Cud miód z Dolnego Śląska

Im mniej cię co dzień, miodzie, tym mi smakujesz słodziej – śpiewał Jacek Kaczmarski, opiewając zalety sielskiego życia i tego niezwykłego napoju. Trunku, na którego właściwościach poznali się już 4 tysiące lat temu Sumerowie. Jako boski napój opiewali go starożytni Grecy. Do ziemi, która „opływa mlekiem i miodem” Mojżesz miał zaprowadzić naród wybrany. Ludzie zamożni kąpali się w nim, aby zapewnić sobie młodość i siłę.
Nie byłoby go, gdyby nie małe, bzyczące owady, które go robią, i pszczelarze, którzy go pozyskują. Jednym z nich jest Marek Gawron ze Sławęcina koło Kamieńca Ząbkowickiego.

Człowiek, który o pszczołach wie wszystko. Zafascynował się nimi, kiedy był chłopcem.
– Mój ojciec miał ule – opowiada. – Na początku obawiałem się tych uzbrojonych w żądła stworzeń. Ale im dłużej obserwowałem ich zwyczaje, tym bardziej mnie interesowały.

Gdy sam założył rodzinę, wiedział, że miejsce, w którym zamieszka, będzie musiało być przystosowane do ich hodowli.
– Udało mi się znaleźć gospodarstwo z daleka od dróg szybkiego ruchu – mówi. – W tych okolicach przed wojną było technikum pszczelarskie. Profesorowie i uczniowie postarali się, by wokół zasadzić mnóstwo miododajnych roślin.
– Gdy temperatura powietrza przekroczy 12 stopni, moje pszczoły wylatują z uli i dziarsko biorą się do pracy – opowiada pan Marek. – To naprawdę pracowite stworzenia – śmieje się.

Potwierdzają to badania. Naukowcy obliczyli, że aby wytworzyć kilogram miodu, pszczoły muszą odwiedzić nawet kilka milionów kwiatów. Jednak to, czy na nasze stoły trafi produkt najwyższej jakości, zależy od doświadczenia pszczelarza. Musi przestrzegać kilku zasad, aby równowaga między światem owadów i ludzi nie została naruszona.
– Pszczoły nie lubią obcych zapachów – mówi Gawron – więc staram się nie używać kosmetyków. Myję się bezwonnym mydłem. Ubrania dokładnie płuczę, aby nie było czuć proszku do prania.

Na własnej skórze przekonał się, że nie należy zbliżać się do uli, kiedy nadchodzi zmiana pogody. Pszczoły są wtedy bardzo agresywne i potrafią zaciekle atakować intruza.
– Kiedyś wyjąłem z ciała pięćdziesiąt żądeł – wspomina. – Do przyjemności to nie należy, ale na szczęście jad nie zagrozi człowiekowi, który nie jest na niego uczulony.

Sezon na produkcję miodu zaczyna się koło marca. Dobry pszczelarz musi wtedy ze zdwojoną aktywnością dbać o ule i doglądać podopieczne, aby stworzyć im dogodne warunki do pracy. – Nie ma sensu mieć pasieki, jeśli nie traktuje się jej poważnie – podkreśla Gawron. – Trzeba się znać na swoim fachu i włożyć w niego całe serce.

Każda ingerencja w skład, stężenie jest niedopuszczalna. Miodu nie można zagęszczać ani rozcieńczać. Pan Marek konsekwentnie hołduje tym zasadom od lat.
– Dzięki temu moje miody są znane i uznawane – mówi z dumą. – Jeśli ktoś będzie nastawiał się na zysk, jego miód straci na jakości. Wtedy co najwyżej będzie konkurować z nektarami, które z produkcji przemysłowej trafiają do supermarketów.

Takiego miodu jak w Polsce nie ma nigdzie indziej na świecie. Dzieje się tak za sprawą dobrego dla chowu pszczół klimatu. Nektary sprowadzane np. z krajów śródziemnomorskich mają słabsze właściwości, bo tamtejsze pszczoły nie są zmuszone do obróbki miodu tak, aby przetrwał całą zimę. Nasze pszczółki zebrany pyłek wielokrotnie przerabiają i zagęszczają, aby przysposobić do długiego przechowywania.
Czasem pan Marek zabiera klika swoich uli i jedzie z nimi do lasu – tam, gdzie rośnie dzika malina albo porzeczka. Efektem takich wypraw są wyjątkowo rzadkie i smakowe miody.

Niestety w ostatnich latach pszczelarze obserwują zwiększoną umieralność swoich owadów. Niepokojące zjawisko dzieli naukowców i nikt nie jest w stanie go do końca wyjaśnić. Niektórzy twierdzą, że dzieje się tak za sprawą sieci nadajników telefonii komórkowej. Nadawane przez nie fale radiowe dezorientują pszczoły i doprowadzają do śmierci. Inne teorie mówią o szkodliwych roztoczkach i zabójczych zanieczyszczeniach powietrza.

– Całą zimę byłem w strachu o moje pszczółki – opowiada bartnik. – Na całe szczęście z moją pasieką nic złego się nie dzieje.

Marek Gawron, choć uczynił ze swojej pasji źródło dochodu, mówi, że jest pszczelarzem, bo po prostu robi to, co lubi.
Kluczem do sukcesu jest wytrwałość i serce wkładane w swój fach.
– Cokolwiek robisz, rób to dobrze. Wtedy sukces smakuje jak miód – dodaje.

Błażej Przygodzki – POLSKA Gazeta Wrocławska

Facebook

Dodaj komentarz