Dolny Śląsk zacznie korzystać z ciepłych wód

Karpacz chce czerpać ciepłą wodę spod ziemi. Na razie mało kto korzysta u nas z gorących źródeł. Karpacz rozpoczął starania o korzystanie z zasobów gorących wód znajdujących się pod miastem. Na początek gmina chce wywiercić 100 otworów sondujących. Te prace mają pochłonąć ok. trzech mln zł.

– Źródeł termalnych szukali w Karpaczu już Niemcy. Według zachowanych informacji, ich badania były obiecujące. Potwierdzają to też polscy naukowcy. Do optymizmu skłaniają nas również informacje od inwestorów, którzy wiercili ostatnio na terenie miasta studnie głębinowe – mówi Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza miasta.

Studnia powstającego w centrum miasta kompleksu basenowego już na głębokości ok. 30 m osiągnęła wydajność 140 metrów sześciennych wody na dobę. Możliwość istnienia pod Karpaczem sporych zasobów wód termalnych potwierdza doktor Józef Fistek, hydrogeolog z Polskiej Akademii Nauk, który w przeszłości badał ten rejon.
– Nie prowadziłem odwiertów, tylko analizę geologiczną. Przesłanki są interesujące – twierdzi naukowiec.

By rozpocząć wiercenia, gmina musi zdobyć fundusze. Do współpracy chce zaprosić dwa inne miasta z państw należących do Unii Europejskiej. To warunek niezbędny do tego, by Komisja Europejska dała pieniądze. Pomoc w nawiązaniu międzynarodowych kontaktów zaoferował dolnośląski urząd marszałkowski.

– Wiedza na temat źródeł może być kapitałem miasta, który przyciągnie do nas kolejnych inwestorów chcących wybudować obiekty w oparciu o te zasoby. Mogłyby to być zarówno baseny, jak i geotermiczny zakład ciepłowniczy – tłumaczy Rzepczyński.

Zdaniem doktora Józefa Fistka, geotermia na Dolnym Śląsku to technologia przyszłości. Mogłoby z niej skorzystać wiele miast, np. Bolesławiec lub Bystrzyca Kłodzka.

W Polsce z geotermii korzystają już między innymi mieszkańcy Podhala, gdzie ciepło z ziemi ogrzewa domy. Geociepłownie istnieją również w okolicach Szczecina i Żyrardowa. Używana w nich technologia jest kosztowna. To główny hamulec w rozwoju geotermii. Od trzech do czterech mln zł kosztuje wywiercenie otworu wydobywczego. A to zaledwie kilka procent kosztów całej inwestycji.

W jeleniogórskich Cieplicach, słynnych z wód termalnych, dotąd w pełni ich nie wykorzystano. Uzdrowisko do celów leczniczych pobiera zaledwie 10 proc. tego, z czego mogłoby korzystać. Najbardziej wydajny odwiert (z możliwością wydobycia 45 metrów sześciennych na godzinę) nie jest obecnie eksploatowany z powodu braku pieniędzy. Wprawdzie dostępem do gorących źródeł interesują się miasto Jelenia Góra i inwestorzy, ale budowa basenów nadal istnieje tylko w planach.

W Polanicy-Zdroju samorządowcy wywiercili pięć otworów poszukiwawczych. Roboty kosztowały ponad milion zł. Na głębokości 400 m natrafiono na wodę o temperaturze nieco ponad 20 stopni. To mało, więc prace zostały przerwane. Gmina nie dostała koncesji na dalsze wiercenia i otwory zaczopowano.

– Wyniki naszych poszukiwań nie były obiecujące – mówi Dariusz Kupiec, wiceburmistrz Polanicy.

W lepszej sytuacji są Duszniki-Zdrój, gdzie udało się zakończyć prace poszukiwawcze.
– Nawierciliśmy aż 30 dziur. Potem jedną głęboką na 1700 metrów. I to jest to – mówi z zadowoleniem Grzegorz Średziński, burmistrz Dusznik. – Wydajność naszego geotermalnego złoża to 30 metrów sześciennych wody o temperaturze 56 stopni na godzinę.

W tej chwili trwają dodatkowe prace badawcze. Po ich zakończeniu władze uzdrowiskowego miasta planują utworzenie spółki, która zajmie się eksploatacją gorącej wody i wykorzystaniem jej w kompleksie krytych i otwartych kąpielisk.

Rafał Święcki – POLSKA Gazeta Wrocławska

Facebook

Dodaj komentarz