Ametyst

Przemysław Wiater

Ametysty w okolicach Szklarskiej Poręby

Ametyst

Ametyst – to minerał półszlachetny, najładniejsza i najbardziej ceniona odmiana kwarcu o naturalnej barwie w kolorze fioletu lub głębokiej purpury. Nazwa ametystu pochodzi od greckiego słowa méthystos – pijany, gdzie przedrostek a -jest jego zaprzeczeniem.

Ametyst powstaje w wyniku procesów hydrotermalnych, tworząc prawidłowe kształty i wypełniając częstokroć próżnie skał wylewowych.

Samo zabarwienie ametystu od dawna było zagadką, którą ostatecznie rozwiązano dopiero w XX w. Równomiernie zabarwione kryształy ametystu występują w przyrodzie niezwykle rzadko. Zazwyczaj zabarwienie kryształów jest strefowe, wzrastające od dolnej części ku wierzchołkowi, najczęściej równoległe do górnych jego krawędzi. Ustalono, że wpływ na barwę ma przede wszystkim domieszka tlenku żelazowego rzędu setnych części procenta, a intensywność zabarwienia wzrasta proporcjonalnie do zawartości żelaza.

Równocześnie zwrócono uwagę na związek efektu barwnego z promieniowaniem jonizującym (promienie ultrafioletowe i gamma). Ametyst wystawiony na długotrwałe działanie promieni słonecznych lub ultrafioletu mógł zmienić barwę na żółtawozieloną. Przywrócić ją można poprzez naświetlanie promieniami rentgenowskimi lub gamma, przy czym można osiągnąć efekt nawet pięciokrotnego nasilenia zabarwienia pierwotnego.

Poprzez podgrzewanie do temperatury około 290 stopni C. ametyst traci barwę, którą po ochłodzeniu odzyskuje, choć w stopniu osłabionym. Długotrwałe ogrzewanie kryształów ametystu w temperaturach powyżej 500 stopni C. niszczy jego naturalną barwę, której przywrócenie możliwe jest tylko po naświetleniu promieniami gamma. Niekiedy ametysty podgrzewa się celowo, aby uzyskać żółte lub brunatne zabarwienie w celu uzyskania sztucznie odmiany kwarcu zwanej cytrynem.

Wielkość kryształów ametystu jest zróżnicowana, zazwyczaj kryształy posiadają długość od 3 do 10 cm. Większe okazy są o wiele rzadsze, a jeśli się zdarzają to wykazują liczne pęknięcia i zmętnienia barwy. Wyjątek stanowią ametysty brazylijskie ze złóż Rio Grande de Sul, gdzie znajdowano kryształy o długości dochodzącej do około 25 cm.

Ametysty cenione były już w starożytnych Chinach, gdzie wyrabiano z nich niewielkie gemmy, zdobiono wazy, kasetki i flakony.

Piękną grecką legendę o powstaniu ametystu zanotował Arystoteles. Według niej żyła sobie piękna i skromna nimfa leśna, zwana Amethys. Bóg wina – Dionizos zapałał do urodziwej nimfy gwałtownym i dzikim uczuciem. Gonił ją po lasach i polach, lecz nimfa lękała się boskiego zalotnika, a szczególnie upodobała sobie pasterza, który pięknie grał na flecie i był zawsze trzeźwy. Urażony Dionizos postanowił schwytać upartą nimfę. Gdy już miał ją porwać w ramiona przerażona nimfa wezwała na pomoc boginię łowów Artemidę. Bogini zamieniła dziewczynę w mieniący się fioletem leśnych fiołków kamień, nazwany od jej imienia – ametystem. Zawstydzony Dionizos nadał owemu kamieniowi własność ujarzmiania niskich chuci i chronienia od skutków pijaństwa.

W starożytności sproszkowane ametysty dodawano do wina, bądź pito je z pucharów nim zdobionych, co miało zapobiegać zbyt szybkiemu upijaniu. Cudowny kielich nie zawsze jednak chronił przed piciem bez umiaru i jego skutkami, a posiadacz ametystu częstokroć całe zło widział w tym, że widocznie kamień który posiadał był fałszywy lub pod rzuconym złym urokiem została mu odjęta magiczna moc.
Ametyst był jednym z amuletów o najwyższej mocy. Najlepiej służył ludziom urodzonym pod znakiem Strzelca, przynosił szczęście w łowach, igrzyskach, miłości oraz przy prowadzeniu interesów, chronił przed czarami i wiedźmami. Ze względu na fioletową barwę, która była kolorem boga mórz i oceanów – Neptuna ametyst okazał się najszczęśliwszym talizmanem dla ludzi spod znaku Raka i Ryb. Szczególnie skutecznie działał przeciw nieszczęściom, gdy był noszony na szyi cały, nigdzie nie przekłuty.

Wiara w cudowną moc ametystów utrzymywała się i w późniejszych wiekach. Biblijna apokalipsa według św. Jana tak opisuje zstępujące z nieba Nowe Jeruzalem: “ A mur jego jest zbudowany z jaspisu, a Miasto – to czyste złoto do szkła czystego podobne. A warstwy fundamentu pod murem Miasta zdobne są wszelakim drogim kamieniem. Warstwa pierwsza – jaspis, druga – szafir, trzecia – chalcedon, czwarta – szmaragd, piąta – sardoniks, szósta – krwawnik, siódma – chryzolit, ósma – beryl, dziewiąta – topaz, dziesiąta – chryzopraz, jedenasta – hiacynt, dwunasta – ametyst.” [Apokalipsa 21].

Kamienie szlachetne, które były fundamentami Nowego Jeruzalem, miały oznaczać osiągnięcie doskonałości duchowej w nowym Wszechświecie.

Od wczesnego średniowiecza wysoko ceniony w ówczesnej Europie ametyst stał się cenionym symbolem godności kościelnej. Ciemnofioletowe odmiany ametystów były poszukiwane przez dostojników kościelnych, którzy oprawiali je w biskupie, kardynalskie i papieskie pierścienie bądź noszone na szatach kapłańskich krzyże. Sama barwa ametystu tłumaczona była kolorem pokutnego ornatu w czasie liturgii Wielkiego Postu. Święta Hildegarda uważała ametyst za leczący wszelkie nieczystości skóry. W tym celu należało zwilżyć nieco kamień językiem i potrzeć chore miejsce. Ponadto radziła kobietom będącym przy nadziei, aby nosiły na biodrach ametystowe perełki, dzięki czemu dzieci narodzą się piękne, mądre i zdrowe.

Pierścień z ametystem rzucić miała księżna Kinga do wielickich kopalń soli, z ametystem na palcu pochowany został ostatni Piast na tronie polskim – Kazimierz Wielki.

Po odkryciu w drugiej połowie XVIII w. znacznych pokładów ametystu w okolicach Drezna wyroby z tego minerału stały się niezwykle popularne. Ametysty używane były szczególnie w zdobnictwie do wyrobu pierścieni, brosz naszyjników i innej biżuterii. Ametysty były często umieszczane w klejnotach koronnych. kamień ten znajduje się w berle Katarzyny Wielkiej czy w berle królów brytyjskich.

Obecnie ametysty na większą skalę wydobywane są w Brazylii, Urugwaju, Iranie, na wyspie Cejlon, w Indiach, na Uralu, na Madagaskarze, w Meksyku i na kontynencie północnoamerykańskim. W Polsce ametysty występują koło małopolskich Krzeszowic (Rudno, Poręba, Regulice) i na Skupniowym Upłazie w Tatarach. Na Dolnym Śląsku ametysty spotykane są w okolicach Lwówka, Kamiennej Góry, w Górach Kaczawskich, natomiast okolice Szklarskiej Poręby to najbogatsze złoża tego zagadkowego minerału w Polsce.

We współczesnej symbolice kamieni ametyst oznacza głęboką i czystą miłość

Od średniowiecza Karkonosze i Góry Izerskie były terenem penetracji prowadzonej przez poszukiwaczy skarbów, minerałów i kamieni szlachetnych zwanych Walonami. Już we wczesnym średniowieczu Walonowie byli cenionymi na dworach specjalistami z zakresu pozyskiwania bogactw naturalnych, w tym złota i kamieni szlachetnych. Stanowili elitarną, hermetyczną grupę zawodową, wysoko cenioną za wyjątkowe umiejętności. Trudnili się poszukiwaniami, doradztwem i nadzorem prac wydobywczych. Walonowie doprowadzili do odkrycia i organizacji eksploatacji rud miedzi w okolicach szwedzkiego Falun, które stało się największym ośrodkiem górnictwa miedzi w dawnej Europie, szwedzkich rud żelaza w okręgu Uppland czy zastosowania energii wodnej do poruszania miechów w północnofrancuskich dymarkach hutniczych.

Walonowie często wędrowali po Europie i osiedlali się, tworząc niewielkie, lokalne społeczności lub dołączali do środowisk już istniejących.. Średniowieczne powiązania łączące Walonię i Śląsk były stosunkowo bliskie. Był to okres ożywionych kontaktów Polski z zachodem, o którym niemiecki historyk K. Grünhagen pisał: „Polska i Francja ponad Niemcami podały sobie ręce”. Szczególnie silne były kontakty instytucji kościelnych, ale też na Dolnym Śląsku powstawały osady czy dzielnice walońskie, jak choćby osada walońskich tkaczy we Wrocławiu.

W połowie XII w. walońscy poszukiwacze wyruszyli w kierunku Siedmiogrodu zaproszeni przez króla Gejzę II (1130-1162), który pragnął założyć kopalnie złota. Niektórzy osiedlili się na trasie wędrówki, na terenie Gór Harzu i saksońskich Gór Kruszcowych. Podążając dalej, Walonowie zainteresowali się nieznanymi, wyjątkowo zasobnymi w bogactwa mineralne Sudetami Zachodnimi. Mineralogiczną penetrację Karkonoszy i Gór Izerskich mogli podjąć w tym czasie również górnicy i poszukiwacze kamieni szlachetnych wywodzący się z sąsiedniej Saksonii, Turyngii, Gór Harzu i Frankonii. Związane to było ze znacznym napływem na Śląsk ludności niemieckiej, która przybywała tutaj w ramach akcji kolonizacyjnej. Wydaje się, że miejscowa ludność niezbyt dokładnie lokalizowała kraj pochodzenia obcojęzycznych przybyszów, dla których przyjęto powszechne określenie Walonów. Najprawdopodobniej atmosfera strachu, którą w średniowieczu otoczone były Karkonosze jako siedziba groźnego Ducha Gór nie miała do nich, jako do obcojęzycznych przybyszów, większego dostępu. Przypuszczać należy, że nieliczni Walonowie, którzy osiedlili się na tych terenach, z czasem ulegli procesowi stopniowej asymilacji i wtopili się w lokalną społeczność.

We wrocławskiej księdze walońskiej pochodzącej z 1456 r., a przypisywanej Antoniusowi de Medici, znajduje się następujący fragment: „Tak więc zapytaj w Jeleniej Górze o wieś, która się nazywa Piechowice, potem będzie Kopaniec. Idź dalej „Drogą Górną”, następnie w kierunku na Czarną Górę, dalej poprzez hutę szkła, tak dojdziesz do Białej Wody lub Białego Potoku, tutaj znajdziesz złota do wypłukania i ametystów ile tylko zapragniesz. „ Opis ten znajduje potwierdzenie w topografii terenu i prowadzi przez okolice związane z występowaniem minerałów i hutnictwem szkła. W Piechowicach-Cichej Dolinie znajdowała się najstarsza znana w Karkonoszach huta szkła, a okolice wsi poddane były eksploracji bogactw mineralnych. Kopaniec był do końca XVIII w. jednym z ważniejszych miejsc związanych z wydobyciem złota i kamieni szlachetnych w Górach Izerskich. Następnie droga prowadziła na Czarną Górę, przez którą można dojść do wzniesienia o nazwie „Hutnicza Górka” znajdującego się ponad stacją kolejową w Szklarskiej Porębie Górnej. Można tutaj było znaleźć resztki szkła pochodzące z huty datowanej na około 1450 r. Tak przebiegała jedna z dawnych dróg łącząca Piechowice ze Szklarską Porębą, która była zaznaczona jeszcze około 1750 r. na mapie pruskiego sztabu generalnego. Na południowym stoku Hutniczej Góry przez dzielnicę Szklarskiej Poręby-Białą Dolinę płynie potok Bieleń, zwany też Białym Potokiem, wzmiankowany jako miejsce obfitujące w złoto i ametysty.

O ametystach, które można było znaleźć w żwirach potoków Karkonoszy i Gór Izerskich wspominano jeszcze wielokrotnie. W. Roździeński w poemacie górniczym „Officina Ferraria” wydanym w 1612 r. pisał że:
„[…] w potokach sudeckich Ryzenbergu [Karkonoszy-przyp.P.W.] ametyst wyborny się bierze”.

Złoża ametystów w formie zbliżonej do niewielkich geod napotkać w żyle kwarcowej można przy drodze prowadzącej ze Szklarskiej Poręby – Marysina do schroniska pod Łabskim Szczytem. W 1958 r. znaleziono tutaj wychodnię żyły kwarcowej zbudowanej częściowo z ametystu. Niedaleko stwierdzono ślady wyrobisk świadczące o dawniejszej ich eksploatacji. W Księdze Walońskiej z Trutnova znajduje się fragment, który prawdopodobnie odnosi się do tego obszaru: “Na tej górze znajduje się miejsce, gdzie są stopnie, którymi możesz pójść i jeżeli wejdziesz na górę (Śnieżne Kotły ?) będziesz mógł znaleźć jeden staw, możesz do niego przy dobrej pogodzie zejść. Lecz jeżeli będzie padał deszcz, a ty będziesz na górze, wróć się, inaczej będziesz przegrany. […] Wtedy wróć się tą drogą z powrotem i jeśli będziesz na Zackenstein (Szrenica ?) zejdź w lewo, tutaj znajdziesz niewielki obszar (dolina Szrenickiego Potoku ? – przyp. P.W.) , gdzie są dobre kamienie szlachetne jak ametyst, szafir, szmaragdy, kalcedony, topazy i nie musisz się troszczyć, jeżeli wyobrażałeś to sobie inaczej, nie martw się, Bóg Ci już pomógł !”

Ametysty znajdowano również w pobliskim Złotym Potoku i jego dopływach.
Z ametystów przez wiele lat słynęła grota znajdująca się pod wodospadem Kamieńczyk (zwana jako Złota Jama, Złota Komnata lub Złota Kopalnia). W niektórych zapiskach podróżniczych z XVIII i XIX w. była mylnie wzmiankowana jako dawne miejsce wydobywania złota przez „Włochów lub Walonów” i stąd wzięła swą nazwę. Grota ma kilka metrów głębokości i powstała przez sztuczne pogłębienie naturalnej wnęki w żyle pegmatytowej. Opisał ją B. Stęczyński w trzeciej pieśni romantycznego poematu “Sudety”:

“A przecie tam jaskinia znajduje się ciemna,
Z której patrzeć – zdaje się woda tak przyjemna,
Jak gdyby w barwach tęczy Najady spływały
I warkoczami z pereł ciągle migotały.
Jest to miejsce obszerne, wilgotne na wieki,
Nieocenione podczas południowej spieki.”

W pochodzącym z początków XIX w. opisie podróży po Dolnym Śląsku Izabella ks. Czartoryska wspomina o wycieczce do wodospadu Kamieńczyk w Szklarskiej Porębie, podczas której:
„[…] zbieraliśmy ametysty znalezione wśród skał. Powróciliśmy […] do Cieplic objuczeni kamieniami, kwiatami , ametystami, pełni podziwu i wrażeń”.

W okolicach Szklarskiej Poręby Dolnej i wodospadu Szklarki występują też złoża czarnej, nieprzezroczystej odmiany kwarcu – morionu i przezroczystego kwarcu dymnego, zwanego też dymionym. Na prawym brzegu Szklarki [uwaga – teren Karkonoskiego Parku Narodowego] znajduje się długa grzęda granitowa Lisie Skały z licznymi żyłami kwarcu i jego odmian.

Od dawna rozpoznane złoża ametystów znajdują się w okolicach Hali Szrenickiej i Czeskiej Ścieżki, które szczególnie łatwo można odnaleźć po intensywnych opadach deszczu odsłaniających znaczne połacie gruntu i zalegające gniazda minerałów. Największe takie ulewy takie miały miejsce w Karkonoszach w latach 1897, 1926, 1977 i 1997. W zbiorach muzeum w Wałbrzychu znajduje się kryształ kwarcu dymnego przechodzącego w ametyst, znaleziony podczas głębienia fundamentów przy kolejnej rozbudowie schroniska na Hali Szrenickiej.

Bogate w złoża ametystów są Góry Izerskie, a szczególnie Jagnięcy Potok i okolice Hali Izerskiej.
Do dziś karkonoski ametyst pozostał tajemniczym kamieniem, szczególnie upodobanym przez Sudeckie Bractwo Walońskie.

Witriolejnia i kopalnie pirytu

Przemysław Wiater

Dawna witriolejnia i kopalnie pirytu w Szklarskiej Porębie Dolnej

W Szklarskiej Porębie prowadzone też były intensywne prace górnicze, a także rozwinął się przemysł przetwórczy. W Szklarskiej Porębie Dolnej, w dolinie rzeki Kamiennej, trochę powyżej przystanku autobusowego, przez wiele lat działała tak zwana witriolejnia – wytwórnia kwasu siarkowego produkowanego z wydobywanych w sztolniach na Czarnym Grzbiecie Izerskim łupków pirytu. Określenie „vitriol” jest akronimem symbolicznej, siedmiowyrazowej (odpowiadającej siedmiu planetom) formuły alchemików streszczającej ich doktrynę: „visita interiorem terrae rectificando invenies operae lapidem” co oznacza „zejdź do wnętrza ziemi, destylując znajdziesz kamień filozoficzny”.

Występujący na Czarnym Grzbiecie piryt, odmiana polimorficzna siarczku żelaza, do złudzenia przypominał najszlachetniejszy z kruszców, przez co otrzymał dawne miano „złota głupców”. Odkrycia pokładów pirytu dokonali zapewne Walończycy z pobliskiej Starej Wsi Szklarskiej. Pierwsze udokumentowane informacje o wydobyciu większych ilości okruszcowanych pirytem hornfelsów z kopalni położonej na Wysokim Grzbiecie Izerskim, powyżej Zbójeckich Skał, pochodzą z 1530 r. Do lokalizacji kopalni przyczyniło się mineralogiczne rozpoznanie walońskie i niewielka odległość od osady, posiadającej dzięki dawnym hutom szkła przemysłowe tradycje. W 1545 r. projektowano budowę nowej kopalni, która powstała około 1550 r. W 1553 r. wzmiankowana jest witriolejnia „wielkim nakładem kosztów właściciela założona” – wytwórnia różnych kwasów, w tym głównie siarkowego, wytwarzanych z przerabianych miejscowych pirytów. Z końcem XVI w. w kopalni na zboczu Wysokiego Grzbietu zatrudnionych było 60 górników. Podczas wojny trzydziestoletniej kopalnia i witriolejnia przestają działać.

W 1741 r., w wyniku pierwszej z wojen śląskich, Kotlina Jeleniogórska przeszła pod panowanie Prus. W latach 1735 i 1766 w masywie Wysokiego Grzbietu podejmowane były próby reaktywacji eksploatacji złóż pirytu. W latach 1767-1772 rozpoczęto prace nad budową kopalni kobaltu. Związane to było z wydobyciem tego surowca z należących do rodziny Schaffgotschów złóż w Gierczynie i Przecznicy, po drugiej stronie masywu Wysokiego Grzbietu, lecz podjęte działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

W 1773 r. kupiec Christian Melchior Preller z Podgórzyna wybudował na dawnym miejscu nowy zakład witriolejni z kilkoma budynkami pomocniczymi, który podczas swojego rozkwitu był najbardziej znanym takim zakładem w Prusach. Pozytywny efekt dało wznowienie wydobycia rud pirytu w starych, XVI – wiecznych złożach. Uruchomiona kopalnia, składająca się z dwóch sztolni o nazwach „Zur Ehre des Gottes” – „Pod opieką Bożą” i „Zu des Menschen Besten”-„U dobrych ludzi”, od 1768 r. na cześć Fryderyka II Wielkiego, króla Prus otrzymała nazwę „Friedrichsgrube”. Zostało założonych szereg nowych sztolni i chodników wydobywczych, sięgających do kilkudziesięciu w głąb zbocza. Intensywna eksploatacja, wynosząca do 400 ton pirytów rocznie trwała w latach 1772-1787. W mniejszych ilościach wydobywano też rudy ołowiu i srebra. W 1786 r. zatrudnionych było ponad 50 ludzi, w tym 21 górników i hutników oraz 32 pracowników pomocniczych (drwali, węglarzy, woźniców). W miarę wyczerpywania złóż pirytów kopalnię zamknięto na przełomie XVIII i XIX w. Po wyczerpaniu złóż w Szklarskiej Porębie witriolejnia przerabiać jeszcze miała surowiec sprowadzany z kopalń Miedzianki i Wieściszowic. W połowie sierpnia 1800 r. pruska para królewska: Fryderyk Wilhelm III i królowa Luisa odwiedzili witriolejnię nad Kamienną. Jak zanotowano podczas odwiedzin przygrywała im kapela składająca się z pracowników zakładu.

W 1803 r. dr J. K. E. Hoser zanotował: „Różnorodny asortyment wyrobów tej fabryki, należące do niej solidne budynki, sensowne urządzenie całości, a przede wszystkim zachwycające położenie, tworzą jeden z najbardziej interesujących punktów w planie podróży po Sudetach.”

Od 1808 r. witriolejnia funkcjonowała pod nazwą „Vitriol-Werks-Producten-Handlung”. Wieloletnia działalność witriolejni w znaczny sposób przyczyniła się do wyrębu okolicznych lasów, gdyż wysoka temperatura była jednym z niezbędnych składników w procesie przemysłowego przetwarzania pirytów. Drewno spławiane było wiosną, podczas przyboru wody rzeką Kamienną i ustawiane w długie sągi obok witriolejni.

O sztolniach izerskich wspomina Izabella ks. Czartoryska w dzienniku podróży do uzdrowiska w Cieplicach Śląskich pod datą 5 sierpnia 1816 r.: „[…] następnie pojechaliśmy powozami aż pod górę, gdzie wydobywają witriol. Nie będę o tym mówiła, gdyż jestem zupełną ignorantką we wszystkim, co dotyczy metali i ich obróbki. Powiem tylko, że widziałam krystalizacje w kształcie kolumn, utworzonych z sopli barwy błękitnej tak pięknej, o blasku tak wspaniałym, że stanęłam olśniona.”

Witriolejnia prowadziła działalność produkcyjną około 1840 r., a fabrykę ostatecznie zlikwidowano w 1856 r. Od tego czasu pozostałe zabudowania służyły jako zajazd i stacja dyliżansu pocztowego, a następnie były przystankiem dla omnibusów kursujących wybudowaną wzdłuż Kamiennej w latach 1845-1848 drogą łączącą Szklarską Porębę z pobliskimi Piechowicami i Jelenią Górą. Stopniowo tracące na znaczeniu, częściowo zachowane jeszcze pod koniec XIX w., ostatecznie rozebrane zostały w latach 1955-1956.

Karpacz – zakaz hodowli zwierząt

W Karpaczu władze zakazały hodowli zwierząt. Kurniki mają wkrótce zniknąć z centrum miasta. Rada miejska wypowiedziała kurom wojnę, mimo że na gdakanie nie skarżą się wczasowicze i szefowie pensjonatów.

Na czterdziestu ulicach w centrum Karpacza obowiązuje całkowity zakaz hodowli zwierząt gospodarskich. Uchwała rady miejskiej zakazuje trzymania w komórkach, piwnicach i przydomowych ogródkach nie tylko drobiu, ale także bydła, koni, trzody chlewnej oraz zwierząt futerkowych.

Władzom zależy zwłaszcza, by zwierzęta zniknęły z okolic drogi prowadzącej na Śnieżkę, kościoła Wang, głównej ulicy Karpacza – Konstytucji 3 Maja, a także ulic prowadzących do stacji kolei linowej na Kopę.

– Karpacz to miasto, a nie wieś. Tu ma być klimat turystyczny. Kurniki nie mogą sąsiadować z hotelami i pensjonatami – tłumaczy Lucjan Szpila, przewodniczący rady miejskiej. Za złamanie miejscowego prawa grożą mandaty. Jeśli nie zdyscyplinują one mieszkańców, straż miejska skieruje sprawę do sądu grodzkiego, który może wymierzyć grzywnę.
– Staramy się w ten sposób uporządkować centrum miasta. Nie mamy nic przeciwko kurom czy krowom, ale niech ich właściciele trzymają je na obrzeżach miasta. Nikt przecież nie hoduje zwierząt gospodarskich np. w centrum Wrocławia – przekonuje Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza Karpacza.

Jeszcze kilka lat temu w jednym z parków w centrum miasta można było zobaczyć pasące się stadko kóz. Teraz w Karpaczu trudno znaleźć podobny widok.

Nasz rekonesans nie potwierdził obaw lokalnych władz. Nie trafiliśmy do żadnego chlewika, stajni lub obory. W mieście jest kilka niewielkich kurników. Drób trzyma jeden z mieszkańców ul. Kościuszki (jest na liście ulic, które obejmie zakaz). Kurnika jednak nie widać na zewnątrz, bo właściciel chowa kury w piwnicy. Chroni je tam przed łasicą, która wcześniej wybiła mu połowę stada. Wkrótce kur nie będzie wcale, gdyż ich właściciel wyprowadza się z miasta. Następny z kurników odnaleźliśmy na ul. Kościelnej, także objętej zakazem. Pan Czesław trzyma tu 10 kur i jednego koguta. Codziennie przychodzi doglądać stadka. O zakazie hodowli jeszcze nie słyszał. Zapewnia jednak, że- jeśli gmina każe – to zlikwiduje kurnik, choć nie przeszkadza on właścicielom okolicznych pensjonatów.

– Dokarmiam te kury, gdy wczasowicze nie dojedzą  posiłków – mówi Andrzej Stępek, właściciel sąsiadującego z kurnikiem pensjonatu Jantar.

Na gdaczący drób nie narzekają też wczasowicze.

– Skarżą się jedynie na koty, które nieraz wchodzą na nasze balkony. O kurach nigdy nie wspominali – mówi Mariusz Jakubiec z pensjonatu Exploris.

Władze Karpacza chcą nie tylko likwidacji kurników. Próbowały też ograniczyć wjazd dorożek do kurortu. Zdaniem radnych, utrudniają one ruch samochodów i niszczą nawierzchnię ulic. Radni uchwalili taki zakaz, lecz wojewoda go uchylił. Według niego, zakaz jest niepotrzebny, bo w przypadku zniszczenia nawierzchni można woźnicę ukarać mandatem.

Rafał Święcki – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.karpacz.naszemiasto.pl

Akcja Dukat Lokalny

W imieniu Urzędu Miasta firma Kolekcjoner Apolinary Kurowski pragnie zaprosić Państwa do udziału w akcji „Dukat Lokalny”. W okresie od 1 czerwca do 30 września 2008 roku na terenie miasta będzie wyznaczona sieć punktów, gdzie na zasadzie wymiany (forma żetonu, bonu towarowego) będzie można nabyć produkty lub usługi bądź otrzymać resztę w 4 talarach karkonoskich. 4 talary karkonoskie, będą miały równowartość 4 złotych. Cała akcja „Dukata Lokalnego” ma na celu promocje turystyczną naszego regionu.

Jest to wyjątkowa okazja na podniesienie obrotów swojej firmy w okresie trwania promocji, ponieważ aby móc wymienić 4 złote na 4 talary karkonoskie będzie trzeba nabyć produkt lub usługę w firmie Agenta. Firma Kolekcjoner Apolinary Kurowski podpisze z każdym Agentem, który zgłosi swoje zainteresowanie, umowę w której zobowiąże się m.in. do przyjęcia żetonów, które zostaną po całym okresie trwania akcji w rękach Agentów. Żetony Agentom, z którymi zostanie podpisana umowa będą przekazane razem z plakatami i ulotkami informacyjnymi najpóźniej do 31 maja na zasadzie wymiany 4 talary karkonoskie za 4 złote.

Na wszelkie pytania bardzo chętnie odpowiemy telefonicznie bądź w siedzibie naszej firmy w godzinach pracy od 10:00 do 18:00. Chętnych do współpracy zapraszamy do wypełnienia danych potrzebnych do podpisania umowy oraz danych kontaktowych w nieprzekraczalnym terminie do 21 marca. Dane, które będą potrzebne do podpisania umowy to: Nazwa firmy, NIP, adres, telefon kontaktowy oraz chęć wymiany maksymalnie następującej ilości żetonów.

Kontakt: Kolekcjoner Apolinary Kurowski, pl. Ratuszowy 37, 58-500 Jelenia Góra, tel. (75) 75 254 03 biuro@kolekcjoner.org

Karpaczański Informator Samorządowy

Grupa Integracyjna Diakonii Wang

GRUPA INTEGRACYJNA DIAKONII WANG to grupa osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach inwalidzkich i o kulach oraz członkowie ich rodzin. Działalność Grupy dofinansowana jest przez Urząd Miasta w Karpaczu oraz Parafię Ewangelicko-Augbsurską Wang. Wsparciem służą wolontariusze oraz opiekunowie z Diakonii Wang. Celem działania grupy osób niepełnosprawnych oraz ich rodzin, jest uczestnictwo, raz w miesiącu w imprezach kulturalnych i towarzyskich. Grupa zwiedzała między innymi „Panoramę Racławicką” we Wrocławiu.

Grupa Integracyjna Diakonii Wang w Karpaczu skorzystała z oferty kulturalnej przygotowanej na okres ferii zimowych.

Z cyklu imprez ŻYWIEC NA ŚNIEGU wybraliśmy przedstawienie KABARETU DNO. W dniu 20.02.2008 r. dwie godziny przed planowanym rozpoczęciem przedstawienia w ogrzewanym namiocie na stadionie miejskim w Karpaczu, rozpoczęliśmy dowóz osób niepełnosprawnych z ich miejsca zamieszkania. Poczęstunek i ciepły posiłek oraz wartość artystyczna obejrzanego przez 13-to osobową grupę przedstawienia w pełni zamortyzowała trudy w dotarciu na imprezę.

Nie ma 100%-towo skutecznej metody wyleczenia z niepełnosprawności. Istnieje pewność ze w 100% można przynajmniej na dwie godziny zapomnieć o niepełnosprawności.

Taki szczytowy stan świadomości można osiągnąć, oglądając spektakl artystów KABARETU DNO, z wielką przyjemnością.

z.up. grupy – Edward Wach
Karpaczański Informator Samorządowy

Szklarska Poręba-zaginione archiwum

Przemysław Wiater

Szklarska Poręba – zaginione archiwum.

Barwne dzieje Karkonoszy, które do dziś czekają na opracowanie, pełne są pytań i zagadek. Góry, przez które przebiegała pilnie strzeżona granica państwowa, po II wojnie światowej nie miały szczęścia do poznania własnej historii. Przez lata traktowane marginalnie, położone z dala od ośrodków naukowych i uniwersyteckich, czekają na zbadanie wielowątkowej przeszłości.

Dawna Szklarska Poręba, największy karkonoski kurort i ośrodek sportowo-turystyczny, była i jest pod wieloma względami gminą wyjątkową. Co prawda prawa miejskie uzyskała dopiero 1.01.1960 r., lecz już na długo przed II wojną światową nosiła barwne, określające jej charakter przydomki, takie jak „perła Karkonoszy”, „kolonia uczonych i artystów” czy „najdłuższa wieś Prus” (prawie 20 km długości od Dolnej do położonych obecnie po korekcie granicznej na terenie Republiki Czeskiej Tkaczy i 8 km szerokości od Wysokiego Kamienia do Śnieżnych Kotłów). Przedwojenna Szklarska Poręba liczyła, podobnie jak i obecnie, około 7 500 mieszkańców. Według rozkładu jazdy z 1935 r. wyjeżdżając pociągiem ze stacji w Szklarskiej Porębie Górnej o godz. 14.43 można było wysiąść w Berlinie już o 20.05. Jeszcze szybciej można było dolecieć do Berlina samolotem z lotniska w Jeleniej Górze (z przesiadką we Wrocławiu). Urząd gminy mieścił się przy ul. Mariana Buczka w miejscu gdzie znajduje się dziś posterunek policji i otwarty był dla interesantów od godz. 8.00 do 12.00.

Niestety każdy, kto zamierza bliżej poznać dzieje Szklarskiej Poręby ma pecha szczególnego. Archiwum gminy zaginęło. Prawie cała dokumentacja przedwojennego życia naszego miasta przepadła. Według relacji przekazanej przez Ivo Łaborewicza, kierownika Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze wiosną 1945 r. archiwum gminy zostało załadowane na dwa dwukonne wozy i wywiezione w kierunku Jakuszyc, po czym ślad się urywa.

Z pokaźnego zapewne archiwum gminy zachował się tylko niewielki fragment działu policji budowlanej („Baupolizeiverwaltung”) gromadzony w latach 1908-1945, a przechowywany w Miejskim Zakładzie Gospodarki Lokalowej. Zespół obejmuje przede wszystkim urzędową korespondencję oraz dokumentację techniczną (w tym czasami także cenną inwentaryzację budowlaną, projekty przebudów, sieci wodociągowej i kanalizacyjnej, itp.). Zasób zdekompletowanego zespołu liczącego zaledwie 2,7 metrów bieżących zawiera dokumentację obejmującą około 30 % szklarskoporębskich nieruchomości. Jest to jednak zespół bardzo ciekawy. Dość powiedzieć, że zachowały się plany i korespondencja dotyczące skoczni narciarskiej na Owczych Skałach czy projekt rozbudowy nieistniejącego schroniska nad wodospadem Kamieńczyk autorstwa znanych jeleniogórskich architektów braci Albert, wykonawców prac budowlanych prowadzonych w latach międzywojennych w schroniskach na Hali Szrenickiej, Szrenicy, Odrodzeniu, Samotni czy Strzesze Akademickiej. Od kilku lat prowadzę poszukiwania zaginionego archiwum gminnego Szklarskiej Poręby, którymi objąłem tereny Polski, Czech i Niemiec. Koncentruję się przy tym na najbliższej okolicy, wychodząc z założenia, że konne, obarczone znacznym ciężarem wozy, nie mogły odjechać zbyt daleko. Być może szklarskoporębskie archiwum ocalało i zostało ukryte w jakimś ustronnym miejscu w dolinie Kamiennej czy w okolicach Przełęczy Szklarskiej. Istnieje też możliwość przeładowania archiwum na pociąg lub ciężarówki, lecz wtedy potencjalny krąg znacznie się rozszerza.

Pewną pomocą w prowadzonych poszukiwaniach są struktury Euroregionu NYSA, dzięki którym miałem ułatwiony dostęp do zasobów archiwalnych znajdujących się na terenie sąsiednich krajów i życzliwa pomoc kolegów-archiwistów. Niestety do dnia dzisiejszego prace te nie dały pozytywnego rezultatu. Nie zachował się żaden ślad, który by wskazywał na istnienie archiwum w powojennych publikacjach dotyczących Szklarskiej Poręby czy Karkonoszy. Od 1945 r. żaden z badaczy nie powołuje się na dokumenty pochodzące z tego zespołu.

Również dawni mieszkańcy Szklarskiej Poręby skupieni we wspólnocie ojczyźnianej „Heimatgemeindschaft Schreiberhau” nic konkretnego na temat dawnego archiwum powiedzieć nie potrafią. Z wieloma z nich rozmawiałem na ten temat podczas zlotu wspólnoty ojczyźnianej w Bad Harzburg w 2001 r. Dzięki ich życzliwości niedawno udało mi się niedawno umieścić apel w sprawie odnalezienia zaginionego archiwum w czasopiśmie „Bergwacht”, które jest organem karkonoskich związków ojczyźnianych. Pozostał jak dotychczas bez odpowiedzi.

Brak źródeł archiwalnych dotyczących dziejów naszego miasta ma bolesne konsekwencje. Praktycznie uniemożliwia prace badawcze, a tym samym poznanie przeszłości Szklarskiej Poręby i Karkonoszy. Zwracam się z prośbą do wszystkich, którym zależy na poznaniu historii regionu o przekazanie jakichkolwiek, choćby najdrobniejszych informacji dotyczących zaginionego archiwum. Być może, pomimo upływu wielu lat, uda się jeszcze odnaleźć zaginione archiwum Szklarskiej Poręby.

W Karpaczu dzieci pójdą do szkoły bez książek

Najwyżej 3 kg powinien dźwigać polski uczeń. Dźwiga – nawet 8 kg. Lekarze biją na alarm, jednak żaden minister edukacji czy zdrowia nie umie poradzić sobie z tym problemem. Rozwiązanie znaleziono w Karpaczu.

Tamtejsza podstawówka będzie pierwszą na Dolnym Śląsku, w której uczniowie będą przychodzili na lekcje bez książek. Podręczniki mają leżeć w klasach, a podczas odrabiania lekcji w domach będą korzystać z drugiego kompletu.

Szkoła w Karpaczu przygotowuje się do wprowadzenia programu pod nazwą „Bank podręczników”. Gdy wejdzie w życie, tornistry staną się lżejsze o kilka kilogramów, a rodzice zapłacą za książki znacznie mniej. Te bowiem kupi szkoła.

– Każdy uczeń wpłaci jedną trzecią wartości i wypożyczy komplet podręczników na dany rok. Na koniec roku je zwróci. Bank będzie uzupełniał ubytki (zużyte podręczniki) oraz dokupował nowe. System będzie finansowany z wpłat uczniów – tłumaczy Elżbieta Budzińska, dyrektor szkoły.

W karpackiej podstawówce wyliczono, że w ciągu trzech lat nauki w klasach IV-VI rodzice wydają na podręczniki prawie 530 zł. Gdy bank ruszy, zapłacą… jedynie 150 zł.
Tak znaczna redukcja kosztów będzie możliwa dzięki rabatom udzielanym przy hurtowych zakupach. Ponadto podręczników nie trzeba będzie co roku wymieniać. Każdy posłuży przez co najmniej trzy lata.

– Musieliśmy przekonać do pomysłu rodziców. Na szczęście zgodziło się aż 90 proc. z nich – mówi dyrektor Budzińska. By system zaczął działać od przyszłego roku szkolnego, zobowiązali się, że wraz z końcem tego semestru bezpłatnie przekażą podręczniki szkole.
Krzysztof Malinowski, ojciec Bartka z piątej klasy, cieszy się, że w przyszłym roku jego syn nie będzie już musiał dźwigać wielokilogramowego plecaka. – Podręczniki to ponad połowa jego wagi, a syn ma do szkoły aż dwa i pół kilometra – tłumaczy tata.

Co o pomyśle szkoły w Karpaczu sądzi Ministerstwo Edukacji Narodowej? Zbigniew Marciniak, podsekretarz stanu, nie ma wątpliwości, że to bardzo ciekawa inicjatywa, godna wprowadzenia w całym kraju.

W Polsce nie ma przepisów określających maksymalną wagę tornistra. Jednak sanepid przyjmuje, że dopuszczalny ciężar noszony przez uczniów nie powinien przekraczać 3 kg. Według badań, prawie połowa uczniów ma tornistry stanowczo za ciężkie.

– Przebadaliśmy ponad 38 tys. uczniów na Dolnym Śląsku. W klasach pierwszych najcięższe tornistry ważyły 5 kg, rok starsi uczniowie dźwigali już po prawie 7 kg, a torby uczniów klas trzecich ważyły nieraz i 8 kg – mówi Magdalena Mieszkowska z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu.

Przeciążony kręgosłup

Zdaniem lekarzy zbyt ciężki tornister może prowadzić do wad postawy. Według Zygmunta Prochowicza – specjalisty rehabilitacji ruchowej- ma je ponad 40 proc. dzieci niezależnie od wieku.

– Jeśli tornister dźwigany jest na jednym ramieniu, może pojawić się skrzywienie boczne. Duży ciężar noszony na obu ramionach może doprowadzić do nienaturalnego wychylenia sylwetki do przodu – tłumaczy specjalista.

Konsekwencje nabytych w dzieciństwie wad często ujawniają się w dojrzałym wieku jako bóle kręgosłupa lub inne stany zwyrodnieniowe. Skarżą się na nie już nawet 25-latkowie.

Rafał Święcki – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.karpacz.naszemiasto.pl