Dolny Śląsk – afera z promocją

Wielka afera z kręconą promocją Dolnego Śląska.
230 tys. zł urzędnicy wydali na kiepski film. Będzie kontrola, kto właściwie zlecił go zrobić
Były dyrektor Wytwórni Filmów Fabularnych, którym interesuje się prokuratura, dostał zlecenie urzędu marszałkowskiego na przygotowanie filmu promującego Dolny Śląsk.

Urzędnicy nie zaprosili do współpracy żadnej znanej wrocławskiej firmy producenckiej ani wrocławskiego ośrodka telewizji. Nie było przetargu ani konkursu na scenariusz. W efekcie powstał film powszechnie krytykowany przez fachowców i recenzentów.
Partnera do kontraktu, wartego 237 tysięcy złotych, urzędnicy znaleźli po „telefonicznym badaniu rynku”. Trwało ono dwa dni. Pracownik wydziału promocji urzędu marszałkowskiego zadzwonił w trzy miejsca.

Interesowała go tylko cena. Najniższą zaoferowała fundacja Andrzeja Słodkowskiego, szefa Wytwórni Filmów Fabularnych, którym już wtedy interesowała się prokuratura. Kilka miesięcy przed zleceniem NIK ujawniła gigantyczne marnotrawstwo pieniędzy i podejrzane transakcje, dokonywane w czasach kierowania wytwórnią przez dyrektora Słodkowskiego.
Wytwórnia zbankrutowała latem 2006 r. Ale w urzędowej notatce z czerwca 2007 r., rekomendującej Słodkowskiego jako najlepszego kandydata do kontraktu, nie ma o tym ani słowa. Urzędnik nie wspomniał też o kierowaniu przez reżysera Wytwórnią. Napisał tylko, że Słodkowski jest „emocjonalnie i zawodowo związany z Dolnym Śląskiem”.

Konkurentami fundacji Słodkowskiego były dwie mało znane firmy producenckie. – A dlaczego do nas nikt nie zadzwonił? – denerwuje się Andrzej Baworowski z firmy ATM. – Jesteśmy największą prywatną firmą w tej branży. Weszliśmy na giełdę. Mamy doświadczenie. Za 200 tys. zł można zrobić porządny film, z konkursem na scenariusz.
Oburzony jest też Zbigniew Grabowski z ADZ Media. – Kilka lat lat temu nakręciliśmy trzy filmy promujące Wrocław na światowej wystawie Expo w Sewilli. Mamy na koncie 60 filmów dokumentalnych, 45 fabularnych – oburza się Grabowski. – Te pieniądze zostały zmarnowane – podkreśla.

Andrzej Słodkowski na pytanie o swój film poprosił o telefon za dwa dni.
Szefowa wydziału promocji urzędu marszałkowskiego Jolanta Bogusz nie umie odpowiedzieć, jak to się stało, że nie poproszono o współpracę najbardziej znanych wrocławskich producentów ani znanych reżyserów. Bogusz mówi nawet, że widziała film przygotowany przez Słodkowskiego dla Wrocławia i podobał się jej. Twierdzi, że Słodkowskiego polecił ktoś z urzędu miasta. Rzecznik prasowy prezydenta Marcin Garcarz zapewnia, że Słodkowski nie przygotowywał żadnego filmu dla Wrocławia.

Dyrektor urzędu marszałkowskiego Robert Banasiak od nas dowiedział się o okolicznościach zawarcia kontraktu na produkcję filmu promującego Dolny Śląsk. Zapowiedział, że zleci przeprowadzenie w tej sprawie kontroli.

O czym ten film

Krzysztof Kucharski, nasz recenzent:

Film promocyjny ma trzy części trwające po kilka-kilkanaście minut. Pierwszy opowiada o urodzie Dolnego Śląska, drugi zachęca do inwestowania, trzeci namawia zagranicznych gości do turystyki. Wszystkie łączy komentarz, przypominający urzędowe pismo. Jeśli dodać do niego banalne obrazki, brak oryginalnego pomysłu i kilka realizacyjnych niekonsekwencji, wychodzi z tego nie reklama, ale antyreklama.

W filmie Dolny Śląsk chwalony jest na kilka sposobów. Jako znakomite miejsce dla inwestorów, turystów krajowych, a także zagranicznych, o czym przekonuje nas między innymi Monika Richardson, znana z prowadzenia programu „Europa da się lubić”.

Marcin Rybak – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.karpacz.naszemiasto.pl

Facebook

0 odpowiedzi do “Dolny Śląsk – afera z promocją”

  1. Wiatm, jak widzę państwo słodkowscy nadal szukają….i znajdują z powodzeniem kolejnych naiwniaków..teraz promują Żagań..hehe…kolejna afera?;)..muszę przyznać..potrafią omamić co niektórych swoimi osiągnięciami…tylko kto te ich pełne sukcesu fimy widział…zwłaszcza te zrobione w Kanadzie :)))).może na jakimś specjalnym kanale?..pozdrawiam

Dodaj komentarz