Gołębiewski Karpacz opinie

Spotkanie z zimą, halnym i Gołębiewskim w Karpaczu

Zdążyłem na spotkanie z zimą w Karkonoszach. Zmarznięty śnieg chrupał mi pod butami już w pierwszej wędrówce niebieskim szlakiem na Polanę. Za „(powitanie) w Karkonoskim Parku Narodowym” opłata ulgowa dwa i pół złotego. Kiedy byłem u celu, zerwała się wichura i towarzyszyła mi przez cały powrót aż do Wangu. Natura za to wynagrodziła mnie słońcem. Niestety, marzenie powrotu z Polany zielonym szlakiem nie spełniło się. Szlak zasypany śniegiem. Nikt go nie przetarł. Ja też się nie odważyłem.

Wiatr na Polanie to zapowiedź halnego. W nocy podniósł temperaturę i śnieg ginął w oczach. Ale jest go jeszcze tak wiele, że wystarczy chyba do Wielkanocy. Oczywiście, wysoko w górach. Następnej nocy znowu dosypało.

Wszystko mi pasuje – powrót zimy, na ziemi śnieg, na niebie słońce i odwiedziny przyjaciół, a z nimi wizyta u Gołębiewskiego. Jesteśmy w hotelu. Podłoga holu recepcyjnego ze szlifowanego granitu z mozaikowymi dekoracjami, na ścianach wielkie tafle (szklane?) z wzorami przekrojonych agatów, skarbów Sudetów. Przy wejściu akwarium z egzotycznymi rybami. Wymyślne, bogato zdobione żyrandole.

Folder hotelowy mówi, że jestem w Gołębiewskim i tu skorzystać mogę z „usług hotelarskich” (wszystko po to, by był niższy VAT?). Z moimi gośćmi zasiedliśmy w kawiarni, w skórzanych fotelach przy marmurowych stolikach. Oświetlenie z kilku zwisających, wielowarstwowych kryształowych żyrandoli. Sufit to szklana piramida. Ściany kawiarni od podłogi do szklanego dachu w zieleni. W parterze też dużo wyszukanej zieleni, wielokolorowe fontanny, wspaniale oświetlona kaskada wodna. No i koncert fortepianowy. Piliśmy gorącą czekoladę z rumem i śmietaną, herbatę z cytryną i różą oraz zawsze dodawanym herbatnikiem firmy Tago, też Gołębiewskiego.

Ponadto na parterze: potężna restauracja, baseny z wodnymi atrakcjami, SPA, bawialnia dla dzieci i wielobranżowy butik. Obsługa bardzo serdeczna i przyjazna, tolerancyjna. Od niej dowiedziałem się wszystkiego, co mnie interesowało. W recepcji do dyspozycji gości wiele materiałów informacyjnych i promocyjnych. Zebrałem tego dużo, może się przyda znajomym. Mogłem przemieszczać się windami – na drugie piętro do restauracji: czerwonej, zielonej i staropolskiej, na piętro ósme, aby podziwiać szerokie korytarze i hole w kolorowych, dywanowych wykładzinach. Dla kogo półtora tysiąca miejsc w restauracjach? Może usłyszę o Karpaczu – mieście kongresowym, u Gołębiewskiego.

A teraz architektura hotelu, tak krytykowana w „Polityce” Nr 8 „Arcydzieła i arcymaszkary”. Pisze Piotr Sarzyński i jako maszkarę na pierwszym miejscu stawia hotel Gołębiewski w Karpaczu. Za „Polityką” powtarzają „Nowiny Jeleniogórskie” Nr 9; Kos pisze: „Gołębiewski uznany arcymaszkarą XX – lecia”.

A ja się z tym nie zgadzam! Też kocham góry i wcale mi nie przeszkadza w tym miejscu Karpacza hotel. Odwrotnie, w swojej architekturze nawiązuje do widoku gór, szaro – biała elewacja jak szare skały zimą pokryte płatami śniegu. Cały budynek – choć duży – jest zróżnicowany przestrzennie. Pewne części wysunięte, inne tworzą coś na kształt baszt, zwieńczonych dachami o kształcie ściętych stożków. To jakoś nawiązuje do górskich wierzchołków (choć takich w Karkonoszach mało). Część górnych pięter utrzymana w stylu góralskim – drewno, rzeźbienia, a na szczytach dachu skrzyżowane siekierki.

Opinia internautów, że „szpeci miasto”, „zbrodnia na. kochających góry” też nieprawdziwa. Hotel położony jest w Karpaczu Górnym, pewnie 100 metrów (a może i więcej) poniżej Wangu, w kotlince. Z ulicy Karkonoskiej patrzy się na niego z góry, w innym odcinku tej drogi – stoi obok niej. Miasto w tym miejscu to kilka pensjonatów i domów, wcale nie pereł architektonicznych. Do dolnego i średniego Karpacza (ponoć pięknych) od 2. do 3. kilometrów krętą drogą. Góry daleko – od 2. do 3. godzin dreptania, a myślę, że ani z Kopy, ani ze Słonecznika, ani ze Śnieżki hotelu nie widać. Gołębiewski nie „szpeci gór”, jak pisze internauta, i nie „zaśmieca krajobrazu”. Otoczony lasem, stokiem narciarskim, stromymi uliczkami z rzadką zabudową – nie razi oczu.

Tarasy do spacerów wokół hotelu, baseny zewnętrzne, kaskady i fontanny oraz świeżo zasadzone drzewa pozwalają się spodziewać, że i latem będzie tu przyjemnie.

Mnie też raził hotel w Wiśle, który przygniatał swoją bryłą i kolorem. Był obcym tworem architektury. Tu jest inaczej.

Kilkaset samochodów na parkingach (a przecież są i podziemne) świadczy o tym, że rankingi swoje, a ludzie swoje. Z małymi dziećmi, całymi rodzinami byli wszędzie: na stoku za hotelem, w basenach, w kawiarni. Bo hotel wydaje się być nastawiony również na weekendowy wypoczynek.

Podobały mi się tarasy spacerowe z pięknymi lampami z białych kul. Na tarasach deptałem śnieg, który spadł w nocy i wyobrażałem sobie lato nad wielkim kompleksem wodnym. Mruczałem pod nosem – ja tu latem przyjadę. Tylko po co w basenie sztuczne palmy?

Czas na podsumowanie.

Nie do mnie należy ocena architektury hoteli Gołębiewskiego. Wypowiadam tylko to, co odczuwam patrząc z każdej strony na hotel w Karpaczu i na jego otoczenie.

W „zabawie wypowiedzi” (jak nazwał autor artykułu) oceniających architekturę niektórych inwestycji w kraju, a opisanych w „Polityce”, nie uczestniczyłem, ale jestem wrażliwy na estetykę przestrzeni i wcale Gołębiewski w Karpaczu mi nie przeszkadza. Skąd taka niska ocena? Czy czasem nie działa konkurencja? Bo właściciele pensjonatów wypowiadają się, że Gołębiewski odebrał im klientów. Uważam, że hotel ten ma zupełnie inną klientelę niż pensjonaty. W ostatnim tygodniu lutego w hotelu było pełno gości – najczęściej z Poznania, Wielkopolski, Śląska, Lubuskiego, Kujawsko – Pomorskiego, trochę z zagranicy i mało z Warszawy. Odwrotnie w pensjonatach – pustki. Trochę grup młodzieżowych (ostatni tydzień zimowych ferii szkolnych), pojedyncze rodziny, po kilkunastu narciarzy. Pozwalam sobie sądzić, że czas pensjonatów o tym standardzie, jak ostatnio spotkałem w Szczawnicy, a teraz w Karpaczu, przemija..

W moim pensjonacie „Patryn” w Karpaczu, w którym mieszkałem, było mi jak w domu. Serdeczni i opiekuńczy gospodarze. Z wysokości 850 m n.p.m. bliżej szlakami do atrakcyjnych miejsc Karkonoszy. Mam szczęście do dokonanych wyborów. Na Gołębiewskiego jeszcze długo nie będzie mnie stać.

Kołobrzeg, dnia 11 marca 2012 roku. Mirosław Bremborowicz

Tajemnice Karkonoszy

Serdecznie zapraszamy na piętnaste spotkanie z cyklu:Terra Incognita, czyli tym razem…
Tajemnice Karkonoszy, czyli opowieść Piotra Krzaczkowskiego i Tomasza Nasiółkowskiego o zwykłych i niezwykłych zjawiskach meteorologicznych w Karkonoszach.

Spotkaniu będzie towarzyszył pokaz fotografii zaproszonych Gości. Spotkanie poprowadzi Sandra Nejranowska-Białka.

Miejsce: Chata Izerska w Szklarskiej Porębie Dolnej, ul. Piastowska 32.

Termin: 9 grudnia (piątek) 2011, godz. 18:30.

Dobre towarzystwo, możliwość zamówienia piwa lwóweckiego prosto z beczki, jadła walońskiego i innych pyszności gwarantowane.

Piotr Krzaczkowski – zakochany w górach, a zwłaszcza w Karkonoszach kierownik Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce, gdzie pracuje ponad 10 lat. Z wykształcenia chemik. Poza pracą, która jest jego główną pasją, zajmuje się fotografią, przede wszystkim górską, do której inspiracje czerpie podczas swych licznych podróży. Swoje prace pokazywał m.in. w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze, na wystawie z okazji 50 rocznicy powołania Karkonoskiego Parku Narodowego. Prowadzi autorską stronę fotograficzną, dotyczącą także Śnieżki: www.piotrekok.com

Tomasz Nasiółkowski – miłośnik gór, w szczególności Sudetów. Ukończył geografię na Uniwersytecie Wrocławskim, ze Śnieżką, gdzie z pasją pracuje jako obserwator zawodowo związany jest od 2009 r. Góry i szalone podróże na własną rękę zajmują szczególne miejsce w jego życiu. Do tej pory odwiedził ponad 50 państw świata. Jest również przewodnikiem sudeckim, przewodnikiem miejskim po Pradze czeskiej, pilotem wycieczek krajowych i zagranicznych, zajmuje się także prowadzeniem wyjazdów trampingowych i trekkingów do krajów azjatyckich. Prowadzi stronę internetową: www.przewodnik-sudecki.pev.pl

Góry Kultury

W związku z organizowanym w dniu 02 grudnia br. przeglądem twórczości artystycznej mieszkańców Karpacza pn. „Góry Kultury” prosimy wszystkie osoby zainteresowane prezentacją swoich umiejętności artystycznych o dokonanie zgłoszenia, w formie elektronicznej, na podany niżej adres mailowy do dnia 25 listopada 2011 r.

W zgłoszeniu prosimy określić przedmiot prezentacji (poezja, występ muzyczny, wokalny, taneczny, inny) oraz dane kontaktowe wykonawcy (imię i nazwisko, adres, telefon).
Kontakt Referat Promocji Miasta, tel. 75 76 19 716, email: promocja@karpacz.eu

Góry Izerskie na starych diapozytach

O zapomnianych jeszcze do niedawna dziejach Górach Izerskich opowiada książka „Jizerské hory na starých diapozitivech” , którą napisali Miloslav Nevrlý i Roman Karpaš. Swą premierę miała we wtorek 25 października 2011 r. o godzinie 19.30 w stylowej sali Centrum Kultury w libereckich Lidových Sadech.

Zapomnianych do niedawna w Polsce, ale nie w Czechach, gdzie grupa pasjonatów tych gór od kilku lat systematycznie je opisuje i fotografuje, badając ich dzieje, przyrodę, folklor, bogactwa mineralne i naturalne. Do grona tego należą autorzy książki-albumu Miloslav Nevrlý i Roman Karpaš oraz ich współpracownicy; Blažena Hušková, Otokar Simm, Siegfried Weiss i Herbert Endler.

Wypełniona po brzegi sala ledwo zmieściła tłumnie przybyłych miłośników Gór Izerskich. W uroczystej premierze wzięła udział grupa radnych Rady Miejskiej Szklarskiej Poręby oraz Feliks Rosik, sekretarz Urzędu Miasta. Przewodniczący Związku Gmin Karkonoskich Mirosław Kupis podziękował autorom za ich pracę i wręczył album z ubiegłorocznej edycji międzynarodowego festiwalu hutniczego „EKOGLASS FESTIWAL 2010”. Należy podkreślić, że Szklarska Poręba od lat współpracuje z leżącymi po drugiej stronie granicy partnerskimi gminami Harrachovem i Korenovem, stąd i obecność przedstawicieli miasta pod Szrenicą na premierze tej książki nie była sprawą przypadku.

Czescy autorzy postanowili Góry Izerskie pokazać inaczej, w sposób doprawdy niezwykły, z perspektywy minionych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. Na 132 stronach zamieścili fotografie miejsc takich, jakimi były one w Górach Izerskich przed czterdziestu i kilku laty. Książka składa z dziewięciu tematycznych rozdziałów, poświęconych poszczególnym regionom Gór Izerskich, ze szczególnym uwzględnieniem okolic Kristianova, Smrka i Jizerki.

Polskiego czytelnika szczególnie może zainteresować rozdział poświęcony naszej części gór opisanej przez przyrodnika, muzealnika z Severoceskeho Muzea w Libercu – Miloslava Nevrlego. Jak wspomina Milo-Miloslav Nevrlý, zaopatrzony w stałą przepustkę odwiedzał wielokrotnie polską część Gór Izerskich, przekraczając pilnie strzeżoną granicę na przejściu w Harrachovie-Jakuszycach. Zwykle przejście graniczne pokonywał na swoim starym rowerze, który był poskładany z części kilku innych bicykli; stąd też otrzymał od żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza żartobliwy przydomek: „Pan na kolorowym rowerze”.

W książce możemy zapoznać się z dawnym widokiem ulicy Jedności Narodowej; głównej ówcześnie ulicy Szklarskiej Poręby z nieistniejącą już „Drogerią Górską”, Barem Mlecznym „Bajka” czy znajdującym się obok gmachu poczty punktem usługowym o nieco tajemniczo dziś brzmiącej nazwie „Elektryczne podnoszenie oczek”. Kolejne zdjęcia i wspomnienia Miloslava Nevrlýego pochodzą z Wysokiego Kamienia, grupy skalnej Zawalidroga, Zakrętu Śmierci, czynnej w tym czasie kopalni „Stanisław” czy uzdrowiska w Świeradowie Zdroju. Osobną serię zdjęć poświęcono Polanie i Hali Izerskiej, wspominając dzieje osady Gross Iser.

Na zdjęciach pochodzących z 1961 r. nie znajdziemy zniszczonych już po wojnie budynków tej niegdysiejszej wsi, którą ze względu na panujący tutaj surowy klimat określano mianem „kleine Sibirien”-„mała Syberia”. Kolejne zdjęcia pochodzą z Orla, gdzie w latach 1754-1890 znajdowała się znana z produkcji millefiori – szkła tysiąca kwiatów huta.

Przedstawiają one ówcześnie zdemolowany budynek dawnej leśniczówki, dzisiejszej Stacji Turystycznej Orle i znajdującą się w pobliżu placówkę W.O.P. Inne jeszcze zdjęcie ukazuje formację skalną Stary Zamek, znajdujące się na obrzeżach Kobylej Łąki miejsce, które przed laty Will Erich Peuckert określał jako tajemniczy Zamek Wieczorny. Książkę o minionych Górach Izerskich najprościej i najtaniej nabyć można bezpośrednio od Romana Karpaša za pośrednictwem poczty elektronicznej pod adresem www.nakladatelstvirk.com

Velice vám děkuji za tuto knihu

Autor: Przemysław Wiater

Tadeusz Różewicz

Z okazji 90-lecia urodzin Tadeusza Różewicza Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu przygotowało i zrealizowało szereg działań kulturalnych związanych z realizacją wniosku projektowego „Tadeusz Różewicz – u nas lubiany tam znany”, finansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz środków budżetu państwa przy wsparciu Euroregionu „Nysa”.

Głównym jego celem była organizacja wystawy fotograficznej „Tadeusz Różewicz w Karkonoszach”, dokumentującej ostatnie pobyty poety w Karkonoszach.

Została ona otwarta w rocznicę urodzin mistrza pióra, w obecności jego żony Wiesławy Różewicz oraz wielu zaproszonych gości. Pani Wiesława Różewicz dokonała też otwarcia gabloty na wystawie stałej w muzeum, z najważniejszymi nagrodami i wyróżnieniami mistrza Różewicza.

W Gimnazjum im. Ratowników Górskich w Karpaczu odbył się uroczysty apel poświęcony Tadeuszowi Różewiczowi, honorowemu mieszkańcowi miasta, na którym recytowane były utwory Tadeusza Różewicza przez polskich i niemieckich uczniów, jak: „Wodospad” (Szklarski), „Gawęda o spóźnionej miłości”, „W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek”, „W pensjonacie”, „Dom lalek” oraz humoreska „Prawdziwa i nieprawdziwa historia o spotkaniu z Rűbezahlem czyli Janem Liczyrzepą w Karpaczu”.

W muzeum zorganizowana została prelekcja redaktora Jana Stolarczyka pt.”Tadeusz Różewicz – polsko-niemieckie dorzecze poezji”. W listopadzie imprezy te ponownie odbędą się w Reichenbachu, mieście partnerskim Karpacza w Niemczech.

Babiniec Watrzański

WATRA JAGNIĄTKOWSKA zaprasza wszystkich serdecznie na cykliczne spotkania zatytułowane BABINIEC. W programie 6-go spotkania Wyskubki, Wydziurki, Pierzejki, Szkubki-słowem Darcie Pierza.

12 listopada 2011 r. w sobotę, gdy kur na kościele 17:00 wybije – zapraszamy – Jaśkowe, Pietrkowe, Józkowe, Staśkowe, te co chłopów mają i nie mają, na BABINIEC WATRZAŃSKI do naszej izby przy ul.Karkonoskiej 118 w Jagniątkowie. Przy kominku zasiędziemy, chustki na głowę przywdziejemy. Kiedy słońce przyćmi chmura, to złapiemy się za pióra. Pierze będziem darły ładnie, może którejś jasiek wpadnie? Smiechu będzie co niemiara gdy zagości babska gwara. Niech Gabryśka się namyśli, jaki kołacz nam upichci.

Ps.Tradycyjnym obyczajem, chłopy niech zostaną w domu. Przy sobocie po robocie, pilot od telewizora będą trzymać do wieczora 🙂