 roku przez pana Wiesner’a z Berlina. Tego modelu wyprodukowano około 600 sztuk.

Dodatkowe 2 zdjęcia mebli projektu Wiesner’a z Berlina. Takich mebli we Wleniu w 1936 roku wyprodukowano 30 sztuk.

Meble produkowano z wysokiej jakości drewna orzechowego. Były one fornirowane a zwłaszcza fronty kryte fornirem z korzenia orzecha, politurowane i cała powierzchnia polerowana na lustro. Taki rodzaj produkcji wymagał szczególnie wielkiego kunsztu, wiedzy i umiejętności.

Pod koniec wojny produkowano tu części do szybowców, prawdopodobnie szybowców wojennych „Lastemsegler”.

autor:Horst Knobloch

Postscriptum:
Uczeń z Nielestna przynosił do fabryki obiady mojemu ojcu Brunowi Knobloch, po to tylko, by spędzić trochę czasu wśród stolarzy, z czego był bardzo dumny.
Mój ojciec miał stanowisko w hali maszyn i był odpowiedzialny za wytworzenie wygiętych i kręconych elementów mebli. Pracował tam do 1941 roku, kiedy został powołany do wojska.
Zdjęcia z fabryki, i dokumenty produkowanych mebli zostały udostępnione przez pana Hansa Hille, wnuka spadkobiercy Pana Paula Hille.

Tekst tłumaczył: Sławek Osiecki- www.palacwlen.pl
Źródło www.wleninfo.pl

Osada Szklarska Poręba-Orle w Górach Izerskich – monografia

Niedawno nakładem warszawskiego wydawnictwa CB ukazała się monografia historyczna „Osada Szklarska Poręba-Orle w Górach Izerskich”, której autorem jest Przemysław Wiater.

Na 129 bogato ilustrowanych stronach książka przedstawia dzieje niezwykłej osady Carlstal-Orle. Do wydawnictwa dołączona została płyta DVD zawierająca kolekcje 61 zdjęć dokumentalnych z Orla i Gór Izerskich. Istotną część opracowania stanowi historia tutejszej huty szkła czynnej w latach 1754-1890, która produkowała szkło w typie millefiori, szkło vasi a reticelli, szkło barwione w masie; rubinowe, kobaltowe czy awenturynowe. Nazwa huty „Karlstal” – „Dolina Karla”, utworzona została od pierwszego imienia Schaffgotscha, właściciela tych terenów, lecz odpowiadała zapewne też Karlowi Christianowi Preusslerowi (1728-1804), jednemu z synów Johanny Catheriny Preussler. Nowa huta znajdowała się w okolicy zasobnej w złoża kwarcu, drewna i wody – podstawowych składników do produkcji szkła. Poważnym mankamentem było położenie huty w oddali od siedzib ludzkich, surowy górski klimat i zły stan dróg, co w istotny sposób przyczyniło się do jej zamknięcia.

W późniejszych latach osada Carlstal stała się jednym z ważniejszych miejsc dla rozwijającego się ruchu turystycznego w Górach Izerskich. Po II wojnie światowej zmieniona została jej nazwa na Orle i stała się jedną ze strażnic Wojsk Ochrony Pogranicza. Od 1992 r. Orle działa jako znana stacja turystyczna, a jej kierownikiem jest Stanisław Kornafel.

Dnia 24.06.2000 r. odbyło się w stacji turystycznej Orle zebranie założycielskie Stowarzyszenia „Towarzystwo Izerskie” powołane do życia przez grupę miłośników Gór Izerskich. Prezesem Towarzystwa Izerskiego został wybrany pełniący nieprzerwanie do dziś tę funkcję Stanisław Kornafel. Celem Stowarzyszenia jest rozwój turystyki, ochrona i zachowanie schronisk w osadzie Orle i „Chatki Górzystów”, popieranie idei ekologicznych, popularyzacja wiedzy historycznej dotyczącej obszaru Gór Izerskich [ze Statutu Stowarzyszenia]. Towarzystwo organizuje także rozmaite akcje, między innymi zimowy narciarski „Bieg Izerski”, „Bieg retro na nartach starych i zabytkowych”, cykl majowych imprez „Wiosna Izerska” i wiele innych.

Gołębiewski Karpacz opinie

Spotkanie z zimą, halnym i Gołębiewskim w Karpaczu

Zdążyłem na spotkanie z zimą w Karkonoszach. Zmarznięty śnieg chrupał mi pod butami już w pierwszej wędrówce niebieskim szlakiem na Polanę. Za „(powitanie) w Karkonoskim Parku Narodowym” opłata ulgowa dwa i pół złotego. Kiedy byłem u celu, zerwała się wichura i towarzyszyła mi przez cały powrót aż do Wangu. Natura za to wynagrodziła mnie słońcem. Niestety, marzenie powrotu z Polany zielonym szlakiem nie spełniło się. Szlak zasypany śniegiem. Nikt go nie przetarł. Ja też się nie odważyłem.

Wiatr na Polanie to zapowiedź halnego. W nocy podniósł temperaturę i śnieg ginął w oczach. Ale jest go jeszcze tak wiele, że wystarczy chyba do Wielkanocy. Oczywiście, wysoko w górach. Następnej nocy znowu dosypało.

Wszystko mi pasuje – powrót zimy, na ziemi śnieg, na niebie słońce i odwiedziny przyjaciół, a z nimi wizyta u Gołębiewskiego. Jesteśmy w hotelu. Podłoga holu recepcyjnego ze szlifowanego granitu z mozaikowymi dekoracjami, na ścianach wielkie tafle (szklane?) z wzorami przekrojonych agatów, skarbów Sudetów. Przy wejściu akwarium z egzotycznymi rybami. Wymyślne, bogato zdobione żyrandole.

Folder hotelowy mówi, że jestem w Gołębiewskim i tu skorzystać mogę z „usług hotelarskich” (wszystko po to, by był niższy VAT?). Z moimi gośćmi zasiedliśmy w kawiarni, w skórzanych fotelach przy marmurowych stolikach. Oświetlenie z kilku zwisających, wielowarstwowych kryształowych żyrandoli. Sufit to szklana piramida. Ściany kawiarni od podłogi do szklanego dachu w zieleni. W parterze też dużo wyszukanej zieleni, wielokolorowe fontanny, wspaniale oświetlona kaskada wodna. No i koncert fortepianowy. Piliśmy gorącą czekoladę z rumem i śmietaną, herbatę z cytryną i różą oraz zawsze dodawanym herbatnikiem firmy Tago, też Gołębiewskiego.

Ponadto na parterze: potężna restauracja, baseny z wodnymi atrakcjami, SPA, bawialnia dla dzieci i wielobranżowy butik. Obsługa bardzo serdeczna i przyjazna, tolerancyjna. Od niej dowiedziałem się wszystkiego, co mnie interesowało. W recepcji do dyspozycji gości wiele materiałów informacyjnych i promocyjnych. Zebrałem tego dużo, może się przyda znajomym. Mogłem przemieszczać się windami – na drugie piętro do restauracji: czerwonej, zielonej i staropolskiej, na piętro ósme, aby podziwiać szerokie korytarze i hole w kolorowych, dywanowych wykładzinach. Dla kogo półtora tysiąca miejsc w restauracjach? Może usłyszę o Karpaczu – mieście kongresowym, u Gołębiewskiego.

A teraz architektura hotelu, tak krytykowana w „Polityce” Nr 8 „Arcydzieła i arcymaszkary”. Pisze Piotr Sarzyński i jako maszkarę na pierwszym miejscu stawia hotel Gołębiewski w Karpaczu. Za „Polityką” powtarzają „Nowiny Jeleniogórskie” Nr 9; Kos pisze: „Gołębiewski uznany arcymaszkarą XX – lecia”.

A ja się z tym nie zgadzam! Też kocham góry i wcale mi nie przeszkadza w tym miejscu Karpacza hotel. Odwrotnie, w swojej architekturze nawiązuje do widoku gór, szaro – biała elewacja jak szare skały zimą pokryte płatami śniegu. Cały budynek – choć duży – jest zróżnicowany przestrzennie. Pewne części wysunięte, inne tworzą coś na kształt baszt, zwieńczonych dachami o kształcie ściętych stożków. To jakoś nawiązuje do górskich wierzchołków (choć takich w Karkonoszach mało). Część górnych pięter utrzymana w stylu góralskim – drewno, rzeźbienia, a na szczytach dachu skrzyżowane siekierki.

Opinia internautów, że „szpeci miasto”, „zbrodnia na. kochających góry” też nieprawdziwa. Hotel położony jest w Karpaczu Górnym, pewnie 100 metrów (a może i więcej) poniżej Wangu, w kotlince. Z ulicy Karkonoskiej patrzy się na niego z góry, w innym odcinku tej drogi – stoi obok niej. Miasto w tym miejscu to kilka pensjonatów i domów, wcale nie pereł architektonicznych. Do dolnego i średniego Karpacza (ponoć pięknych) od 2. do 3. kilometrów krętą drogą. Góry daleko – od 2. do 3. godzin dreptania, a myślę, że ani z Kopy, ani ze Słonecznika, ani ze Śnieżki hotelu nie widać. Gołębiewski nie „szpeci gór”, jak pisze internauta, i nie „zaśmieca krajobrazu”. Otoczony lasem, stokiem narciarskim, stromymi uliczkami z rzadką zabudową – nie razi oczu.

Tarasy do spacerów wokół hotelu, baseny zewnętrzne, kaskady i fontanny oraz świeżo zasadzone drzewa pozwalają się spodziewać, że i latem będzie tu przyjemnie.

Mnie też raził hotel w Wiśle, który przygniatał swoją bryłą i kolorem. Był obcym tworem architektury. Tu jest inaczej.

Kilkaset samochodów na parkingach (a przecież są i podziemne) świadczy o tym, że rankingi swoje, a ludzie swoje. Z małymi dziećmi, całymi rodzinami byli wszędzie: na stoku za hotelem, w basenach, w kawiarni. Bo hotel wydaje się być nastawiony również na weekendowy wypoczynek.

Podobały mi się tarasy spacerowe z pięknymi lampami z białych kul. Na tarasach deptałem śnieg, który spadł w nocy i wyobrażałem sobie lato nad wielkim kompleksem wodnym. Mruczałem pod nosem – ja tu latem przyjadę. Tylko po co w basenie sztuczne palmy?

Czas na podsumowanie.

Nie do mnie należy ocena architektury hoteli Gołębiewskiego. Wypowiadam tylko to, co odczuwam patrząc z każdej strony na hotel w Karpaczu i na jego otoczenie.

W „zabawie wypowiedzi” (jak nazwał autor artykułu) oceniających architekturę niektórych inwestycji w kraju, a opisanych w „Polityce”, nie uczestniczyłem, ale jestem wrażliwy na estetykę przestrzeni i wcale Gołębiewski w Karpaczu mi nie przeszkadza. Skąd taka niska ocena? Czy czasem nie działa konkurencja? Bo właściciele pensjonatów wypowiadają się, że Gołębiewski odebrał im klientów. Uważam, że hotel ten ma zupełnie inną klientelę niż pensjonaty. W ostatnim tygodniu lutego w hotelu było pełno gości – najczęściej z Poznania, Wielkopolski, Śląska, Lubuskiego, Kujawsko – Pomorskiego, trochę z zagranicy i mało z Warszawy. Odwrotnie w pensjonatach – pustki. Trochę grup młodzieżowych (ostatni tydzień zimowych ferii szkolnych), pojedyncze rodziny, po kilkunastu narciarzy. Pozwalam sobie sądzić, że czas pensjonatów o tym standardzie, jak ostatnio spotkałem w Szczawnicy, a teraz w Karpaczu, przemija..

W moim pensjonacie „Patryn” w Karpaczu, w którym mieszkałem, było mi jak w domu. Serdeczni i opiekuńczy gospodarze. Z wysokości 850 m n.p.m. bliżej szlakami do atrakcyjnych miejsc Karkonoszy. Mam szczęście do dokonanych wyborów. Na Gołębiewskiego jeszcze długo nie będzie mnie stać.

Kołobrzeg, dnia 11 marca 2012 roku. Mirosław Bremborowicz

Powojenne losy dawnego muzeum-Domu Hauptmannów

Szklarska Poręba była znanym ośrodkiem hutnictwa szkła, miejscowością turystyczno-wypoczynkową oraz miejscem przyciągającym artystów i literatów. Nie zniszczona w wyniku działań II wojny światowej zachowała charakter kurortu nazywanego „perłą Karkonoszy”. Tutejsze muzeum regionalne mieściło się w domu Carla i Gerharta Hauptmannów. Na początku lat pięćdziesiątych zostało zlikwidowane, dzieląc los większości dolnośląskich muzeów regionalnych.

Problematyka powojennej reintegracji dolnośląskich dóbr kultury nie doczekała się dotąd szerszego opracowania. Autor korzystał ze skromnej literatury przedmiotu o charakterze po części wspomnieniowym, mającej charakter dokumentu oraz z licznych przyczynków. W latach 1945 – 46 W. Kieszkowski, jako zastępca prof. S. Lorenza, prowadził ministerialną akcję rewindykacji zabytków na Dolnym Śląsku i pozostawił opis swych działań (Kieszkowski). Drugim ważnym źródłem jest sprawozdanie z działalności Muzeum Śląskiego za lata 1945 – 1956 autorstwa J. Gębczaka (Gębczak I) oraz opracowanie dotyczące powojennych losów dolnośląskich muzeów (Gębczak II).

Losami ruchomych dóbr kultury na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej zajął się C. Wąs, wskazując na W. Kieszkowskiego, jako na osobę, która w znacznej mierze zadecydowała o rozproszeniu śląskiego dziedzictwa kulturowego (Wąs). Kilka lat temu autor niniejszego artykułu opracował na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu ekspertyzę dotyczącą powojennych losów dolnośląskich muzeów regionalnych. (Wiater).

Nie zachowało się przedwojenne archiwum Szklarskiej Poręby, a w archiwum miejskim nie ma dokumentów odnoszących się bezpośrednio do dziejów Domu Hauptmannów po 1945 r. Być może pozytywny wynik dałaby kwerenda przeprowadzona w archiwach warszawskich i wrocławskich.

Sprawą ambicji mieszkańców miast Dolnego Śląska było posiadanie własnego muzeum. Ruch zakładania dolnośląskich muzeów regionalnych zwanych jako „Heimatmuseen” – „Muzea ojczyźniane” czy też „Heimatstuben” – izb pamięci gromadzących zabytki związane z dziejami „ojcowizny” był szczegółnie popularny od końca XIX w. Wokół tych instytucji skupiali się naukowcy, miłośnicy historii, różnego rodzaju pasjonaci i szperacze-hobbyści. Znaczną część eksponatów stanowiły lokalne znaleziska archeologiczne, wyroby rzemiosła, zbiory etnograficzne, przyrodnicze, znaleziska geologiczne czy numizmaty. Dolnośląskie muzea regionalne, częstokroć pomimo ciekawych zbiorów nie podlegały jednoznacznej kwalifikacji, a ich kolekcje pozostawały na zróżnicowanym poziomie. W 1944 r. na obszarze administracyjnym Dolnego Śląska działało 60 „Heimatmuseen” – taką placówką mogło się poszczycić prawie każde miasto. Listę dolnośląskich muzeów regionalnych opublikował J. Gębczak. Miastami, w których je zlokalizowano były: Brzeg, Świdnica, Wałbrzych, Sobótka, Lewin Brzeski, Ziębice, Kłodzko, Góra, Wąsosz, Lądek Zdrój, Milicz, Środa Śląska, Lutynia, Oława, Wawrzeńczyce, Domaniów, Bierutów, Dzierżoniów, Bielawa, Niemcza, Strzgom, Strzelin, Trzebnica, Twardogóra, Wołów, Ścinawa, Legnica, Görlitz, Jelenia Góra, Głogów, Bolesławiec, Ołdrzychów, Kożuchów, Nowa Sól, Bytom Odrzański, Przybymierz, Chojnów, Złotoryja, Świerzawa, Zielona Góra, Karpacz, Szklarska Poręba, Hoyerswerda, Jawor, Kamienna Góra, Chełmsko Śląskie, Lubań, Pobiedna, Duninowo, Lwówek Śląski, Gryfów Śląski, Lubin, Czerwieńsk, Muskau, Niesky, Przewóz, Szprotawa, Żagań, Wschowa, Polkowice. (Gębczak II-„Aneks”).

Sytuacja dolnośląskich muzeów regionalnych w końcowym etapie działań wojennych i w pierwszych miesiącach po wyzwoleniu była złożona. Z jednej strony napłynęły zbiory ewakuowane z innych placówek oraz zrabowane przez Niemców dzieła sztuki z terenów okupowanych. W obliczu nadchodzącego frontu wpłynęła też pewna liczba depozytów pochodzących od osób prywatnych, zarówno mieszkańców Dolnego Śląska, jak i osób, które ewakuowały się z innych regionów. Spowodowało to przeciążenie muzeów dużą ilością zdeponowanych obiektów. Zapanował chaos, który powiększył się wraz z wysiedleniem niemieckich pracowników muzeów. Nowi, odpowiednio wykwalifikowani polscy pracownicy napływali powoli, co powiększało panującą dezorganizację i brak nadzoru nad dobrami kultury (Gębczak I, s. 192, Kieszkowski, s. 135-136). Obserwacje te potwierdza Witold Kieszkowski:

„Wiele bowiem dzieł sztuki rozproszonych zostało jeszcze przez Niemców w okresie paniki ewakuacyjnej, wiele zawieruszyło się w okresie zamętu wojennego i przemarszu wojsk, i jeszcze bodaj więcej trafić mogło w niepowołane ręce w pierwszych miesiącach chaosu powojennego.” (Kieszkowski, s. 136) .

Politykę władz polskich w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej w stosunku do dolnośląskiego dziedzictwa kulturowego można podzielić na dwa etapy, które w pewnym okresie były realizowane równolegle. W pierwszym zbiory sztuki były przede wszystkim wywożone z Dolnego Śląska na tereny Polski centralnej, w drugim przewożono zbiory z muzeów regionalnych do powstającego wrocławskiego Państwowego Muzeum, przemianowanego następnie na Muzeum Śląskie.

Naczelna Dyrekcja Muzeów i Ochrony Zabytków przy Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie powołana 13 lutego 1945 r. szybko rozpoczęła działania zmierzające do penetracji zasobów dolnośląskich dóbr kultury. Kierownictwo akcji od maja do lipca 1945 r. sprawował prof. Stanisław Lorenz, dyrektor Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków, a następnie Witold Kieszkowski, jego ministerialny zastępca. Bezpośrednio po wyzwoleniu na terenie Dolnego Śląska przedstawiciele Wydziału Rewindykacji i Odszkodowań Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków zorganizowali kilkanaście składnic muzealnych przeznaczonych do czasowego przechowywania i zabezpieczania dzieł sztuki. Składnice muzealne pełniły swego rodzaju rolę „punktów etapowych” przed wywiezieniem śląskich dzieł sztuki w głąb Polski, głównie do zniszczonej Warszawy. Działania te opisuje Józef Gębczak, późniejszy dyrektor Muzeum Śląskiego we Wrocławiu:
„Z zabytków ewakuowanych [z muzeów wrocławskich – przyp. P.W.], mimo dokładnego odtworzenia ich spisów, nie udało się nic rewindykować, w pierwszym rzędzie z powodu braku środków transportowych. Zresztą do akcji tej w lecie 1945 r. przystąpiło Ministerstwo Kultury i Sztuki i przeważnie z powodzeniem ją przeprowadziło przez swych delegatów do końca 1945 r., zlecając jej dokończenie specjalnemu delegatowi, który w ciągu kilku lat jeszcze wyławiał rozproszone ze składnic i zbiorów prywatnych ruchome mienie artystyczne na terenie Dolnego Śląska.” (Gębczak, s. 182).

Tak zwaną akcją rewindykacyjną podjętą przez ekipę ministerialną objęte zostały także zbiory wielu dolnośląskich muzeów regionalnych. Zbiory te były częstokroć wywożone do nowo powstałych składnic muzealnych pod hasłem konieczności okresowego ich zabezpieczania. Niejednokrotnie wywożono je też z pominięciem ministerialnych składnic muzealnych bezpośrednio w głąb kraju.

Drugim etapem akcji rewindykacji zabytków w stosunku do dolnośląskich muzeów i zbiorów regionalnych była działalność Muzeum Państwowego we Wrocławiu. Zniszczony Wrocław był praktycznie pozbawiony zabytków i dóbr kultury, nie posiadał także odpowiednich budynków, które mogły zostać przeznaczone na cele muzealne. Dnia 28 marca 1947 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki powołało Muzeum Państwowe we Wrocławiu (w organizacji), jako centralną instytucję muzealną dla Dolnego Śląska (Gębczak I, s. 185). Decyzja spowodowała konieczność działań mających na celu pozyskanie odpowiednich zbiorów dla nowej placówki, która szybko stała się największą w regionie. Otwarcie Państwowego Muzeum we Wrocławiu nastąpiło dnia 11 lipca 1948 r., ponad rok po decyzji o jego powołaniu. Przez ten czas trwały intensywne prace mające na celu pozyskanie odpowiedniej do rangi centralnego muzeum liczby eksponatów oraz remont budynku dawnej Rejencji Śląskiej przy placu Powstańców Warszawy. W 1948 r. na Dolnym Śląsku kontynuowano działalność rewindykacyjną.

„Ponadto zbiory własne [Muzeum Państwowego we Wrocławiu – przyp. aut.] powiększyły się poważnie o zabytki rewindykowane, przejęte z muzeów regionalnych […].” (Gębczak I, s. 187).

W 1950 r. doszło do upaństwowienia podległych z reguły do tej pory samorządom lokalnym muzeów i oddania ich pod opiekę Centralnego Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Bezpośrednią pieczę nad dolnośląskimi muzeami regionalnymi powierzono Muzeum Śląskiemu we Wrocławiu.

W opinii Józefa Gębczaka, dyrektora Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, dolnośląskie muzea regionalne nie zawsze właściwie spełniały stawiane im zadania. Działania muzeów regionalnych często nie były zgodne z nową polityką kulturalną realizowaną na ziemiach odzyskanych:

„[…] wystawy muzealne w większości muzeów regionalnych pod względem tematycznym nie odpowiadały nowej, polskie rzeczywistości Śląska, pod względem formalnym – wymaganiom współczesnego muzealnictwa. Założeniem reorganizacji wystaw, dokonanej pod kierunkiem fachowych sił Muzeum Śląskiego, było uwypuklenie w ekspozycji polskości regionu oraz pierwiastków postępowych w jego dziejach, ze szczególnym uwzględnieniem kultury ludowej regionu, dziejów charakterystycznej dla niego produkcji oraz, o ile pozwalały na to zbiory, bogactw mineralnych i przyrody regionu.” (Gębczak I, s. 218).

Zarzuty takie określały polityczne cele i zadania stawiane przed muzeami, co w wypadku niewłaściwej ich realizacji mogło być dogodnym pretekstem do likwidacji placówek. Według przytoczonych w 1959 r. oficjalnych danych w latach 1944 – 1953 na Dolnym Śląsku zamknięciu uległo 80 % muzeów regionalnych – zlikwidowano 48 z 60 istniejących placówek (Gębczak, Wąs). Nie można zrzucić odpowiedzialności za likwidację dolnośląskich muzeów na same zniszczenia wojenne i zmiany administracyjne. Był to również rezultat konsekwentnego prowadzenia przez polskie władze administracyjne, tak szczebla centralnego, jak i wojewódzkiego, określonej polityki kulturalnej, którą po II wojnie światowej realizowano na Ziemiach Zachodnich w stosunku do zastanego dziedzictwa kulturowego.

Przykładem działań likwidacyjnych prowadzonych w stosunku do muzeów regionalnych na Dolnym Śląsku przez Muzeum Śląskie we Wrocławiu były losy niewielkiego muzeum w Szklarskiej Porębie.

Muzeum w Szklarskiej Porębie powstało w 1936 r. w domu, w którym mieszkali wybitni śląscy literaci Carl i Gerhart Hauptmann. Fakt ten upamiętniały dwie tablice umieszczone na fasadzie domu. Nie jest dziś dokładnie znany zasób muzeum, lecz na podstawie wspomnień dawnych mieszkańców Szklarskiej Poręby, paru zachowanych opisów i zdjęć można stwierdzić, że miało charakter miejsca upamiętniającego działalność dawnej kolonii artystów w Szklarskiej Porębie. Znajdowały się tutaj książki, których autorami byli Carl i Gerhart Hauptmann, Wilhelm Bölsche, Bruno Wille, Hermann Stehr, Hans von Hülsen, obrazy Alfreda Nickischa, Georga Wichmanna i Hansa Oberländera, wyroby ze szkła powstałe w tutejszych hutach. W pomieszczeniu na parterze budynku funkcjonował „Haus der Heimat”-„Dom ojcowizny”, który był miejscem spotkań tutejszej grupy folklorystycznej pielęgnującej karkonoski strój i tradycje. Izba wyposażona była w dawne śląskie sprzęty gospodarcze i meble ludowe. Do zwiedzania udostępniony był też duży park otaczający muzeum.

W grudniu 1947 r. Wojciech Tabaka, starosta jeleniogórski sporządził notatkę odnoszącą się do stanu muzeów na terenie Kotliny Jeleniogórskiej:

„Powiat jeleniogórski jak żaden inny posiada na swym terenie cztery zasobne muzea w Jeleniej Górze, Szklarskiej Porębie, Kowarach [informacja błędna; muzeum mieściło się w Karpaczu – przyp. P.W.] i Cieplicach. Muzea te należałoby dostosować do potrzeb doby obecnej.

W Szklarskiej Porębie poza 65 obrazami nie nadającymi się do wystawy, muzeum posiada tropikalne zbiory przyrodnicze, czyli 100 gablotek motyli i chrząszczy, 50 słoi preparatów zwierząt, 70 eksponatów zwierzęcych, 60 ptaków i około 500 różnych eksponatów takich jak kości, rogi, muszle, żyjątka morskie, skamieliny, minerały oraz kilka cennych antycznych mebli.

W regionalnym muzeum w Karpaczu znajduje się 226 pozycji, w tym mieści się około 3 000 eksponatów starodawnych i epokowych urządzeń wnętrz mieszkań regionalnych i różnych przedmiotów użytku domowego.

W muzeum przyrodniczym w Cieplicach Śląskich Zdrój znajduje się 34 747 eksponatów, w tym 4 163 ptaków, motyli 11 615, chrząszczy 8 002, morskich zwierzątek 2 000, ryb i gadów 242, korali 99, grzybów 444, okazów ceramiki łużyckiej 63, cennych obrazów kilkadziesiąt sztuk i starożytnej zbroi 578 sztuk.” [Dominik, s. 142-143].

Muzeum w Szklarskiej Porębie podzieliło los innych placówek regionalnych na Dolnym Śląsku. Prawdopodobnie stopniowo zmniejszano jego zbiory, przekazując je do innych placówek, przede wszystkim w Jeleniej Górze i Wrocławiu, aby doprowadzić do ostatecznego zamknięcia. Świadczy o tym rewers przejęcia części eksponatów z likwidowanego muzeum w Szklarskiej Porębie znaleziony podczas prac remontowych prowadzonych w tym obiekcie pod koniec lat osiemdziesiątych (zachowana pisownia oryginalna):

„Jelenia Góra, 22,12,51 r. Rewers Z muzealiow Chaty muzealnej w Szklarskiej Porebie zlozonych w Muzeum w Jeleniej Gorze przejmuje Muzeum Slaskie we Wroclawiu w grudniu 1952 r. Muzeum Slaskie we Wrocławiu chwilowo nastepujace przedmioty:

  1. sekretarz-komoda lud.
  2. komoda
  3. zegar szafkowy zdekom.
  4. stolik
  5. pulpit
  6. kołyska
  7. komoda
  8. czesc gorna kredensu
  9. stolik kombinowany
  10. szafka oszklona
  11. 2 krzesła
  12. 2 skrzynie ludowe
  13. stol rozsuwany
  14. lustro barok
  15. rzezba aniolek
  16. misa gliniana
  17. dwa parasole
  18. szafka
  19. zegar
  20. kinkiety metalowe z lustrem
  21. rzezba Swiety
  22. sekretarz empire
  23. szafa ludowa
  24. stolik empire
  25. kaseta intarsiowana mala
  26. komoda empire intarsja
  27. lawka ludowa
  28. rzezba M.B.
  29. kredensik narozny, trojboczny
  30. 4 obrazy olejne
  31. 4 teki sztychow
  32. rulon sztychow
  33. kaseta ze sztychami.

powyzsze pozycje odebrał (-) podpis nieczytelny”

W parę dni potem sporządzono kolejny dokument.:

„ Protokół zdawczo-odbiorczy.
Na podstwie ustnego polecenia Dyrekcji Muzeum Śląskiego we Wrocławiu Ob. Dr J. Güttlera, asystet Muz. Slskiego Ob. K. Waligóra przekazał a kierownik Muz. w jeleniej Górze Ob. Mgr. Z. Michniewicz przejął następujące obiekty muzealne, wyłączone ze zbiorów „Chaty Muzealnej” w Szklarskiej Porębie:

  1. Archiwum K. Hauptmanna -[odręczny dopisek: „zabrało Muz. Śląskie w 1952 r.”]
  2. trzy talerze cynowe [odręczny dopisek :”inwentaryzowano”]
  3. jedna szt. szkła
  4. świecznik wieloramienny, ludowy, drewniany
  5. 27 szt. ceramiki ludowej
  6. 4 obrazki na szkle i grafika

Zdający (-) podpis nieczytelny Przejmujący (-) podpis nieczytelny
Jelenia Góra, dn 27.XII.1951 r.”

Niebawem ogołocone z eksponatów muzeum zostało przekształcone w Dom Pracy Twórczej Związku Literatów Polskich. W latach sześćdziesiątych mieścił się tutaj rehabilitacyjny oddział szpitalny, następnie mieszkania pracowników służby zdrowia, przekształcone we własność komunalną. W 1987 r. obiekt został przejęty przez jeleniogórskie Muzeum Okręgowe, które po przeprowadzonym remoncie otworzyło w 1995 r. Muzeum w Szklarskiej Porębie jako swój oddział zamiejscowy. Obecnie Dom Carla i Gerharta Hauptmannów jest oddziałem Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.

Wybrana literatura

  • B. Dominik B., W.,”Wojciech Tabaka-starosta”, Wrocław 1985,
  • J. Gębczak,”Muzeum Śląskie w latach 1945-1956” [w:] „Roczniki Sztuki Śląskiej”, Wrocław 1959, s. 177-240,
  • Gębczak J.,”Losy ruchomego mienia kulturalnego i artystycznego na Dolnym Śląsku w czasie drugiej wojny światowej”, Wrocław 2000,
  • W. Kieszkowski,”Składnica muzealna Paulinum i rewindykacja zabytków na Dolnym Śląsku” [w:] „Pamiętnik Związku Historyków Sztuki i Kultury”, Warszawa 1948, s. 135-158,
  • K. Sroczyńska,” Rewindykacja dzieł sztuki w pierwszych latach powojennych” [w:]
  • „Biblioteka Muzealnictwa i Ochrony Zabytków”, T.XXIII, Warszawa 1968, s. 47-51,
  • C. Wąs, „Losy ruchomych dóbr kultury na Dolnym Śląsku w latach 1943 – 1946 oraz latach późniejszych. Zarys programu scalenia śląskiego dziedzictwa narodowego”, Wrocław 2000, mps,
  • P.Wiater,”Losy muzeów dolnośląskich muzeów regionalnych po 1945 r.”, Szklarska Poręba 2001, mps.
  • P.Wiater,„Powojenne losy muzeum – Domu Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie a zagadnienie reintegracji dolnośląskiego dziedzictwa kulturowego”, Rocznik Jeleniogórski, t. XXXIV, Jelenia Góra 2002, s. 147 – 153

Droga Sudecka i Zakręt Śmierci

W południe 17.10.1937 r. uroczyście oddany został do użytku odcinek drogi łączącej Szklarską Porębę ze Świeradowem, która była fragmentem zaplanowanej dużej inwestycji komunikacyjnej o nazwie Drogi Sudeckiej. Nowa magistrala rozpoczynać się miała w Zittau i przebiegać poprzez Świeradów Zdrój, Szklarską Porębę u stóp Karkonoszy, a potem w kierunku wschodnim wzdłuż następnych pasm górskich, aż do czeskiej Opavy.

Podstawowym celem Drogi Sudeckiej była organizacja komunikacji drogowej między sudeckimi uzdrowiskami, wczasowiskami oraz ośrodkami miejskimi, ale też miała ważny aspekt strategiczny, jako droga rokadowa biegnąca wzdłuż granicy z Czechami. Wzorowana na szosach alpejskich Droga Sudecka miała stać się osią rozwoju turystycznego regionu. Niestety oddane zostały tylko poszczególne odcinki Drogi Sudeckiej, a kompleksowej realizacji zamierzenia stanęła na przeszkodzie II wojna światowa. Wybudowany w Górach Izerskich odcinek Drogi Sudeckiej rozpoczyna się w Świeradowie w okolicach hotelu „Pod Jeleniem”, następnie opuszczając dolinę Kwisy wspina się do Rozdroża Izerskiego, skąd południowym zboczem doliny Małej Kamiennej prowadzi pod Czarną Górę, aby opaść ku Szklarskiej Porębie. Ma on 14 550 metrów długości, przy szerokości 6 metrów nawierzchni asfaltowej i po 2 metry szerokich, umocnionych poboczach. Jednię tworzył 18 centymetrowy kamienny podkład z tłucznia, 8 centymetrowa podsypka i 8 centymetrowa warstwa asfaltu. W myśl założeń projektowych poruszające się Droga Sudecką pojazdy miały rozwijać prędkość do 70 km/godz., co jak na ówczesne standardy było znaczną szybkością. Niestety w okolicach Szklarskiej Poręby nie zostało zrealizowane ważne odgałęzienie drogi planowane od Zakrętu Śmierci do Jakuszyc, co znacznie usprawniłoby komunikację na tym obszarze i odciążyło zatłoczone centrum miasta. Niemniej jednak droga ze Świeradowa do Szklarskiej Poręby istotnie usprawniła komunikację dla turystów zmierzających pod Szrenicę z okolic Berlina, Lipska, Drezna czy Görlitz. Budowa była realizowana w znacznej części przez młodzież z organizacji Reichsarbeirtsdienst [R.A.D.], która stacjonowała w obozie zlokalizowanym w pobliżu Rozdroża Izerskiego.

Najbardziej znanym odcinkiem drogi jest Wielki Zakręt [Große Kurve] położony opodal Szklarskiej Poręby w kierunku na Świeradów Zdrój, na wysokości 775 m.n.p.m., który jest jednocześnie najwyżej położonym miejscem Drogi Sudeckiej. W tym miejscu droga zatacza ostry zakręt (łuk prawie 360′ o promieniu 30 metrów). Pod zakrętem znajdują się sztolnie, które podobno pod koniec II wojny światowej częściowo zostały wysadzone w powietrze. Wśród okolicznych mieszkańców krążą legendy, jakoby w sztolniach zasypane zostały legendarne skarby III Rzeszy. Owiany złą sławą Wielki Zakręt jako Zakręt Śmierci swoją nazwę otrzymał już po zakończeniu II wojny światowej i zawdzięcza ją wypadkom samochodowym, które tutaj miały miejsce. Zakręt Śmierci jest wspaniałym punktem widokowym na panoramę Karkonoszy.

Literatura

  • Czerwiński J., Mazurski K., Sudety. Sudety Zachodnie, Warszawa 1983
  • Góry Izerskie. Słownik geografii turystycznej Sudetów, red. M. Staffa, Warszawa-Kraków 1989
  • Steć K., Sudety Zachodnie, część I, Warszawa 1965
  • Vondrovský I., Sudetská silnice [w:] „Krkonoše. Jizerské hory” 2/2007, s. 32-33

Przemysław Wiater

Młyn św. Łukasza

Przemysław Wiater

Pod koniec XIX w. Szklarska Poręba stała się znanym ośrodkiem turystyczno-wypoczynkowym. W tym czasie pod Szrenicą zaczynają się osiedlać również twórcy, którzy z czasem utworzyli tutaj znaną kolonię artystyczną. Początkowo jej centrum ogniskowało się w gościnnym domu braci Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie Średniej. W 1922 r. zawiązane zostało „Künstlervereinigung St. Lukas in Ober-Schreiberhau” – „Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza w Szklarskiej Porębie Górnej”, które zgrupowało kilkunastu malarzy i rzeźbiarzy zauroczonych Karkonoszami.

Artyści szukali odpowiedniego miejsca na galerię wystawienniczą dla swoich prac i miejsca spotkań. Dla tego celu wybrano dawny tartak położony w centrum Szklarskiej Poręby-Marysina tuż przy moście nad potokiem Bieleń. Dla realizacji remontu, a właściwie budowy nowego obiektu, wcześniej zawiązane zostało towarzystwo „Kunst und Gewerbehaus G.m.b.H.” – „Dom sztuki i rzemiosła, spółka z o.o.”, którego czołowymi przedstawicielami byli prof. Hanns Fechner i dr Wilhelm Bölsche. Celem towarzystwa była opieka nad rodzimą śląską sztuką ludową oraz popieranie artystów, którzy tworzyli w Karkonoszach. Dawny obiekt tartaku, który został częściowo strawiony przez pożar, przebudowano i wyremontowano w latach 1920 – 1922. Pracami kierował Franz E. Schumann, emerytowany radca budowlany, specjalista w zakresie architektury kolejowej. „Niepiękny” według ówczesnych określeń tartak, pełen licznych nieforemnych szop i przybudówek otrzymał nowy kształt i nazwę – „Lukasmühle” [Młyn Łukasza]. Powstał on na fundamentach dawnej budowli, lecz było to praktycznie wszystko, co pozostało z pierwotnego obiektu. Budowa została pomyślnie doprowadzona do końca dzięki zaangażowaniu artystów oraz ludzi, których urzekła idea powstania takiego obiektu. Zadanie nie było łatwe, zwłaszcza w czasach nadchodzącej inflacji i kryzysu gospodarczego, które dotknęły Niemcy bezpośrednio po I wojnie światowej.
„Młyn św. Łukasza” to duży, murowany budynek, który stanowił dominantę architektoniczną w centrum dzielnicy „Marysin”. Malownicza fasada na mocnym, granitowym fundamencie to połączenie podcieni arkadowych z konstrukcją szachulcową muru przykrytą dużymi połaciami dwuspadowego, mansardowego dachu z licznymi otworami niewielkich, wielodzielnych okien. Obiekt nawiązywał w stylu do miejscowej architektury ludowej, rozłożystych wiejskich domów o konstrukcji przysłupowo – zrębowej, krytych drewnianą klepką bądź szarym łupkiem, charakterystycznych dla regionu Karkonoszy i Gór Izerskich. Na parterze „Młyna” mieściła się winiarnia, znana z późniejszych spotkań członków bractwa, na piętrze sala wystawowa, a na poddaszu pokoje gościnne.

„Młyn św. Łukasza” był siedzibą bractwa artystycznego do 1930 r., kiedy to artyści przenieśli się do większego i jaśniejszego lokalu w nieistniejącym dziś hotelu „Zum Zackenfall”. Przez długie lata po II wojnie światowej „Młyn św. Łukasza” przy ul. 1 Maja 16 należał do PTTK i oddawany był w dzierżawę, a jego stan techniczny znacznie się pogorszył. Od początku lat dziewięćdziesiątych XX w. obiekt przeszedł w ręce prywatne. Dziś znajduje się tutaj restauracja i pokoje gościnne.

strony internetowe

  • http://www.e-szklarska.com/lokalebiesiadne.php
  • http://www.pkt.pl/s/szklarska_poreba/225447/mlyn_swietego_lukasza.html

literatura

  • H. Rohkam, „Vom Glasmacherdorf bis heilklimatischen Kurort”, Breslau 1939
  • P. Wiater, „Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza” [w:] „Wspaniały krajobraz. Artyści i kolonie artystyczne w Karkonoszach w XX wieku”, red. K. Bździach, Wrocław-Berlin 1999, s. 184 -205
  • P. Wiater, Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza w Schreiberhau, Kazimierz Dolny 2006
  • H. Wichmann, „Georg Wichmann 1876-1944. Der Maler des Riesengebirges und sein Kreis”, Würzburg 1996

Kopalnia kwarcu "Stanisław"

Przemysław Wiater

Kopalnia kwarcu „Stanisław” w Szklarskiej Porębie położona jest na południowym zboczu i grzbiecie Izerskich Garbów w środkowo-wschodniej części Gór Izerskich w najwyższej centralnej części Wysokiego Grzbietu Gór, między masywem Zielonej Kopy po zachodniej stronie a Zwaliskiem po wschodniej stronie, około 1,6 km na południe od Rozdroża Izerskiego. Dawniej na wyrobisko kwarcu używano nazw Weisse Flins, Biały Lwiniec (od legendarnego bożka słowiańskiego Flinsa-Lwińca zakopanego tutaj ponoć przed wiekami) i Biały Kamień.

Kopalnia „Stanisław” jest to kopalnią odkrywkową, która eksploatuje największą w Polsce żyłę kwarcu o długości ponad 10 km. Kwarc występuje tutaj w strefie kontaktowej granitów karkonoskich i granito-gnejsów. Poziom wydobywczy położony jest na wysokości od 1050 do 1080 m n.p.m. Jest to najwyżej położony zakłady wydobywczy w Polsce, a nawet w środkowej Europie. Kwarc był wykorzystywany jako podstawowy surowiec dla okolicznych hut szkła, a huta „Józefiny” ze Szklarskiej Poręby eksploatowała złoże do 1902 r. Produkcja kopalni obejmuje trzy odmiany kwarcu: ceramiczny, najbardziej wartościowy, półceramiczny i hutniczy. Wydobywany kwarc odznacza się bardzo wysoką zawartością krzemionki (około 97-100 %). Surowiec o takich parametrach doskonale nadaje się do wykorzystania w przemyśle: szklarskim, hutniczym i elektronicznym.

Złoże kwarcu na Izerskich garbach eksploatowane jest od średniowiecza. Kwarc był wykorzystywany jako podstawowy surowiec dla okolicznych hut szkła. Pierwsi bogactwo Wysokiego Grzbietu poznali Walonowie, znajdując złoto, kryształy górskie i ametyst. Gdy w 1902 r. kolej dotarła ze Szklarskiej Poręby do Korenova, a ze stacji kolejowej „Huta” poprowadzono dla kopalni bocznicę towarową, nastąpił dalszy rozwój kopalni z uwagi możliwość łatwego transportu surowca do odległych miejsc. Do 1945 r. wschodnia część szczytu była pomnikiem przyrody. Kopalnię kwarcu „Stanisław” na Izerskich Garbach na miejscu istniejącej wcześniej kopalni utworzono w latach 50. XX wieku, włączając w skład Przedsiębiorstwa Państwowego „Jeleniogórskie Kopalnie Surowców Mineralnych”, które w 1954 r. utworzono z wydzielonej części Bolesławieckich Kopalń Surowców Mineralnych. W 1991 r. Przedsiębiorstwo Państwowe JKSM zostało przekształcone w Jednoosobową Spółkę Skarbu Państwa, a w 1997 r. Spółka została sprywatyzowana. W 2001 r. Kopalnia Kwarcu „Stanisław została sprzedana przez firmę JKSM ,Dolnośląskiej Spółce Inwestycyjnej SA, jednej ze spółek Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi. Nowy właściciel „Pebeka Lubin” nie podjął wydobycia z uwagi na nieopłacalność, związaną z trudnymi warunkami oraz sezonowością – prace górnicze można prowadzić właściwie tylko w ciepłej części roku.
Na wschód od kamieniołomu znajduje się legendarna grupa skał zwana pod nazwą Zwalisko – do której zaliczają się Wieczorny Zamek, Skarbek i Skalna Brama.

Literatura

  • Baedeker K., Schlesien, Leipzig 1938
  • Czerwiński J., Mazurski K., Sudety. Sudety Zachodnie, Warszawa 1983
  • Jizerske Hory. – o mapách, kamení a vodě, red. R. Karpaš, Liberec 2009
  • Tisicovky Jizerskich Hor, red. O. Simm, Liberec 2007

internet

  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Kopalnia_Kwarcu_%22Stanis%C5%82aw%22”
    http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=52