Dzieci ze Zgorzelca sprzedają krew za euro

Krew ratuje życie. Dla młodych ludzi w Zgorzelcu jest także sposobem na zarobienie kilkudziesięciu euro. W pogoni za pieniędzmi stracili rozsądek. Młodzi Polacy za euro masowo oddają krew. W Görlitz nikt nie kontroluje, jak często to robią.

Bez szkody dla zdrowia osocze można oddawać w ciągu roku 20 razy i nie więcej niż 15 litrów. Tymczasem uczniowie zgorzeleckich szkół oddają krew co kilka dni w niemieckiej firmie Haema, która prowadzi stację w Görlitz. Za euro, które dostają od Niemców jako rekompensatę za stracony czas, kupują kosmetyki, ciuchy alkohol i papierosy.

– Za pierwszym razem dostajesz 20 euro – tłumaczy 18-letni Tomek, uczeń ze Zgorzelca. – Za drugim i kolejnymi pobraniami wypłacają po 15 euro. A kiedy przychodzisz piąty raz, jest premia – 30 euro

.

Tomek oddaje krew w Blutspendezentrum za Nysą od stycznia. Namówili go koledzy. Do niemieckiej stacji krwiodawstwa chodzą już całe klasy.

– Pod koniec tygodnia trzeba czasem czekać nawet po kilka godzin na pobranie – zdradza Piotrek, uczeń jednego ze zgorzeleckich liceów. Pieniądze za osocze przeznacza na sobotnie imprezy.

Andrzej Weychan, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych im. Emilii Plater w Zgorzelcu, martwi się o swoich uczniów. Przyznaje, że zjawisko sprzedawania krwi przybiera niepokojące rozmiary. Potwierdza to Teresa Trent, pielęgniarka szkolna.

– Niedawno zorganizowaliśmy akcję honorowego oddawania krwi. Zgłosiło się ponad stu uczniów. Z tej grupy mogliśmy pobrać krew jedynie od 34 osób. Reszta była świeżo po oddaniu osocza w Niemczech – opowiada.

W szkole coraz częściej zdarzają się przypadki omdleń i zasłabnięć.

– Na początku zastanawiałam się, skąd to się bierze. Teraz już wiem – mówi pielęgniarka.

Teresa Trent ma bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Uczniowie przychodzą do niej czasem ot tak, pogadać, wyżalić się. To właśnie ona jako pierwsza dowiedziała się o krwawych wycieczkach za Nysę.

Młodzi ludzie sprzedają krew w Görlitz średnio raz na tydzień, a niektórzy nawet częściej.

– Znam uczniów, którzy od listopada oddawali w ten sposób krew po 30-40 razy, za każdym pobraniem po 750 ml! – alarmuje Teresa Trent.

Potwierdza to Piotrek. – Sam staram się nie przesadzać i chodzę raz na tydzień, ale znam takich, którzy robią to częściej.

– Polskie pielęgniarki, które tam pracują, mówią żeby nie przesadzać. Nie oddawać za często. Ale Niemki nawet nie mrugną – dodaje Tomek.

Lekarz Marek Sadowski jest przerażony. – To wypłukiwanie z organizmu najcenniejszych składników – przestrzega. – Młodzi ludzie narażają się na anemię i osłabienie układu immunologicznego – alarmuje.

W Görlitz o zbyt częstym oddawaniu krwi przez młodych Polaków nikt rozmawiać nie chce.

– Nie ma kierownika. Proszę telefonować do dyrekcji w Dreźnie – doradza młoda Polka pracująca w centrum jako pielęgniarka.

Dr Elisabeth Ulrich z oddziału firmy w Dreźnie jest grzeczna, ale stanowcza. Zapewnia, że w stacji krwiodawstwa w Görlitz wszystko jest pod kontrolą i absolutnie nie dochodzi tam do częstszych niż to dopuszczalne pobrań krwi. Firma Haema skupuje krew i osocze, które sprzedaje do Austrii. Z osocza produkuje się immunoglobuliny, leki wzmacniające układ odpornościowy.

Jednak z relacji uczniów wynika, że nikt nie kontroluje, czy poprzednio krew oddawali cztery, czy czternaście dni temu. A system ewidencji w niemieckiej firmie polega na tym, że przy pierwszej wizycie dostaje się książeczkę, w której jest miejsce na pięć wpisów. Po piątej wizycie krwiodawca dostaje kolejną.

O wyniszczającym pobieraniu krwi wiedzą już władze powiatu i burmistrzowie.

– Będziemy rozmawiać na ten temat z niemieckimi partnerami – obiecuje Rafał Gronicz, burmistrz Zgorzelca. Rozmowy z firmą Haema zapowiada też Małgorzata Sokołowska, zastępca burmistrza Pieńska, skąd także wielu uczniów oddaje w Görlitz krew. Już raz dzwoniła do Drezna. Usłyszała, że nie mają zarejestrowanych dawców z Pieńska. Obiecuje, że poprosi o wyjaśnienia na piśmie.

Tomek i Piotrek deklarują, że odtąd będą oddawać krew na osocze rzadziej. Pielęgniarka Teresa Trent im jednak nie wierzy.

– Oni zawsze tak mówią, a potem robią po swojemu – uważa.

Janusz Pawul – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz