Fabryka mebli we Wleniu

Oprócz licznych manufaktur, we Wleniu istniał też przemysł, którego przykładem była Fabryka Mebli Reinhold Hille z siedzibą w Neugersdorf w Saksonii. Firma została założona w 1900 roku przez pana Reinholda Hille. Później prowadził ją jego syn Paul Hille aż do śmierci w kwietniu 1945 roku. Główny zakład w Neugersdorf upaństwowiono w 1972 roku.

Wleńskie zakłady położone były przy drodze do Lwówka Śląskiego ok. 100 metrów od rynku, niedaleko rzeki Bóbr. Największy rozkwit Fabryki nastąpił około roku 1930. Zatrudniano wtedy około 50 robotników, którzy pracowali pod kierownictwem mistrza Georga Mai urodzonego 27 lipca 1889. Georg Mai wraz z rodziną mieszkali we Wleniu, przy fabryce.

Gotowe meble najpierw trafiały do Neugersdorf. Córka właściciela Ilka zorganizowała tam – w Sali Neheim-Hüsten, kilka dorocznych spotkań z pracownikami z wleńskiej fabryki.

28 grudnia 1938 roku pożar strawił dużą część fabryki, ale bardzo szybko ją odbudowano. Później kierownictwo fabryki przejęła nacjonalistyczna władza i doprowadziła do jej marginalizacji.

Fabryka we Wleniu produkowała wysokiej jakości meble do jadalni, jak bufet z witrynką i bufet ze spiżarką.

Przykładami tej produkcji są dwa modele:
Pierwszy model Nr 191 zaprojektowany w 1934 roku przez pana Weiss’a z Zeulenroda, bufet, którego około 200 sztuk wyprodukowano we Wleniu.

Drugi Model Nr 245 zaprojektowany w 1936 roku przez pana Wiesner’a z Berlina. Tego modelu wyprodukowano około 600 sztuk.

Dodatkowe 2 zdjęcia mebli projektu Wiesner’a z Berlina. Takich mebli we Wleniu w 1936 roku wyprodukowano 30 sztuk.

Meble produkowano z wysokiej jakości drewna orzechowego. Były one fornirowane a zwłaszcza fronty kryte fornirem z korzenia orzecha, politurowane i cała powierzchnia polerowana na lustro. Taki rodzaj produkcji wymagał szczególnie wielkiego kunsztu, wiedzy i umiejętności.

Pod koniec wojny produkowano tu części do szybowców, prawdopodobnie szybowców wojennych „Lastemsegler”.

autor:Horst Knobloch

Postscriptum:
Uczeń z Nielestna przynosił do fabryki obiady mojemu ojcu Brunowi Knobloch, po to tylko, by spędzić trochę czasu wśród stolarzy, z czego był bardzo dumny.
Mój ojciec miał stanowisko w hali maszyn i był odpowiedzialny za wytworzenie wygiętych i kręconych elementów mebli. Pracował tam do 1941 roku, kiedy został powołany do wojska.
Zdjęcia z fabryki, i dokumenty produkowanych mebli zostały udostępnione przez pana Hansa Hille, wnuka spadkobiercy Pana Paula Hille.

Tekst tłumaczył: Sławek Osiecki- www.palacwlen.pl
Źródło www.wleninfo.pl

Osada Szklarska Poręba-Orle w Górach Izerskich – monografia

Niedawno nakładem warszawskiego wydawnictwa CB ukazała się monografia historyczna „Osada Szklarska Poręba-Orle w Górach Izerskich”, której autorem jest Przemysław Wiater.

Na 129 bogato ilustrowanych stronach książka przedstawia dzieje niezwykłej osady Carlstal-Orle. Do wydawnictwa dołączona została płyta DVD zawierająca kolekcje 61 zdjęć dokumentalnych z Orla i Gór Izerskich. Istotną część opracowania stanowi historia tutejszej huty szkła czynnej w latach 1754-1890, która produkowała szkło w typie millefiori, szkło vasi a reticelli, szkło barwione w masie; rubinowe, kobaltowe czy awenturynowe. Nazwa huty „Karlstal” – „Dolina Karla”, utworzona została od pierwszego imienia Schaffgotscha, właściciela tych terenów, lecz odpowiadała zapewne też Karlowi Christianowi Preusslerowi (1728-1804), jednemu z synów Johanny Catheriny Preussler. Nowa huta znajdowała się w okolicy zasobnej w złoża kwarcu, drewna i wody – podstawowych składników do produkcji szkła. Poważnym mankamentem było położenie huty w oddali od siedzib ludzkich, surowy górski klimat i zły stan dróg, co w istotny sposób przyczyniło się do jej zamknięcia.

W późniejszych latach osada Carlstal stała się jednym z ważniejszych miejsc dla rozwijającego się ruchu turystycznego w Górach Izerskich. Po II wojnie światowej zmieniona została jej nazwa na Orle i stała się jedną ze strażnic Wojsk Ochrony Pogranicza. Od 1992 r. Orle działa jako znana stacja turystyczna, a jej kierownikiem jest Stanisław Kornafel.

Dnia 24.06.2000 r. odbyło się w stacji turystycznej Orle zebranie założycielskie Stowarzyszenia „Towarzystwo Izerskie” powołane do życia przez grupę miłośników Gór Izerskich. Prezesem Towarzystwa Izerskiego został wybrany pełniący nieprzerwanie do dziś tę funkcję Stanisław Kornafel. Celem Stowarzyszenia jest rozwój turystyki, ochrona i zachowanie schronisk w osadzie Orle i „Chatki Górzystów”, popieranie idei ekologicznych, popularyzacja wiedzy historycznej dotyczącej obszaru Gór Izerskich [ze Statutu Stowarzyszenia]. Towarzystwo organizuje także rozmaite akcje, między innymi zimowy narciarski „Bieg Izerski”, „Bieg retro na nartach starych i zabytkowych”, cykl majowych imprez „Wiosna Izerska” i wiele innych.

Gołębiewski Karpacz opinie

Spotkanie z zimą, halnym i Gołębiewskim w Karpaczu

Zdążyłem na spotkanie z zimą w Karkonoszach. Zmarznięty śnieg chrupał mi pod butami już w pierwszej wędrówce niebieskim szlakiem na Polanę. Za „(powitanie) w Karkonoskim Parku Narodowym” opłata ulgowa dwa i pół złotego. Kiedy byłem u celu, zerwała się wichura i towarzyszyła mi przez cały powrót aż do Wangu. Natura za to wynagrodziła mnie słońcem. Niestety, marzenie powrotu z Polany zielonym szlakiem nie spełniło się. Szlak zasypany śniegiem. Nikt go nie przetarł. Ja też się nie odważyłem.

Wiatr na Polanie to zapowiedź halnego. W nocy podniósł temperaturę i śnieg ginął w oczach. Ale jest go jeszcze tak wiele, że wystarczy chyba do Wielkanocy. Oczywiście, wysoko w górach. Następnej nocy znowu dosypało.

Wszystko mi pasuje – powrót zimy, na ziemi śnieg, na niebie słońce i odwiedziny przyjaciół, a z nimi wizyta u Gołębiewskiego. Jesteśmy w hotelu. Podłoga holu recepcyjnego ze szlifowanego granitu z mozaikowymi dekoracjami, na ścianach wielkie tafle (szklane?) z wzorami przekrojonych agatów, skarbów Sudetów. Przy wejściu akwarium z egzotycznymi rybami. Wymyślne, bogato zdobione żyrandole.

Folder hotelowy mówi, że jestem w Gołębiewskim i tu skorzystać mogę z „usług hotelarskich” (wszystko po to, by był niższy VAT?). Z moimi gośćmi zasiedliśmy w kawiarni, w skórzanych fotelach przy marmurowych stolikach. Oświetlenie z kilku zwisających, wielowarstwowych kryształowych żyrandoli. Sufit to szklana piramida. Ściany kawiarni od podłogi do szklanego dachu w zieleni. W parterze też dużo wyszukanej zieleni, wielokolorowe fontanny, wspaniale oświetlona kaskada wodna. No i koncert fortepianowy. Piliśmy gorącą czekoladę z rumem i śmietaną, herbatę z cytryną i różą oraz zawsze dodawanym herbatnikiem firmy Tago, też Gołębiewskiego.

Ponadto na parterze: potężna restauracja, baseny z wodnymi atrakcjami, SPA, bawialnia dla dzieci i wielobranżowy butik. Obsługa bardzo serdeczna i przyjazna, tolerancyjna. Od niej dowiedziałem się wszystkiego, co mnie interesowało. W recepcji do dyspozycji gości wiele materiałów informacyjnych i promocyjnych. Zebrałem tego dużo, może się przyda znajomym. Mogłem przemieszczać się windami – na drugie piętro do restauracji: czerwonej, zielonej i staropolskiej, na piętro ósme, aby podziwiać szerokie korytarze i hole w kolorowych, dywanowych wykładzinach. Dla kogo półtora tysiąca miejsc w restauracjach? Może usłyszę o Karpaczu – mieście kongresowym, u Gołębiewskiego.

A teraz architektura hotelu, tak krytykowana w „Polityce” Nr 8 „Arcydzieła i arcymaszkary”. Pisze Piotr Sarzyński i jako maszkarę na pierwszym miejscu stawia hotel Gołębiewski w Karpaczu. Za „Polityką” powtarzają „Nowiny Jeleniogórskie” Nr 9; Kos pisze: „Gołębiewski uznany arcymaszkarą XX – lecia”.

A ja się z tym nie zgadzam! Też kocham góry i wcale mi nie przeszkadza w tym miejscu Karpacza hotel. Odwrotnie, w swojej architekturze nawiązuje do widoku gór, szaro – biała elewacja jak szare skały zimą pokryte płatami śniegu. Cały budynek – choć duży – jest zróżnicowany przestrzennie. Pewne części wysunięte, inne tworzą coś na kształt baszt, zwieńczonych dachami o kształcie ściętych stożków. To jakoś nawiązuje do górskich wierzchołków (choć takich w Karkonoszach mało). Część górnych pięter utrzymana w stylu góralskim – drewno, rzeźbienia, a na szczytach dachu skrzyżowane siekierki.

Opinia internautów, że „szpeci miasto”, „zbrodnia na. kochających góry” też nieprawdziwa. Hotel położony jest w Karpaczu Górnym, pewnie 100 metrów (a może i więcej) poniżej Wangu, w kotlince. Z ulicy Karkonoskiej patrzy się na niego z góry, w innym odcinku tej drogi – stoi obok niej. Miasto w tym miejscu to kilka pensjonatów i domów, wcale nie pereł architektonicznych. Do dolnego i średniego Karpacza (ponoć pięknych) od 2. do 3. kilometrów krętą drogą. Góry daleko – od 2. do 3. godzin dreptania, a myślę, że ani z Kopy, ani ze Słonecznika, ani ze Śnieżki hotelu nie widać. Gołębiewski nie „szpeci gór”, jak pisze internauta, i nie „zaśmieca krajobrazu”. Otoczony lasem, stokiem narciarskim, stromymi uliczkami z rzadką zabudową – nie razi oczu.

Tarasy do spacerów wokół hotelu, baseny zewnętrzne, kaskady i fontanny oraz świeżo zasadzone drzewa pozwalają się spodziewać, że i latem będzie tu przyjemnie.

Mnie też raził hotel w Wiśle, który przygniatał swoją bryłą i kolorem. Był obcym tworem architektury. Tu jest inaczej.

Kilkaset samochodów na parkingach (a przecież są i podziemne) świadczy o tym, że rankingi swoje, a ludzie swoje. Z małymi dziećmi, całymi rodzinami byli wszędzie: na stoku za hotelem, w basenach, w kawiarni. Bo hotel wydaje się być nastawiony również na weekendowy wypoczynek.

Podobały mi się tarasy spacerowe z pięknymi lampami z białych kul. Na tarasach deptałem śnieg, który spadł w nocy i wyobrażałem sobie lato nad wielkim kompleksem wodnym. Mruczałem pod nosem – ja tu latem przyjadę. Tylko po co w basenie sztuczne palmy?

Czas na podsumowanie.

Nie do mnie należy ocena architektury hoteli Gołębiewskiego. Wypowiadam tylko to, co odczuwam patrząc z każdej strony na hotel w Karpaczu i na jego otoczenie.

W „zabawie wypowiedzi” (jak nazwał autor artykułu) oceniających architekturę niektórych inwestycji w kraju, a opisanych w „Polityce”, nie uczestniczyłem, ale jestem wrażliwy na estetykę przestrzeni i wcale Gołębiewski w Karpaczu mi nie przeszkadza. Skąd taka niska ocena? Czy czasem nie działa konkurencja? Bo właściciele pensjonatów wypowiadają się, że Gołębiewski odebrał im klientów. Uważam, że hotel ten ma zupełnie inną klientelę niż pensjonaty. W ostatnim tygodniu lutego w hotelu było pełno gości – najczęściej z Poznania, Wielkopolski, Śląska, Lubuskiego, Kujawsko – Pomorskiego, trochę z zagranicy i mało z Warszawy. Odwrotnie w pensjonatach – pustki. Trochę grup młodzieżowych (ostatni tydzień zimowych ferii szkolnych), pojedyncze rodziny, po kilkunastu narciarzy. Pozwalam sobie sądzić, że czas pensjonatów o tym standardzie, jak ostatnio spotkałem w Szczawnicy, a teraz w Karpaczu, przemija..

W moim pensjonacie „Patryn” w Karpaczu, w którym mieszkałem, było mi jak w domu. Serdeczni i opiekuńczy gospodarze. Z wysokości 850 m n.p.m. bliżej szlakami do atrakcyjnych miejsc Karkonoszy. Mam szczęście do dokonanych wyborów. Na Gołębiewskiego jeszcze długo nie będzie mnie stać.

Kołobrzeg, dnia 11 marca 2012 roku. Mirosław Bremborowicz

Powojenne losy dawnego muzeum-Domu Hauptmannów

Szklarska Poręba była znanym ośrodkiem hutnictwa szkła, miejscowością turystyczno-wypoczynkową oraz miejscem przyciągającym artystów i literatów. Nie zniszczona w wyniku działań II wojny światowej zachowała charakter kurortu nazywanego „perłą Karkonoszy”. Tutejsze muzeum regionalne mieściło się w domu Carla i Gerharta Hauptmannów. Na początku lat pięćdziesiątych zostało zlikwidowane, dzieląc los większości dolnośląskich muzeów regionalnych.

Problematyka powojennej reintegracji dolnośląskich dóbr kultury nie doczekała się dotąd szerszego opracowania. Autor korzystał ze skromnej literatury przedmiotu o charakterze po części wspomnieniowym, mającej charakter dokumentu oraz z licznych przyczynków. W latach 1945 – 46 W. Kieszkowski, jako zastępca prof. S. Lorenza, prowadził ministerialną akcję rewindykacji zabytków na Dolnym Śląsku i pozostawił opis swych działań (Kieszkowski). Drugim ważnym źródłem jest sprawozdanie z działalności Muzeum Śląskiego za lata 1945 – 1956 autorstwa J. Gębczaka (Gębczak I) oraz opracowanie dotyczące powojennych losów dolnośląskich muzeów (Gębczak II).

Losami ruchomych dóbr kultury na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej zajął się C. Wąs, wskazując na W. Kieszkowskiego, jako na osobę, która w znacznej mierze zadecydowała o rozproszeniu śląskiego dziedzictwa kulturowego (Wąs). Kilka lat temu autor niniejszego artykułu opracował na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu ekspertyzę dotyczącą powojennych losów dolnośląskich muzeów regionalnych. (Wiater).

Nie zachowało się przedwojenne archiwum Szklarskiej Poręby, a w archiwum miejskim nie ma dokumentów odnoszących się bezpośrednio do dziejów Domu Hauptmannów po 1945 r. Być może pozytywny wynik dałaby kwerenda przeprowadzona w archiwach warszawskich i wrocławskich.

Sprawą ambicji mieszkańców miast Dolnego Śląska było posiadanie własnego muzeum. Ruch zakładania dolnośląskich muzeów regionalnych zwanych jako „Heimatmuseen” – „Muzea ojczyźniane” czy też „Heimatstuben” – izb pamięci gromadzących zabytki związane z dziejami „ojcowizny” był szczegółnie popularny od końca XIX w. Wokół tych instytucji skupiali się naukowcy, miłośnicy historii, różnego rodzaju pasjonaci i szperacze-hobbyści. Znaczną część eksponatów stanowiły lokalne znaleziska archeologiczne, wyroby rzemiosła, zbiory etnograficzne, przyrodnicze, znaleziska geologiczne czy numizmaty. Dolnośląskie muzea regionalne, częstokroć pomimo ciekawych zbiorów nie podlegały jednoznacznej kwalifikacji, a ich kolekcje pozostawały na zróżnicowanym poziomie. W 1944 r. na obszarze administracyjnym Dolnego Śląska działało 60 „Heimatmuseen” – taką placówką mogło się poszczycić prawie każde miasto. Listę dolnośląskich muzeów regionalnych opublikował J. Gębczak. Miastami, w których je zlokalizowano były: Brzeg, Świdnica, Wałbrzych, Sobótka, Lewin Brzeski, Ziębice, Kłodzko, Góra, Wąsosz, Lądek Zdrój, Milicz, Środa Śląska, Lutynia, Oława, Wawrzeńczyce, Domaniów, Bierutów, Dzierżoniów, Bielawa, Niemcza, Strzgom, Strzelin, Trzebnica, Twardogóra, Wołów, Ścinawa, Legnica, Görlitz, Jelenia Góra, Głogów, Bolesławiec, Ołdrzychów, Kożuchów, Nowa Sól, Bytom Odrzański, Przybymierz, Chojnów, Złotoryja, Świerzawa, Zielona Góra, Karpacz, Szklarska Poręba, Hoyerswerda, Jawor, Kamienna Góra, Chełmsko Śląskie, Lubań, Pobiedna, Duninowo, Lwówek Śląski, Gryfów Śląski, Lubin, Czerwieńsk, Muskau, Niesky, Przewóz, Szprotawa, Żagań, Wschowa, Polkowice. (Gębczak II-„Aneks”).

Sytuacja dolnośląskich muzeów regionalnych w końcowym etapie działań wojennych i w pierwszych miesiącach po wyzwoleniu była złożona. Z jednej strony napłynęły zbiory ewakuowane z innych placówek oraz zrabowane przez Niemców dzieła sztuki z terenów okupowanych. W obliczu nadchodzącego frontu wpłynęła też pewna liczba depozytów pochodzących od osób prywatnych, zarówno mieszkańców Dolnego Śląska, jak i osób, które ewakuowały się z innych regionów. Spowodowało to przeciążenie muzeów dużą ilością zdeponowanych obiektów. Zapanował chaos, który powiększył się wraz z wysiedleniem niemieckich pracowników muzeów. Nowi, odpowiednio wykwalifikowani polscy pracownicy napływali powoli, co powiększało panującą dezorganizację i brak nadzoru nad dobrami kultury (Gębczak I, s. 192, Kieszkowski, s. 135-136). Obserwacje te potwierdza Witold Kieszkowski:

„Wiele bowiem dzieł sztuki rozproszonych zostało jeszcze przez Niemców w okresie paniki ewakuacyjnej, wiele zawieruszyło się w okresie zamętu wojennego i przemarszu wojsk, i jeszcze bodaj więcej trafić mogło w niepowołane ręce w pierwszych miesiącach chaosu powojennego.” (Kieszkowski, s. 136) .

Politykę władz polskich w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej w stosunku do dolnośląskiego dziedzictwa kulturowego można podzielić na dwa etapy, które w pewnym okresie były realizowane równolegle. W pierwszym zbiory sztuki były przede wszystkim wywożone z Dolnego Śląska na tereny Polski centralnej, w drugim przewożono zbiory z muzeów regionalnych do powstającego wrocławskiego Państwowego Muzeum, przemianowanego następnie na Muzeum Śląskie.

Naczelna Dyrekcja Muzeów i Ochrony Zabytków przy Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie powołana 13 lutego 1945 r. szybko rozpoczęła działania zmierzające do penetracji zasobów dolnośląskich dóbr kultury. Kierownictwo akcji od maja do lipca 1945 r. sprawował prof. Stanisław Lorenz, dyrektor Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków, a następnie Witold Kieszkowski, jego ministerialny zastępca. Bezpośrednio po wyzwoleniu na terenie Dolnego Śląska przedstawiciele Wydziału Rewindykacji i Odszkodowań Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków zorganizowali kilkanaście składnic muzealnych przeznaczonych do czasowego przechowywania i zabezpieczania dzieł sztuki. Składnice muzealne pełniły swego rodzaju rolę „punktów etapowych” przed wywiezieniem śląskich dzieł sztuki w głąb Polski, głównie do zniszczonej Warszawy. Działania te opisuje Józef Gębczak, późniejszy dyrektor Muzeum Śląskiego we Wrocławiu:
„Z zabytków ewakuowanych [z muzeów wrocławskich – przyp. P.W.], mimo dokładnego odtworzenia ich spisów, nie udało się nic rewindykować, w pierwszym rzędzie z powodu braku środków transportowych. Zresztą do akcji tej w lecie 1945 r. przystąpiło Ministerstwo Kultury i Sztuki i przeważnie z powodzeniem ją przeprowadziło przez swych delegatów do końca 1945 r., zlecając jej dokończenie specjalnemu delegatowi, który w ciągu kilku lat jeszcze wyławiał rozproszone ze składnic i zbiorów prywatnych ruchome mienie artystyczne na terenie Dolnego Śląska.” (Gębczak, s. 182).

Tak zwaną akcją rewindykacyjną podjętą przez ekipę ministerialną objęte zostały także zbiory wielu dolnośląskich muzeów regionalnych. Zbiory te były częstokroć wywożone do nowo powstałych składnic muzealnych pod hasłem konieczności okresowego ich zabezpieczania. Niejednokrotnie wywożono je też z pominięciem ministerialnych składnic muzealnych bezpośrednio w głąb kraju.

Drugim etapem akcji rewindykacji zabytków w stosunku do dolnośląskich muzeów i zbiorów regionalnych była działalność Muzeum Państwowego we Wrocławiu. Zniszczony Wrocław był praktycznie pozbawiony zabytków i dóbr kultury, nie posiadał także odpowiednich budynków, które mogły zostać przeznaczone na cele muzealne. Dnia 28 marca 1947 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki powołało Muzeum Państwowe we Wrocławiu (w organizacji), jako centralną instytucję muzealną dla Dolnego Śląska (Gębczak I, s. 185). Decyzja spowodowała konieczność działań mających na celu pozyskanie odpowiednich zbiorów dla nowej placówki, która szybko stała się największą w regionie. Otwarcie Państwowego Muzeum we Wrocławiu nastąpiło dnia 11 lipca 1948 r., ponad rok po decyzji o jego powołaniu. Przez ten czas trwały intensywne prace mające na celu pozyskanie odpowiedniej do rangi centralnego muzeum liczby eksponatów oraz remont budynku dawnej Rejencji Śląskiej przy placu Powstańców Warszawy. W 1948 r. na Dolnym Śląsku kontynuowano działalność rewindykacyjną.

„Ponadto zbiory własne [Muzeum Państwowego we Wrocławiu – przyp. aut.] powiększyły się poważnie o zabytki rewindykowane, przejęte z muzeów regionalnych […].” (Gębczak I, s. 187).

W 1950 r. doszło do upaństwowienia podległych z reguły do tej pory samorządom lokalnym muzeów i oddania ich pod opiekę Centralnego Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Bezpośrednią pieczę nad dolnośląskimi muzeami regionalnymi powierzono Muzeum Śląskiemu we Wrocławiu.

W opinii Józefa Gębczaka, dyrektora Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, dolnośląskie muzea regionalne nie zawsze właściwie spełniały stawiane im zadania. Działania muzeów regionalnych często nie były zgodne z nową polityką kulturalną realizowaną na ziemiach odzyskanych:

„[…] wystawy muzealne w większości muzeów regionalnych pod względem tematycznym nie odpowiadały nowej, polskie rzeczywistości Śląska, pod względem formalnym – wymaganiom współczesnego muzealnictwa. Założeniem reorganizacji wystaw, dokonanej pod kierunkiem fachowych sił Muzeum Śląskiego, było uwypuklenie w ekspozycji polskości regionu oraz pierwiastków postępowych w jego dziejach, ze szczególnym uwzględnieniem kultury ludowej regionu, dziejów charakterystycznej dla niego produkcji oraz, o ile pozwalały na to zbiory, bogactw mineralnych i przyrody regionu.” (Gębczak I, s. 218).

Zarzuty takie określały polityczne cele i zadania stawiane przed muzeami, co w wypadku niewłaściwej ich realizacji mogło być dogodnym pretekstem do likwidacji placówek. Według przytoczonych w 1959 r. oficjalnych danych w latach 1944 – 1953 na Dolnym Śląsku zamknięciu uległo 80 % muzeów regionalnych – zlikwidowano 48 z 60 istniejących placówek (Gębczak, Wąs). Nie można zrzucić odpowiedzialności za likwidację dolnośląskich muzeów na same zniszczenia wojenne i zmiany administracyjne. Był to również rezultat konsekwentnego prowadzenia przez polskie władze administracyjne, tak szczebla centralnego, jak i wojewódzkiego, określonej polityki kulturalnej, którą po II wojnie światowej realizowano na Ziemiach Zachodnich w stosunku do zastanego dziedzictwa kulturowego.

Przykładem działań likwidacyjnych prowadzonych w stosunku do muzeów regionalnych na Dolnym Śląsku przez Muzeum Śląskie we Wrocławiu były losy niewielkiego muzeum w Szklarskiej Porębie.

Muzeum w Szklarskiej Porębie powstało w 1936 r. w domu, w którym mieszkali wybitni śląscy literaci Carl i Gerhart Hauptmann. Fakt ten upamiętniały dwie tablice umieszczone na fasadzie domu. Nie jest dziś dokładnie znany zasób muzeum, lecz na podstawie wspomnień dawnych mieszkańców Szklarskiej Poręby, paru zachowanych opisów i zdjęć można stwierdzić, że miało charakter miejsca upamiętniającego działalność dawnej kolonii artystów w Szklarskiej Porębie. Znajdowały się tutaj książki, których autorami byli Carl i Gerhart Hauptmann, Wilhelm Bölsche, Bruno Wille, Hermann Stehr, Hans von Hülsen, obrazy Alfreda Nickischa, Georga Wichmanna i Hansa Oberländera, wyroby ze szkła powstałe w tutejszych hutach. W pomieszczeniu na parterze budynku funkcjonował „Haus der Heimat”-„Dom ojcowizny”, który był miejscem spotkań tutejszej grupy folklorystycznej pielęgnującej karkonoski strój i tradycje. Izba wyposażona była w dawne śląskie sprzęty gospodarcze i meble ludowe. Do zwiedzania udostępniony był też duży park otaczający muzeum.

W grudniu 1947 r. Wojciech Tabaka, starosta jeleniogórski sporządził notatkę odnoszącą się do stanu muzeów na terenie Kotliny Jeleniogórskiej:

„Powiat jeleniogórski jak żaden inny posiada na swym terenie cztery zasobne muzea w Jeleniej Górze, Szklarskiej Porębie, Kowarach [informacja błędna; muzeum mieściło się w Karpaczu – przyp. P.W.] i Cieplicach. Muzea te należałoby dostosować do potrzeb doby obecnej.

W Szklarskiej Porębie poza 65 obrazami nie nadającymi się do wystawy, muzeum posiada tropikalne zbiory przyrodnicze, czyli 100 gablotek motyli i chrząszczy, 50 słoi preparatów zwierząt, 70 eksponatów zwierzęcych, 60 ptaków i około 500 różnych eksponatów takich jak kości, rogi, muszle, żyjątka morskie, skamieliny, minerały oraz kilka cennych antycznych mebli.

W regionalnym muzeum w Karpaczu znajduje się 226 pozycji, w tym mieści się około 3 000 eksponatów starodawnych i epokowych urządzeń wnętrz mieszkań regionalnych i różnych przedmiotów użytku domowego.

W muzeum przyrodniczym w Cieplicach Śląskich Zdrój znajduje się 34 747 eksponatów, w tym 4 163 ptaków, motyli 11 615, chrząszczy 8 002, morskich zwierzątek 2 000, ryb i gadów 242, korali 99, grzybów 444, okazów ceramiki łużyckiej 63, cennych obrazów kilkadziesiąt sztuk i starożytnej zbroi 578 sztuk.” [Dominik, s. 142-143].

Muzeum w Szklarskiej Porębie podzieliło los innych placówek regionalnych na Dolnym Śląsku. Prawdopodobnie stopniowo zmniejszano jego zbiory, przekazując je do innych placówek, przede wszystkim w Jeleniej Górze i Wrocławiu, aby doprowadzić do ostatecznego zamknięcia. Świadczy o tym rewers przejęcia części eksponatów z likwidowanego muzeum w Szklarskiej Porębie znaleziony podczas prac remontowych prowadzonych w tym obiekcie pod koniec lat osiemdziesiątych (zachowana pisownia oryginalna):

„Jelenia Góra, 22,12,51 r. Rewers Z muzealiow Chaty muzealnej w Szklarskiej Porebie zlozonych w Muzeum w Jeleniej Gorze przejmuje Muzeum Slaskie we Wroclawiu w grudniu 1952 r. Muzeum Slaskie we Wrocławiu chwilowo nastepujace przedmioty:

  1. sekretarz-komoda lud.
  2. komoda
  3. zegar szafkowy zdekom.
  4. stolik
  5. pulpit
  6. kołyska
  7. komoda
  8. czesc gorna kredensu
  9. stolik kombinowany
  10. szafka oszklona
  11. 2 krzesła
  12. 2 skrzynie ludowe
  13. stol rozsuwany
  14. lustro barok
  15. rzezba aniolek
  16. misa gliniana
  17. dwa parasole
  18. szafka
  19. zegar
  20. kinkiety metalowe z lustrem
  21. rzezba Swiety
  22. sekretarz empire
  23. szafa ludowa
  24. stolik empire
  25. kaseta intarsiowana mala
  26. komoda empire intarsja
  27. lawka ludowa
  28. rzezba M.B.
  29. kredensik narozny, trojboczny
  30. 4 obrazy olejne
  31. 4 teki sztychow
  32. rulon sztychow
  33. kaseta ze sztychami.

powyzsze pozycje odebrał (-) podpis nieczytelny”

W parę dni potem sporządzono kolejny dokument.:

„ Protokół zdawczo-odbiorczy.
Na podstwie ustnego polecenia Dyrekcji Muzeum Śląskiego we Wrocławiu Ob. Dr J. Güttlera, asystet Muz. Slskiego Ob. K. Waligóra przekazał a kierownik Muz. w jeleniej Górze Ob. Mgr. Z. Michniewicz przejął następujące obiekty muzealne, wyłączone ze zbiorów „Chaty Muzealnej” w Szklarskiej Porębie:

  1. Archiwum K. Hauptmanna -[odręczny dopisek: „zabrało Muz. Śląskie w 1952 r.”]
  2. trzy talerze cynowe [odręczny dopisek :”inwentaryzowano”]
  3. jedna szt. szkła
  4. świecznik wieloramienny, ludowy, drewniany
  5. 27 szt. ceramiki ludowej
  6. 4 obrazki na szkle i grafika

Zdający (-) podpis nieczytelny Przejmujący (-) podpis nieczytelny
Jelenia Góra, dn 27.XII.1951 r.”

Niebawem ogołocone z eksponatów muzeum zostało przekształcone w Dom Pracy Twórczej Związku Literatów Polskich. W latach sześćdziesiątych mieścił się tutaj rehabilitacyjny oddział szpitalny, następnie mieszkania pracowników służby zdrowia, przekształcone we własność komunalną. W 1987 r. obiekt został przejęty przez jeleniogórskie Muzeum Okręgowe, które po przeprowadzonym remoncie otworzyło w 1995 r. Muzeum w Szklarskiej Porębie jako swój oddział zamiejscowy. Obecnie Dom Carla i Gerharta Hauptmannów jest oddziałem Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.

Wybrana literatura

  • B. Dominik B., W.,”Wojciech Tabaka-starosta”, Wrocław 1985,
  • J. Gębczak,”Muzeum Śląskie w latach 1945-1956” [w:] „Roczniki Sztuki Śląskiej”, Wrocław 1959, s. 177-240,
  • Gębczak J.,”Losy ruchomego mienia kulturalnego i artystycznego na Dolnym Śląsku w czasie drugiej wojny światowej”, Wrocław 2000,
  • W. Kieszkowski,”Składnica muzealna Paulinum i rewindykacja zabytków na Dolnym Śląsku” [w:] „Pamiętnik Związku Historyków Sztuki i Kultury”, Warszawa 1948, s. 135-158,
  • K. Sroczyńska,” Rewindykacja dzieł sztuki w pierwszych latach powojennych” [w:]
  • „Biblioteka Muzealnictwa i Ochrony Zabytków”, T.XXIII, Warszawa 1968, s. 47-51,
  • C. Wąs, „Losy ruchomych dóbr kultury na Dolnym Śląsku w latach 1943 – 1946 oraz latach późniejszych. Zarys programu scalenia śląskiego dziedzictwa narodowego”, Wrocław 2000, mps,
  • P.Wiater,”Losy muzeów dolnośląskich muzeów regionalnych po 1945 r.”, Szklarska Poręba 2001, mps.
  • P.Wiater,„Powojenne losy muzeum – Domu Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie a zagadnienie reintegracji dolnośląskiego dziedzictwa kulturowego”, Rocznik Jeleniogórski, t. XXXIV, Jelenia Góra 2002, s. 147 – 153

Droga Sudecka i Zakręt Śmierci

W południe 17.10.1937 r. uroczyście oddany został do użytku odcinek drogi łączącej Szklarską Porębę ze Świeradowem, która była fragmentem zaplanowanej dużej inwestycji komunikacyjnej o nazwie Drogi Sudeckiej. Nowa magistrala rozpoczynać się miała w Zittau i przebiegać poprzez Świeradów Zdrój, Szklarską Porębę u stóp Karkonoszy, a potem w kierunku wschodnim wzdłuż następnych pasm górskich, aż do czeskiej Opavy.

Podstawowym celem Drogi Sudeckiej była organizacja komunikacji drogowej między sudeckimi uzdrowiskami, wczasowiskami oraz ośrodkami miejskimi, ale też miała ważny aspekt strategiczny, jako droga rokadowa biegnąca wzdłuż granicy z Czechami. Wzorowana na szosach alpejskich Droga Sudecka miała stać się osią rozwoju turystycznego regionu. Niestety oddane zostały tylko poszczególne odcinki Drogi Sudeckiej, a kompleksowej realizacji zamierzenia stanęła na przeszkodzie II wojna światowa. Wybudowany w Górach Izerskich odcinek Drogi Sudeckiej rozpoczyna się w Świeradowie w okolicach hotelu „Pod Jeleniem”, następnie opuszczając dolinę Kwisy wspina się do Rozdroża Izerskiego, skąd południowym zboczem doliny Małej Kamiennej prowadzi pod Czarną Górę, aby opaść ku Szklarskiej Porębie. Ma on 14 550 metrów długości, przy szerokości 6 metrów nawierzchni asfaltowej i po 2 metry szerokich, umocnionych poboczach. Jednię tworzył 18 centymetrowy kamienny podkład z tłucznia, 8 centymetrowa podsypka i 8 centymetrowa warstwa asfaltu. W myśl założeń projektowych poruszające się Droga Sudecką pojazdy miały rozwijać prędkość do 70 km/godz., co jak na ówczesne standardy było znaczną szybkością. Niestety w okolicach Szklarskiej Poręby nie zostało zrealizowane ważne odgałęzienie drogi planowane od Zakrętu Śmierci do Jakuszyc, co znacznie usprawniłoby komunikację na tym obszarze i odciążyło zatłoczone centrum miasta. Niemniej jednak droga ze Świeradowa do Szklarskiej Poręby istotnie usprawniła komunikację dla turystów zmierzających pod Szrenicę z okolic Berlina, Lipska, Drezna czy Görlitz. Budowa była realizowana w znacznej części przez młodzież z organizacji Reichsarbeirtsdienst [R.A.D.], która stacjonowała w obozie zlokalizowanym w pobliżu Rozdroża Izerskiego.

Najbardziej znanym odcinkiem drogi jest Wielki Zakręt [Große Kurve] położony opodal Szklarskiej Poręby w kierunku na Świeradów Zdrój, na wysokości 775 m.n.p.m., który jest jednocześnie najwyżej położonym miejscem Drogi Sudeckiej. W tym miejscu droga zatacza ostry zakręt (łuk prawie 360′ o promieniu 30 metrów). Pod zakrętem znajdują się sztolnie, które podobno pod koniec II wojny światowej częściowo zostały wysadzone w powietrze. Wśród okolicznych mieszkańców krążą legendy, jakoby w sztolniach zasypane zostały legendarne skarby III Rzeszy. Owiany złą sławą Wielki Zakręt jako Zakręt Śmierci swoją nazwę otrzymał już po zakończeniu II wojny światowej i zawdzięcza ją wypadkom samochodowym, które tutaj miały miejsce. Zakręt Śmierci jest wspaniałym punktem widokowym na panoramę Karkonoszy.

Literatura

  • Czerwiński J., Mazurski K., Sudety. Sudety Zachodnie, Warszawa 1983
  • Góry Izerskie. Słownik geografii turystycznej Sudetów, red. M. Staffa, Warszawa-Kraków 1989
  • Steć K., Sudety Zachodnie, część I, Warszawa 1965
  • Vondrovský I., Sudetská silnice [w:] „Krkonoše. Jizerské hory” 2/2007, s. 32-33

Przemysław Wiater

Młyn św. Łukasza

Przemysław Wiater

Pod koniec XIX w. Szklarska Poręba stała się znanym ośrodkiem turystyczno-wypoczynkowym. W tym czasie pod Szrenicą zaczynają się osiedlać również twórcy, którzy z czasem utworzyli tutaj znaną kolonię artystyczną. Początkowo jej centrum ogniskowało się w gościnnym domu braci Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie Średniej. W 1922 r. zawiązane zostało „Künstlervereinigung St. Lukas in Ober-Schreiberhau” – „Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza w Szklarskiej Porębie Górnej”, które zgrupowało kilkunastu malarzy i rzeźbiarzy zauroczonych Karkonoszami.

Artyści szukali odpowiedniego miejsca na galerię wystawienniczą dla swoich prac i miejsca spotkań. Dla tego celu wybrano dawny tartak położony w centrum Szklarskiej Poręby-Marysina tuż przy moście nad potokiem Bieleń. Dla realizacji remontu, a właściwie budowy nowego obiektu, wcześniej zawiązane zostało towarzystwo „Kunst und Gewerbehaus G.m.b.H.” – „Dom sztuki i rzemiosła, spółka z o.o.”, którego czołowymi przedstawicielami byli prof. Hanns Fechner i dr Wilhelm Bölsche. Celem towarzystwa była opieka nad rodzimą śląską sztuką ludową oraz popieranie artystów, którzy tworzyli w Karkonoszach. Dawny obiekt tartaku, który został częściowo strawiony przez pożar, przebudowano i wyremontowano w latach 1920 – 1922. Pracami kierował Franz E. Schumann, emerytowany radca budowlany, specjalista w zakresie architektury kolejowej. „Niepiękny” według ówczesnych określeń tartak, pełen licznych nieforemnych szop i przybudówek otrzymał nowy kształt i nazwę – „Lukasmühle” [Młyn Łukasza]. Powstał on na fundamentach dawnej budowli, lecz było to praktycznie wszystko, co pozostało z pierwotnego obiektu. Budowa została pomyślnie doprowadzona do końca dzięki zaangażowaniu artystów oraz ludzi, których urzekła idea powstania takiego obiektu. Zadanie nie było łatwe, zwłaszcza w czasach nadchodzącej inflacji i kryzysu gospodarczego, które dotknęły Niemcy bezpośrednio po I wojnie światowej.
„Młyn św. Łukasza” to duży, murowany budynek, który stanowił dominantę architektoniczną w centrum dzielnicy „Marysin”. Malownicza fasada na mocnym, granitowym fundamencie to połączenie podcieni arkadowych z konstrukcją szachulcową muru przykrytą dużymi połaciami dwuspadowego, mansardowego dachu z licznymi otworami niewielkich, wielodzielnych okien. Obiekt nawiązywał w stylu do miejscowej architektury ludowej, rozłożystych wiejskich domów o konstrukcji przysłupowo – zrębowej, krytych drewnianą klepką bądź szarym łupkiem, charakterystycznych dla regionu Karkonoszy i Gór Izerskich. Na parterze „Młyna” mieściła się winiarnia, znana z późniejszych spotkań członków bractwa, na piętrze sala wystawowa, a na poddaszu pokoje gościnne.

„Młyn św. Łukasza” był siedzibą bractwa artystycznego do 1930 r., kiedy to artyści przenieśli się do większego i jaśniejszego lokalu w nieistniejącym dziś hotelu „Zum Zackenfall”. Przez długie lata po II wojnie światowej „Młyn św. Łukasza” przy ul. 1 Maja 16 należał do PTTK i oddawany był w dzierżawę, a jego stan techniczny znacznie się pogorszył. Od początku lat dziewięćdziesiątych XX w. obiekt przeszedł w ręce prywatne. Dziś znajduje się tutaj restauracja i pokoje gościnne.

strony internetowe

  • http://www.e-szklarska.com/lokalebiesiadne.php
  • http://www.pkt.pl/s/szklarska_poreba/225447/mlyn_swietego_lukasza.html

literatura

  • H. Rohkam, „Vom Glasmacherdorf bis heilklimatischen Kurort”, Breslau 1939
  • P. Wiater, „Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza” [w:] „Wspaniały krajobraz. Artyści i kolonie artystyczne w Karkonoszach w XX wieku”, red. K. Bździach, Wrocław-Berlin 1999, s. 184 -205
  • P. Wiater, Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza w Schreiberhau, Kazimierz Dolny 2006
  • H. Wichmann, „Georg Wichmann 1876-1944. Der Maler des Riesengebirges und sein Kreis”, Würzburg 1996

Kopalnia kwarcu "Stanisław"

Przemysław Wiater

Kopalnia kwarcu „Stanisław” w Szklarskiej Porębie położona jest na południowym zboczu i grzbiecie Izerskich Garbów w środkowo-wschodniej części Gór Izerskich w najwyższej centralnej części Wysokiego Grzbietu Gór, między masywem Zielonej Kopy po zachodniej stronie a Zwaliskiem po wschodniej stronie, około 1,6 km na południe od Rozdroża Izerskiego. Dawniej na wyrobisko kwarcu używano nazw Weisse Flins, Biały Lwiniec (od legendarnego bożka słowiańskiego Flinsa-Lwińca zakopanego tutaj ponoć przed wiekami) i Biały Kamień.

Kopalnia „Stanisław” jest to kopalnią odkrywkową, która eksploatuje największą w Polsce żyłę kwarcu o długości ponad 10 km. Kwarc występuje tutaj w strefie kontaktowej granitów karkonoskich i granito-gnejsów. Poziom wydobywczy położony jest na wysokości od 1050 do 1080 m n.p.m. Jest to najwyżej położony zakłady wydobywczy w Polsce, a nawet w środkowej Europie. Kwarc był wykorzystywany jako podstawowy surowiec dla okolicznych hut szkła, a huta „Józefiny” ze Szklarskiej Poręby eksploatowała złoże do 1902 r. Produkcja kopalni obejmuje trzy odmiany kwarcu: ceramiczny, najbardziej wartościowy, półceramiczny i hutniczy. Wydobywany kwarc odznacza się bardzo wysoką zawartością krzemionki (około 97-100 %). Surowiec o takich parametrach doskonale nadaje się do wykorzystania w przemyśle: szklarskim, hutniczym i elektronicznym.

Złoże kwarcu na Izerskich garbach eksploatowane jest od średniowiecza. Kwarc był wykorzystywany jako podstawowy surowiec dla okolicznych hut szkła. Pierwsi bogactwo Wysokiego Grzbietu poznali Walonowie, znajdując złoto, kryształy górskie i ametyst. Gdy w 1902 r. kolej dotarła ze Szklarskiej Poręby do Korenova, a ze stacji kolejowej „Huta” poprowadzono dla kopalni bocznicę towarową, nastąpił dalszy rozwój kopalni z uwagi możliwość łatwego transportu surowca do odległych miejsc. Do 1945 r. wschodnia część szczytu była pomnikiem przyrody. Kopalnię kwarcu „Stanisław” na Izerskich Garbach na miejscu istniejącej wcześniej kopalni utworzono w latach 50. XX wieku, włączając w skład Przedsiębiorstwa Państwowego „Jeleniogórskie Kopalnie Surowców Mineralnych”, które w 1954 r. utworzono z wydzielonej części Bolesławieckich Kopalń Surowców Mineralnych. W 1991 r. Przedsiębiorstwo Państwowe JKSM zostało przekształcone w Jednoosobową Spółkę Skarbu Państwa, a w 1997 r. Spółka została sprywatyzowana. W 2001 r. Kopalnia Kwarcu „Stanisław została sprzedana przez firmę JKSM ,Dolnośląskiej Spółce Inwestycyjnej SA, jednej ze spółek Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi. Nowy właściciel „Pebeka Lubin” nie podjął wydobycia z uwagi na nieopłacalność, związaną z trudnymi warunkami oraz sezonowością – prace górnicze można prowadzić właściwie tylko w ciepłej części roku.
Na wschód od kamieniołomu znajduje się legendarna grupa skał zwana pod nazwą Zwalisko – do której zaliczają się Wieczorny Zamek, Skarbek i Skalna Brama.

Literatura

  • Baedeker K., Schlesien, Leipzig 1938
  • Czerwiński J., Mazurski K., Sudety. Sudety Zachodnie, Warszawa 1983
  • Jizerske Hory. – o mapách, kamení a vodě, red. R. Karpaš, Liberec 2009
  • Tisicovky Jizerskich Hor, red. O. Simm, Liberec 2007

internet

  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Kopalnia_Kwarcu_%22Stanis%C5%82aw%22”
    http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=52

Kościół parafialny o.o. franciszkanów pod wezwaniem Bożego Ciała

Przemysław Wiater

Kościół parafialny o.o. franciszkanów pod wezwaniem Bożego Ciała w Szklarskiej Porębie Górnej przy ul. St. kard. Wyszyńskiego 2 „na Sowińcu” pochodzi z lat 1884-1886. Uroczyste położenie kamienia węgielnego nastąpiło dnia 13 maja 1884 r. na terenie nieodpłatnie na ten cel odstąpionym przez rodzinę hr. Schaffgotschów, do których należała w tym czasie znaczna część Szklarskiej Poręby. Budowa prowadzona była według planów i pod nadzorem mistrza budowlanego Bockscha. 26.051886 r. zawieszone zostały na kościelnej wieży trzy dzwony odlane w ludwisarni Hadank w miejscowości Hoyerswerda. Nowy kościół poświęcił 8 września 1887 r. proboszcz Hubert Thienel z Cieplic Śląskich, z parafii na terenie której znajdowała się siedziba rodu Schaffgotsch. Uroczystej konsekracji kościoła parafialnego p.w. Bożego Ciała w Szklarskiej Porębie 29 maja 1892 r. dokonał wrocławski kardynał Georg Kopp. Czteroprzęsłowy kościół o konstrukcji halowej z lunetami, wysoką na około 40 m wieżą, prezbiterium i absydą wybudowany został z szarego granitu w stylu neogotyckim.

W obrazie ołtarza głównego autorstwa Ole Richtera przedstawiona została zgodnie z wezwaniem kościoła Eucharystia w otoczeniu rozmodlonych aniołów. O. Richter był też autorem obrazu przedstawiającego Najświętszą Marię Pannę w ołtarzu bocznym po stronie północnej. O. Richter (ur. 10 XI 1888 i zm. 24 X 1958 w Lądku Zdroju), artysta malarz i konserwator dzieł sztuki. Uczył się w Lądku, następnie zaś studiował Ratyzbonie i Monachium. Malował oraz odnawiał kościoły i poszczególne rzeźby w Międzylesiu, Trzebnicy, Domaszkowie, Roztokach, Lądku i in., a drobniejsze prace wykonywał także w Wambierzycach, Bardzie, Kłodzku, Krzeszowie, Broumovie. Po stronie południowej w zwieńczeniu nawy bocznej znajdował się ołtarz z obrazem przedstawiającym św. Józefa autorstwa malarza Josepha Janauscha z pobliskich Piechowic. J. Janausch był artystą specjalizującym się w malarstwie, w tym w obrazach na szkle, ze szczególnym upodobaniem do motywów kwiatowych.

Neogotycki prospekt organowy składał się z 19 piszczałek, a wykonany został w znanej świdnickiej firmie „Schlag und Söhne”, której instrumenty można do dziś spotkać w wielu śląskich kościołach. Wspaniały kryształowy żyrandol został ufundowany ze składek mieszkańców Szklarskiej Poręby i powstał w tutejszej hucie szkła „Józefina”, której wyroby cieszyły się światową renomą. Wnętrze świątyni zdobią też trzy mniejsze żyrandole, które powstały w tej samej hucie. Na wewnętrznych ścianach bocznych kościoła znajduje się rzeźbiona w drewnie i polichromowana Droga Krzyżowa, która powstała w warsztacie Spetkowskiego w Poznaniu, a każda ze stacji oświetlona została wykonanym w hucie „Józefina” zacheuszkiem. Na kościelnej wieży zawieszone zostały trzy dzwony o łącznej wadze około 3 000 kg (1700, 800 i 500 kg). Dzwony ozdobione zostały dedykacjami i cytatami z Ewangelii św. Łukasza. Uroczyste poświęcenie dzwonów, połączone z umieszczeniem na szczycie wieży puszki i krzyża odbyło się 24 maja 1887 r. Dzwony kościelne powstały w zakładzie ludwisarskim „Hadank und Sohn” w saksońskiej Hoyerswerda i dawały „prawdziwie przyjemny, harmonijny głos”. Na zewnętrznej stronie absydy kościoła wmurowana została tablica upamiętniająca mieszkańców Szklarskiej Poręby, którzy polegli podczas działań I wojny światowej.

W październiku 1945 roku opieka duszpasterska nad parafią w Szklarskiej Porębie została zlecona przez administratora apostolskiego we Wrocławiu krakowskiej prowincji franciszkanów, którzy pełnią posługę do dziś. Świątynia została odremontowana w latach 1958-1960. Obecnie wewnątrz świątyni znajduje się dobrze zachowane neogotyckie wyposażenie z końca XIX wieku. W ołtarzu głównym umieszczony jest pochodzący z 1958 r. obraz Wlastimila Hofmana (1881-1970), najwybitniejszej osobowości twórczej polskich Karkonoszy, który przedstawia Chrystusa Eucharystycznego na tle wąwozu Kamieńczyka i stoków Szrenicy. Na ścianach bocznych nawy znajdują się przedstawienia czterech Ewangelistów tego samego autora.

Poniżej kościoła, po drugiej stronie ulicy 11 Listopada, znajdują się zabudowania plebanii, które zaczęto użytkować 2 listopada 1888 r. Dziś mieści się tutaj parafia i niewielki klasztor o.o. franciszkanów. W refektarzu znajduje się kilka obrazów o tematyce religijnej, w tym prace autorstwa W. Hofmana,a wśród nich „Adoracja Dzieciątka” (1957), „Ecce homo” (1958), „Matka Boska z Dzieciątkiem na tle Szrenicy” (1959). Szczególnie ciekawe są pochodzące z tego czasu chorągwie procesyjne, z których kilka W. Hofman przyozdobił portretami Matki Boskiej i świętych.

Kościół p.w. Bożego Ciała przedstawiany zwykle od strony Doliny Siedmiu Domów na tle Karkonoszy należał do jednego z częściej wykorzystywanych motywów widokowych na dawnych i współczesnych widokówkach ze Szklarskiej Poręby.

Spotkanie rowerzystów z Prezydentem Marcinem Zawiłą

Spotkanie członków Izersko-Karkonoskiego Towarzystwa Kolarsko-Narciarskiego z Prezydentem Miasta Jelenia Góra Marcinem Zawiłą odbyło się w 3 grudnia 2010 r.

Tematem zebrania był rozwój turystyki rowerowej i pieszej w naszym mieście. Rowerzyści krytycznie odnieśli się do budowanej drogi rowerowej Zabobrze-Grabarów, która jest realizowana niezgodnie ze sztuką budowlaną. Skrytykowano także stan dróg rowerowych, a zwłaszcza ich oznaczeń, które prowadzą do nikąd. Wystąpiliśmy z wnioskiem o zajęcie się tą sprawą przez odpowiedzialne za ten stan rzeczy służby miejskie. Poruszana była także sprawa strzeżonych parkingów dla rowerów.

Drugim tematem spotkania był stan turystyki i niewykorzystanie terenów powyżej Jagniątkowa na te cele. Należy przy tym rozgraniczyć tereny chronione Karkonoskiego Parku Narodowego, na których można tylko budować ścieżki dydaktyczne i punkty widokowe dla turystów.

Drugą część należącą do Nadleśnictwa „Śnieżka” w Kowarach należy zagospodarować po budowę inwestycji związanych z turystyką. Bez szkody dla środowiska przyrodniczego zrobiło to Nadleśnictwo w Świeradowie Zdroju, co spowodowało dynamiczny rozwój tej miejscowości pod względem gospodarczym. Osobą koordynującą te przedsięwzięcia był burmistrz tej miejscowości, a inwestycja kolei gondolowej była zrealizowana bez środków własnych. Prezydent zadeklarował, że podczas swojej kadencji położy nacisk na rozwój turystyczny naszego miasta, a w szczególności miejscowości Jagniątków. Dzielnica ma się stać placem budowy dla inwestorów pragnących tam wybudować obiekty związane z turystyką i sportem. Ma być to cicha malownicza miejscowość będąca alternatywą dla gości pragnących wypocząć z dala od zatłoczonego Karpacza czy Szklarskiej Poręby.

Zebrano także pieniądze za które członkowie Towarzystwa Sympatyków Sobieszowa kupili prezenty mikołajkowe dla dzieci z Domu Dziecka „Słoneczko” w Cieplicach.

Mała zapomniana miejscowość górska Jagniątków dziś dzielnica Jeleniej Góry pełniąca rolę osiedla mieszkaniowego niż ośrodka turystycznego, który w przeszłości tętnił życiem goszcząc setki turystów.

Największy rozkwit turystyki przypada na koniec dziewiętnastego i początek dwudziestego wieku, kiedy to do tej małej miejscowości zjeżdżali goście z samego Berlina i Wrocławia. W owym czasie było tam trzy tysiące miejsc noclegowych, funkcjonowały hotele i pensjonaty. Do najsławniejszych należał „Beyers Hotel” am Kynnwaser im Agentendorf (dzisiaj Jagniątków). Znany m.in. z pierwszych w Karkonoszach zjazdów saniami rogatymi. Tutaj mieściła się stacja przewodników górskich i tragarzy lektyk

Co piszą o historii „jeleniogórskich’ Karkonoszy w czeskim informatorze turystycznym VESELÝ VÝLET w roku 2006 r.

„Petrova Buda schronisko górskie po stronie czeskiej, związane z rozwojem turystyki pieszej i atrakcyjnymi zjazdami saniami rogatymi drogą zwaną Piotrówką (czarnym szlakiem) do Jagniątkowa. Jako hotel górski ma za sobą znakomitą historię z tysiącami usatysfakcjonowanych gości. Na wysoko położonych łąkach gęsto posianych ogromnymi kamieniami stała letnia buda już w osiemnastym wieku, kiedy hrabia Morzin z Vrachlabi wynajął grunty rodzinie Pittermannów z Volskiego Dołu. Poprzez zniekształcenie ich nazwiska powstała nazwa Petrova Buda. W 1811 roku na miejscu letniej budy wybudował Johann Pittermann chałupę zamieszkiwaną przez cały rok na wysokiej granitowej suterenie z chlewami. Rodzina i goście mieszkali w części drewnianej, gdzie najwięcej powierzchni zabierało zmagazynowane tam siano. Według słów braci Zineckerów w 1851 roku Ignatz Pittermann zmarł nie zostawiając potomka i dlatego budę kupił od niego w 1844 roku synowiec Johann Zinecker. Zineckerowie przyszli do Karkonoszy w XVI wieku ze Steiermarku w dzisiejszej Austrii Środkowej. W Piotrowej Budzie otworzył pierwsze pokoje gościnne w 1866 roku, ale zasadniczą zmianą poprawiającą standard schroniska było dopiero wybudowanie całkowicie nowego domu w latach 1886 – 1887. Podczas kiedy budowniczowie innych obiektów górskich trzymali się tradycyjnych wzorów budowlanych i tylko powiększali chałupy rolnicze Vinzenz Zinecker wprowadził na szczyty Karkonoszy naprawdę nowoczesną architekturę. Wybudował hotel z płaskim dachem, zaszklonym balkonem i werandą, fasadę ozdobił ornamentem z dwóch kolorów łupków. Nowością był również dach porośnięty trawą. W 1901 roku bardzo słusznie hotel powiększył kosztem budynku gospodarczego dobudową drugiego domu jednakowego pod względem architektonicznym. W ten sposób powstała bardzo dobrze znana sylwetka dwóch połączonych obiektów hotelarskich.

Vinzenz wykorzystał położenie schroniska bezpośrednio na grzbiecie górskim przy granicy państwowej dla oferowania swych usług dla gości z obu stron Karkonoszy. Najlepszy górski hotel po czeskiej stronie gór długo profitował przede wszystkim z gości przychodzących drogą z Agnettendorfu – obecnie Jagniątkowa i Szpindelerowego Młyna. Dzisiaj ten czarny szlak turystyczny nazywa się nie przypadkowo „Piotrówką”. Od końca XIX wieku przychodzili już niemalże w równej mierze goście z obu stron Karkonoszy. W zimie też przyjeżdżali, bowiem od roku 1890 wprowadził Vinzenz Zinecker cieszące się wielkim powodzeniem jazdy gości na saniach „rohaczkach”. Pod górę Piotówką wjeżdżali na saniach ciągniętych przez jednego konia. W restauracji cały dzień się bawili, słono płacili za doskonałe posiłki i znakomite napoje słuchając żywej muzyki. Niektórzy jeszcze tego samego dnia zjeżdżali na saniach kierowanych przez doświadczonego górala w dolinę. Wówczas to była największa atrakcja w Karkonoszach. Licencję po obu stronach gór posiadało wówczas przeszło stu sankarzy.

Czterej synowie Vinzenza Zineckera, który zmarł w 1913 roku, zmodernizowali hotel w latach 1925 – 1929; restaurację powiększyli o dwie werandy i doprowadzili elektryczność. Do hotelu Petrova Buda sprowadzili Bawarii rzeźbiarza Hansa Brochenbergera, absolwenta monachijskiej szkoły sztuki użytkowej. Dekorując restaurację i inne części starego domu wykonał dziesiątki rzeźbionych przedmiotów, z których większość zachowała się do dnia dzisiejszego. Ścianki oddzielające poszczególne stoły zdobią rzeźby z motywami myśliwskimi i górskimi, na żyrandolach są postaci górali, turystów i martwe natury z owocami lub ptakami. Jeszcze bardziej wesołe motywy ozdobiły nową wówczas werandę. Oprócz zaginionej rzeźby młodego narciarza zachowały się głównie na żyrandolach figurki świętujących zwierzątek z instrumentami muzycznymi. Przed wejściem do baru stoi rzeźba ducha gór Liczyrzepy (Karkonosza), kucharza i św. Piotra patrona Szpindlerowego Młyna. Nie wiemy natomiast czy kolorowe witraże z motywami kwiatów karkonoskich pochodzą z tego samego okresu czy też są dużo starsze.

Podobnie jak na Śnieżce miała Piotrowa Buda od 30 lipca 1901 roku własną placówkę pocztową PETERBAUDE, którą w swoim adresie podawały również okoliczne budy. Telegraf niezbędny dla zamawiania pokojów został doprowadzony do hotelu już latem 1877 roku. Dzisiaj często używana skrócona nazwa Piotrówka znalazła się w roku 1924 na pocztowej pieczątce. Poczta działała aż do roku 1938. Na dwa lata została jeszcze uruchomiona w 1946 roku. Ostatnia pocztówka z pieczątką Petrovka ma datę 31.10.47. Ogółem używało się tutaj cztery różne pieczątki pocztowe. Po konfiskacie majątku Niemców sudeckich w 1945 roku nie przyszła tak bardzo oczekiwana przez nowych mieszkańców prywatyzacja, a schronisko zaadaptowano na ośrodek wypoczynkowy Funduszu Wczasów Pracowniczych ówczesnych związków zawodowych. O jakości usług i stanie obiektu na długie lata zadecydowała tzw. socjalistyczna własność. Do 1989 roku nic się w hotelu nie zmieniało. Dopiero prywatyzacja przed sześcioma laty przyniosła zmianę. Obecnie schronisko jest nieczynne i jest systematycznie dewastowane.”

Okolice Jagniątkowa również nie przynoszą dobrego świadectwa troski o wędrujących turystów.

Mamy dwa unikalne rejony Karkonoszy bogate w skalne obiekty fizjograficzne znajdujące się powyżej tej miejscowości Bażynowe Skały i Czarny Kocioł Jagniątkowski.

Bażynowe Skały w Karkonoszach zwłaszcza rejon Chatki AKT to jeden z najbardziej najpiękniejszych miejsc wartych pokazania turystom przebywającym w Jeleniej Górze.
Grzbiet Hutniczego Grzbietu został ukształtowany w wyniku waryscyjskich ruchów górotwórczych sprzed 300 mln lat. Po ustaniu ruchów górotwórczych nastąpił okres intensywnej erozji, szczególnie nasilony w okresie zlodowaceń i po ustąpieniu lodolądu. Wówczas to powstały najbardziej atrakcyjne rzeźby skalnych obiektów fizjograficznych.

Wietrzenie i wysokogórski klimat doprowadziły do powstania charakterystycznych wieńców gruzowych kamiennych i nad którymi górują piękne ukształtowane na wskutek erozji skałki. Najpiękniejsze z nich znajdują się powyżej Jgniątkowa po obu stronach czarnego szlaku do Piotrowej Budy. Górna część Bażynowych Skał powyżej zielonego szlaku została zamknięta dla turystów. Powodem właściciela terenu, którym jest Karkonoski Park Narodowy była ochrona cietrzewia, którego siedliska znajdują się w licznie porastających paprociach Kozackiej Doliny powyżej Dwóch Mostów. Ścieżka Nad Reglami (zielony szlak na Przełęcz Karkonoską) od dwustu lat nigdy nie zagroziła siedliską tych płochliwych ptaków dlatego dla nas turystów jest to decyzja głęboko niezrozumiała. Niekonserwowany szlak zielony od czasów niemieckich po prostu spróchniał i jest obecnie zamknięty na odcinku od Piotrówki do Przełęczy Karkonoskiej.

Na szczęście Bażynowe Skały Średnie i Nadolne mają innego właściciela, którym jest Nadleśnictwo Śnieżka w Kowarach. Możemy tam podziwiać czterdzieści jeden skalnych obiektów fizjograficznych z sześćdziesięciu pięciu które znajdują się na Hutniczym Grzbiecie. Niestety główna Bażynowa Ścieżka od Rozdroża nad Dromaderem jest obecnie zarośnięta i nieoznaczona.

Mapki wszystkich Bażynowych Skał i ślad gps Bażynowej Ścieżki oraz zdjęcia można pobrać ze strony GPSdolnyśląsk.

Kolarową Ścieżką z Jagniątkowa poprzez Rozdroże pod Śmielcem nowo wyremontowanym szlakiem przez Karkonoski Park Narodowy „Ścieżką Nad Reglami” możemy odwiedzić również Czarny Kocioł Jagniątkowski przez który wiedzie nowa drewniana kładka i dalej dojść do Petrovki. Łagodnie wykształcony kocioł polodowcowy podcina zbocza Śmielca i Czeskich Kamieni. Jego skalne ściany wyżłobione kilkoma żlebami, mające po kilkadziesiąt metrów wysokości, opadają stromo skalnymi stopniami do polodowcowego dna z moreną czołową najmłodszego etapu zlodowacenia. Jest jednym ze słabiej wykształconych kotłów karkonoskich. Górna krawędź kotła osiąga wysokość 1325 m. Dno kotła znajduje się na wysokości 1130-1150 m. W pobliżu moreny czołowej jest trzymetrowy Wędrujący Kamień, który kilka razy zmieniał swoje położenie w wyniku schodzących lawin. Z kotła wypływa górski potok Wrzosówka(Kynnwaser). Przy dobrej pogodzie możemy pójść zboczem Śmielca (od Rozdroża pod Śmielcem szlakiem niebieskim) do góry i labiryntem wśród kosodrzewiny dojść do Czarnej Przełęczy po drodze podziwiając Czarny Kocioł Jagniątkowski. Od Czarnej Przełęczy możemy dojść Wielkiego Szyszaka, którego zboczem poprzez gruzowisko kamienne wiedzie piękna kamienna ścieżka na krańcu której znajduje się Czarcia Ambona, z której możemy podziwiać dno i skalne ściany Śnieżnych Kotłów.

W tym rejonie przy dobrej pogodzie panuje duży ruch turystyczny. W 1897 roku wybudowano hotel górski 86 łóżkami i 36 miejscami noclegowymi w salach zbiorowych. Niestety jak hotel Piotrowa Buda ten piękny obiekt jest nieczynny czterdziestu lat. Obecnie przewiduje się gruntowną przebudowę schroniska i kapitalny remont.

Wracając ze Śnieżnych Kotłów do Jagniątkowa możemy Grzbietem Karkonoszy i poprzez Czeskie i Śląskie Kamienie dojść do Petrovki i zejść czarnym szlakiem do Jagniątkowa. W górnej części szlaku widać po prawej stronie najwyższą skałę Bożynowych Skał (niestety do dnia dzisiejszego bez nazwy), z której możemy zobaczyć najpiękniejszą panoramę Kotliny Jeleniogórskiej jaką można sobie tylko wymarzyć. Po wejściu na skałę wyraźnie widzimy całą Jelenią Górę i otaczające ją góry. Szkoda tylko, że jest to teren niedostępny dla turystów.

Członkowie naszego towarzystwa pomijaniu w podejmowaniu decyzji przez poprzedni zarząd miasta chcą aktywnie uczestniczyć w nadrobieniu straconego czasu.
Zinwentaryzowaliśmy nieistniejące i zarośnięte szlaki turystyczne Jeleniogórskich Karkonoszy.

Oznaczone zostały na mapach wszystkie skalne obiekty i atrakcje turystyczne tego rejonu. Wyznaczona została nartostrada dla uprawiania narciarstwa zjazdowego bez wyciągowego na naturalnym śniegu bez wycinki jakichkolwiek drzew. Sporządzimy w roku 2011 e-przewodnik (przewodnik elektroniczny) z profesjonalną stroną internetową z czterdziestoma szlakami rowerowymi i pieszymi Sudetów Zachodnich z inwentaryzacją istniejących szlaków i naniesieniu nowych tematycznych.

Chodzi o szlaki kulinarne, szlak dukatowy, krzyży pokutnych, chybotków skalnych, zamków pałaców i ogrodów. Pragnieniem naszym jest podpisanie listu intencyjnego o współpracy z nowym Zarządem i Radą naszego miasta.

Krzysztof Pik Sekretarz I-KTK-N

Bezwzględna zima

Przed przeczytaniem artykułu sprawdź pogodę na Pogoda Karpacz

Karkonosze wydają się łagodne i niewysokie. Główny grzbiet wygląda jak długi na 17 km wał ziemi, z którego tylko w kilku miejscach sterczą nieco wyższe szczyty z najwyższą Śnieżką 1602 m n.p.m. Mimo, że są to góry z pozoru bezpieczne, jednak od wieków, z powodu zdarzających się złych warunków atmosferycznych, ginęli tu ludzie. Po wycięciu lasów porastających górskie zbocza, których drewno wykorzystywano do produkcji szkła oraz przy wydobywaniu rudy żelaza i dalszej jej przeróbce, tutejsi mieszkańcy zajęli się gospodarką hodowlaną. Nawet wysoko w górze (m.in. przy obecnym schronisku Strzecha Akademicka i koło Samotni) wypasano kozy i krowy.

Hodujący bydło mieszkali w szałasach i budach pasterskich zwanych baudami. Byli to twardzi, zahartowani ludzie, którzy prowadzili biedne i ciężkie życie. Umieralność w dawnych czasach była duża, ale komu udało się przeżyć dzieciństwo, żył do późnej starości. W jednej baudzie mieszkało średnio 7 osób.

Sroga i pełna niedostatku bywała tu zima szczególnie w minionych wiekach, gdy góry były jeszcze niezagospodarowane. W tym surowym klimacie niełatwo było uprawiać kamienistą glebę, a z łąk porastających strome zbocza z trudem zbierano siano na zimową paszę dla krów i kóz. Mleko całym rodzinom służyło do wyżywienia. Wytwarzano też z niego sery i masło na własny użytek oraz na sprzedaż. Za pieniądze ze sprzedanych produktów kupowano najpotrzebniejsze rzeczy codziennego użytku, bez których nie mogło się obejść nawet najbardziej skromne gospodarstwo domowe.

Rozwój turystyki wpłynął znacznie na poprawę życia tutejszej ludności. Stare budy pasterskie lub strażnice położone przy popularnych szlakach stopniowo zamieniały się w schroniska i górskie hotele. Mieszkańcom tej górskiej krainy zaczęło się lepiej wieść.

Poprawiły się warunki bytowe, lecz życie tym ludziom dalej utrudniała pogoda. Mimo, że byli silni, odporni na wpływy atmosferyczne i obeznani z okolicą, nie byli tu bezpieczni. Wiele osób na własnej skórze poznało, jak groźna potrafi być pogoda w górach. Niektórzy ginęli w burzach śnieżnych, lawinach lub zamarzali w śniegu niedaleko od swego domu.

Od wieków pogoda w naszych górach zbierała śmiertelne żniwo. W 1780 r. mieszkaniec jednej z baud wraz z żoną i dwójką dzieci zginął zaskoczony przez śnieżycę. W 1794 r. ofiarą burzy śnieżnej stała się stara gospodyni z Samotni, a z powodu śniegu i zimna w pobliżu schroniska na przełęczy Okraj życie stracił pasterz bydła. W 1868 r. właściciel Wiesenbaude -Lucni bouda Jacob Renner zginął w zamieci 500 kroków powyżej swojego domu. W tym miejscu na pamiątkę postawiono krzyż. Około 5 min. drogi w górę od krzyża stała kapliczka upamiętniająca śmierć drukarza z Czech z żoną i dwoma psami w 1871 r. w katastrofalnej zawiei śnieżnej.

Smutna była śmierć chłopca z Krummhübel – Karpacza, który zarabiał na życie jako przewodnik. Wieczorem 11 września 1851 r. prowadził on turystę do Wiesenbaude – Lucni bouda. Drogę znał dobrze, ponieważ często nią chodził. Niestety nie został na noc w baudzie, lecz wracał pełen radości, że za swoją pracę otrzymał nie zwyczajowe 3 gr., ale aż 5 gr. Do domu już nie dotarł. Mimo pełnych trudu poszukiwań nie znaleziono po nim śladu. Dopiero w czerwcu 1852 r. rozkładające zwłoki odnalazł pasterz bydła. W zachowanych kawałkach ubrania wciąż znajdowały się pieniądze, które chłopiec zarobił.

Śmierci zimowego strażnika z Riesenbaude Stefana Dixa w kwietniu 1900 r. towarzyszyły tragiczne wydarzenia. 26 marca Stefan Dix musiał iść do Dużej Upy, żeby do swojej śmiertelnie chorej żony sprowadzić kapłana z ostatnim sakramentem. Droga przez Riesengrund – Obri Dul była zaśnieżona i występowało zagrożenie lawinowe. Kiedy żona umarła, S. Dix 28 marca ponownie wybrał się w drogę, żeby załatwić pogrzeb. 30 marca ośmiu mężczyzn niosło trumnę z Dużej Upy. Z powodu burzy śnieżnej o sile orkanu musieli zatrzymać się przy kaplicy w Riesengrund – Obri Dul. Sześciu z wielkim trudem bez trumny dotarło do Riesenbaude. Miano zamiar samo ciało bez trumny zanieść w dolinę, ale z powodu strasznej zawiei nie było to możliwe. Pogrzeb musiano przełożyć na 2 kwietnia. Gdy w niedzielę 1 kwietnia śnieżyca wreszcie ustała, Stefan Dix z synem Franzem zaczęli odśnieżać górną część drogi do Riesengrund – Obri Dul. Po kilku godzinach pracy ojca i syna porwała w dół lawina. Synowi S. Dixa udało się wydobyć spod śniegu i ze Śnieżki sprowadzić pomoc. Strażnik ze Johann Kirchschläger wraz z zięciem i bratankiem natychmiast ruszyli na miejsce wypadku. Jednak pomoc przyszła za późno. Stefan Dix przez 22 lata był strażnikiem w Riesenbaude i w jeszcze gorszych warunkach pogodowych bywał w miejscu wypadku. Tym razem to miejsce stało się jego grobem.

Podobny przypadek zdarzył się w Riesenbaude już w 1883 r. Wówczas w baudzie leżało ciało teściowej gospodarza. Tak samo jak w 1900 r. silne śnieżyce i obfitość śniegu nie pozwalały wnieść na górę trumnę. Udało się ją donieść tylko do Waldhaus w Brückenberg – Karpacz Górny. 10 mężczyzn (5 z Karpacza i 5 z Pecu) niebojących się złych warunków atmosferycznych z narażeniem życia wspinało się do Riesenbaude po zwłoki. Niestety nie udało się znieść ciała w dolinę za pomocą kosza – nosidła. 7 mężczyzn szło więc przodem, a 3 na wąskim łóżku ściągało ciało krętą drogą miejscami posuwając się na kolanach. Po 5 godzinach dotarli do Waldhaus, gdzie ciało złożono do trumny i stamtąd przy dalszym wysiłku kontynuowano drogę do kościoła Wang.

W naszych czasach też giną ludzie. I to nie tylko niefrasobliwi turyści, ale również mieszkańcy tych stron i nawet znający góry goprowcy.

W lutym 1946 r. lawina w Kotle Łomniczki porwała dwóch oficerów WOP. W akcji ratunkowej zorganizowanej przez Jerzego Ustupskiego obok polskich mieszkańców Karpacza rekrutujących się z Tatrzańskich Górali i przedwojennych działaczy turystycznych, uczestniczyli niemieccy sportowcy: narciarka Rosemarii Schiller oraz Kurt Weidner.

30 stycznia 1955 r. zdarzył się pierwszy wypadek śmiertelny. W wyniku urazu poniesionego w czasie zjazdu na nartach szlakiem zielonym do Karpacza śmiertelne obrażenia odniósł uprawiający wyczynowo narciarstwo Adam Biłozur z Jeleniej Góry.

W styczniu 1957 r. śnieżna lawina świeżego śniegu w Kotle Łomniczki przysypuje grupę harcerzy. Na szczęście obyło się bez ofiar. W akcji ratunkowej oprócz ratowników SOPR brali udział żołnierze WOP i pracownicy METEO Śnieżka.

23 stycznia 1957 r. na zboczach Śnieżki poniósł śmierć kadet Szkoły Oficerskiej z Brna. Jego kolegę uratowali ratownicy GOPR i żołnierze WOP ze strażnicy pod Śnieżką.

20 marca 1968 r. doszło do tragedii w Kotle Białego Jaru. Lawina zasypała 19 osób. Była to wycieczka radzieckich nauczycielek, które w nagrodę przyjechały w Karkonosze. Prowadził je niedoświadczony przewodnik z Warszawy. Prawdopodobnie grupa sama podcięła lawinę, choć zaraz po wypadku mówiono, że mógł ją wywołać samolot odrzutowy, którzy przekroczył barierę dźwięku. Wszyscy zginęli. Informację o lawinie przyniósł niemiecki turysta, który sam cudem uniknął śmierci. Ekipy ratownicze wyciągały zwłoki przez ponad tydzień. Ostatnią zasypaną osobę turyści przypadkiem znaleźli po dwóch tygodniach.

8 grudnia 1978 r. na lodzie Małego Stawu zamarzł uczestnik wycieczki pomaturalnego studium w Zgorzelcu, który chciał wrócić z Samotni na Strzechę przez Żleb Fajkoszu.

26 stycznia 2003 r. w lawinie zginął 27 letni Tomasz Szałowski mieszkaniec Karpacza i członek karkonoskiej grupy GOPR.

Z kolei 28 lutego 2005 r. w Kotle Małego Stawu w Żlebie Slalomowym zginęło kolejnych dwóch ratowników Daniel Ważyński i Mateusz Hryniewicz. Trzeciego idącego na pomoc też porwała lawina, lecz na szczęście przeżył.

Zimą 2009 r. w pobliżu Lucni Baudy na Złotym Stoku lawina przysypała snowboardzistę. Mimo natychmiastowej pomocy z czeskiej i polskiej strony nie udało się go uratować i wydobyto jedynie ciało.

Niby Karkonosze wydają się niegroźne, to jednak w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat działania polskiego GOPR-u zginęło w nich prawie 100 osób!

Kiedy spada wiele świeżego śniegu, ogłaszany jest 3 stopień zagrożenia lawinowego i szlaki turystyczne muszą zostać zamknięte. Ale jak to często bywa, zakaz nie jest respektowany. Zdarzają nieposłuszne lub nierozważne osoby.

Najlepszą ochroną przed siłami natury jest rozsądne zachowanie i przestrzeganie zakazów, a wtedy pobyt w górach będzie pięknym przeżyciem.

Iwona Gucwa