Gerhart Hauptmann i Wiesenstein

Przemysław Wiater

Jagniątkowski „Haus Wiesenstein”- Dom Gerharta Hauptmanna

Jagniątków (dawniej Agnetendorf, od 1945 Agnieszków, od 1946 Jagniątkowo, od 1947 Jagniątków od 1999r. Jelenia Góra) to spokojna, karkonoska wieś o luźnej, łańcuchowej zabudowie. Położona w dolinie podgórskiego potoku Wrzosówka i dopływów na wysokości od 445 do 575 m.n. p. m. Od południa dominuje nad wsią, która od 1976 r. znajduje się w granicach administracyjnych miasta Piechowice, masyw Wielkiego Szyszaka – 1509 m.n.p.m.. Poniżej rozciąga się polodowcowy Czarny Kocioł zwany też Jagniątkowskim, który jest objęty ścisłą ochroną rezerwatową. Na łące rozpościerającej się na najwyższej morenie Kotła leży Wędrujący Kamień – tajemniczy, owiany wieloma legendami granitowy blok skalny zmieniający, jak już zanotowano w XVIII wieku, swoje położenie. Przesunięcia te mogły być spowodowane lawinami śnieżnymi, bądź ruchami moreny, na której ten głaz stoi. Już w 1933 r. uznano go za pomnik przyrody w utworzonym wtedy rezerwacie.

Na północny – zachód od Jagniątkowa wznosi się pokryty świerkowym lasem Grzybowiec (750m.n.p.m.), będący punktem widokowym na Karkonosze i Kotlinę Jeleniogórską. Na północny – wschód, na wysokiej, granitowej skale znajdują się ruiny średniowiecznego zamku Chojnik, który był od dawna popularnym celem wycieczek krajoznawczych.

Właśnie w tej okolicy Gerhart Hauptmann postanowił otworzyć nowy rozdział swojego życia. Na przełomie XIX i XX wieku pisarz znajdował się u szczytu artystycznego rozwoju. W dzienniku zanotował ówcześnie:
„Osiągnąłem obecnie /w twórczości literackiej przyp. tłum./ grań górską, po której teraz kroczę”.

Po rozpadzie małżeństwa z Marią Thienemann Gerhart Hauptmann związał się uczuciowo z młodą Margarethe Marschalk, z którą pozostał do końca życia. Dnia 1 czerwca 1900 r. urodził się syn pisarza i jego przyjaciółki, któremu rodzice nadali imię Benvenuto. Finansowa sytuacja pisarza była w tym czasie , w porównaniu do lat młodości, wyśmienita.
Z publikacji utworów i przedstawień teatralnych pisarz otrzymywał wysokie tantiemy. Jego dzieła zaczęły być tłumaczone na wiele języków, co przydawało mu dodatkowych dochodów. Potrafił zresztą wyjątkowo dobrze zabiegać o własne interesy finansowe, a prawie każdy list z prowadzonej przez niego korespondencji z wydawnictwami czy teatrami właśnie tych spraw dotyczył.

W tej sytuacji, w okresie pomyślnej koniunktury gospodarczej panującej w Niemczech 14 maja 1900 roku Gerhart Hauptmann położył kamień węgielny pod budowę nowego domu w Jagniątkowie. Siedziba została zaprojektowana przez znanego berlińskiego architekta Hansa Griesbacha i otrzymała nazwę „Wiesenstein”. W swojej autobiograficznej powieści – wyznaniu „Buch der Leidenschaft” [„Księga namiętności”] pod datą 20 lipca 1900 r. pisarz tak opisywał budowę wymarzonego domostwa:
„Poziomica i pion, poziomica i sznurek. Sznurek nadaje idealnym liniom postać materialną. Poziome linie, dokładnie wyprowadzone przez poziomicę, pionowe linie doskonale dostosowane do pionu. Pająk, który to przędzie, jest podmajstrzym murarskim, małym, zwinnym, ruchliwym człowiekiem. Wygląda, jakby się uwikłał we własne sieci. Z przędziwa jego rodzą się rzut poziomy i fasada mego przyszłego domu. Potem zostaną położone fundamenty, z których wyrosną mury.
Wrażenie to jest już nieaktualne. Dzisiaj, gdy wraz z Anią [Margarethe Marschalk przyp. tłum.], która czuje się znów dość dobrze, odwiedziłem plac budowy, sterczały już nad ziemią małe i duże bloki z granitu. Nie widzieliśmy robotników, gdyż była to niedziela. Krążyliśmy po prostokątnych polach, po płaszczyznach naszych przyszłych pokoi i mogliśmy się wygodnie przenosić z pokoju do pokoju. Nie udało nam się natomiast na podstawie tego prozaicznego tworu cyrkla wyobrazić blasku i wygody naszego domu.
Trawa na pagórku, na którym rysowały się fundamenty, stratowana była butami, rozkopana kopytami, pobrużdżona śladami kół. Wszędzie wokoło leżały surowe granity lub gruzy granitów, rozszarpanych drutem lub dynamitem. Tu i ówdzie również gotowe obciosane bloki. Naokoło, ułożone symetrycznie warstwami, stały tysiące cegieł. Wszystko to ludzie i konie zwieźli z ogromnym trudem. Woźnice wydawali najdziksze okrzyki, brabanckie konie swoje ostatnie siły. Plac budowy wybrany został bez względu na trudy dojazdu.
Dzień jest piękny. Z dalekich dolin podchodzi głos dzwonów kościelnych. Przed nami pasmo gór. Wielki i Mały Śnieżny Kocioł, Wielki Szyszak.”

Prace budowlane szybko zakończono, a 10 sierpnia 1901 r. Gerhart Hauptmann, Margarethe Marschalk wraz z Benvenuto przenieśli się do nowego miejsca zamieszkania.

Malowniczo położona na końcu wsi posiadłość pokryta została czerwoną dachówką i przypominała raczej niewielki zamek z wieżyczką nawiązujący stylistycznie do modnych w tym czasie rozwiązań odwołujących się do niemieckiego renesansu. Białe, gładkie płaszczyzny ścian fasady zostały malowniczo rozczłonkowane licznymi przybudówkami i podłużnymi oknami w szerokich, granitowych opaskach. Wyrastające ze skalistego podłoża, miejscami grube prawie na metr mury mieściły we wnętrzu okazały hall, pierwotnie znajdujący się w piwnicy basen, wykorzystywany później jako archiwum pisarza, dwa gabinety do pracy, bogatą bibliotekę , pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze. Wokół posiadłość porastał park, którego część posadził sam właściciel.

Kolekcjonerskie i artystyczne zamiłowania pisarza uczyniły z „Wiesenstein” miejsce wyjątkowe. Zewnętrze budynku w 1942 r. według opisu dyrektora legnickiego muzeum dr Wolfganga Scheffera zdobiły:
„Na balustradzie wąskiego tarasu od strony południowej dwie sarny, kopie ze zbiorów antycznego muzeum w Neapolu. Tutaj są też przymocowane do ściany stare, żeliwne płyty piecowe, a przy schodach wejściowych znajduje się ceramiczna figura lwa pochodząca z włoskiego ogrodu wiejskiego. Główne drzwi wejściowe oraz drzwi prowadzące do wieży, w której znajduje się klatka schodowa ozdobione są kopiami dawnych kołatek przedstawiających lwie łby.” Niestety figury te nie zachowały się do dnia dzisiejszego.

Do wnętrza willi wiódł mały przedsionek wprowadzający do Rajskiej Hali [„Paradieshalle”]. Była to wysoka, reprezentacyjna sień o sklepieniu klasztornym, ze schodami wiodącymi na emporę, z której rozchodziły się drzwi do pomieszczeń pierwszego piętra. Empora wsparta została na kolumnach w porządku toskańskim łączących się spłaszczonymi łukami arkadowymi. Na środku Rajskiej Hali, pod emporą, znajdował się kominek. Pomieszczenie to w 1922 r. ozdobił wspaniałymi freskami przyjaciel pisarza malarz Johannes M. Avenarius. Przedstawiały one zaczarowany świat postaci z literackich dzieł Gerharta Hauptmanna. Wśród nich artysta sportretował tuż nad wejściem pod postacią anioła grającego na skrzypcach Margarethe Marschalk.

Autor fresków tak wspominał moment narodzenia się pomysłu:
„I wtedy radośnie powstał szkic tego malowidła. Nagle przeze mnie i przez Hauptmanna przeszło to właśnie, wyobraźnia wstąpiła w nas obu. Życzenia i pomysły lawinowo następowały po sobie, jedne po drugich:
‚Taak …, błogosławiona kraina …, wie Pan…, nieskończona !’ tak marzyliśmy on i ja, jeden przez drugiego: ‚Na tej całej ścianie tutaj … wszystko pełne aniołów, bajecznych stworów, motyli …, wspaniałe ptaki …, kwiaty …, muzyka bez końca ! Drabina niebiańska, a na górze Stwórca ! …
I Adam i Ewa jedzący z drzewa życia ! …Hanusia [tytułowa postać jednego z najbardziej znanych dramatów Gerharta Hauptmanna] wzlatuje z dziecięcą świtą tam do błogosławionej krainy w Królestwie Niebieskim ! …’ kreśliliśmy w marzeniach. ‚ I to wszystko przede wszystkim musi być pełne szczęśliwego zgiełku ! …’ Potem znów pytanie: ‚ Co natomiast zrobimy tutaj ?… A tutaj ?…’ i natychmiast rozwiązanie: ‚ Tutaj na łukach wspierających emporę przyjdzie wszystko na co oczekuje Ślązak, co pod jego niebem koniecznie musi istnieć: kaczki i gęsi, kozy i krowy, doroczny jarmark i festyn strzelecki …, cała miska pełna klusek, fajka z tytoniem i bożonarodzeniowa choinka …, wszystko obok siebie i pomiędzy sobą wymieszane i posłuszne niebiańskiej radości !’ I dla tego miejsca to, a dla tamtego tamto. W tych pięć minut hala została w naszych oczach cała wymalowana.”

W Rajskiej Hali wisiał też portret Margarete Marschalk pędzla Lovisa Corintha, zdobiły ją późnogotyckie rzeźby przedstawiające św. Małgorzatę, św. Marię i innych świętych. Na honorowym miejscu, na balkonie empory po prawej stronie znajdowało się duże popiersie Goethego autorstwa Davida d’Angers, gdyż Hauptmann był gorącym wielbicielem talentu tego najwybitniejszego poety niemieckiego romantyzmu. Pomieszczenie uzupełniały stylowe komody i szafy, zawierające część biblioteki oraz zbiorów graficznych.

W bibliotece znajdował się cenny zbiór antycznych monet, wielka ilość przechowywanych w szafach książek, oraz kopie antycznych posągów świadczące o nieprzemijającej miłości Gerharta Hauptmanna do rzeźby i świata starożytnego. Na ścianach wisiały fotografie starożytnych świątyń w Paestum, Agrigente i Segesta , reprodukcja „Ostatniej wieczerzy ” Leonarda da Vinci, na gzymsie stał model żaglowca „Alabama”, na którym lord Byron popłynął do Grecji, a dalej pod sufitem zawieszona była kopia kameruńskiej, kolorowo pomalowanej łodzi.

Cały dom był przepełniony dziełami sztuki i pamiątkami z licznych podróży Gerharta Hauptmanna. Ulubionym miejscem pracy pisarza był pokój w wieży, w którym pracował samotnie, bądź przechadzając się po nim dyktował utwory Margarethe Marschalk lub sekretarce. Tutaj powstał jeden z najpiękniejszych wierszy pisarza zatytułowany „Turmzimmer„. – „Pokój w wieży

O tym pokoju rzec można tak,
Że wie o złych godzinach i dniach
Samotnym czuwaniu w chorych nocach.
Gdzie okno, przez które uleciał sen,
Troskę i smutek wpuściło weń.
Lecz także we wszystkich ich
Przepychu mocach,
Magia księżyca i żaru tchnienie
Ciężkie, gryzące, z łąk zamglenie

[…]
Jagniątków 2.06.1929

Czas w „Wiesenstein” upływał w spokojnej , rodzinnej atmosferze. Pisarz wiódł niezwykle regularny tryb życia. Wstawał o poranku jako jeden z pierwszych domowników, gimnastykował się, brał poranną kąpiel, której latem zażywał w pobliskim, nie istniejącym dziś stawie. Po obfitym śniadaniu udawał się na swój słynny twórczy spacer „Produktivspaziergang”, podczas którego powstawały pomysły do nowych utworów literackich. Zapisywał je w notesie, który zawsze nosił przy sobie. Po obiedzie i poobiedniej drzemce, która kończyła się zazwyczaj około godziny 17, następował czas na właściwą pracę literacką. Trwała ona do wystawnej kolacji, do której z reguły zasiadano w większym towarzystwie, gdyż dom Hauptmannów często nawiedzali goście. Po posiłku, przy lampce szlachetnego czerwonego wina, autor odczytywał zebranym fragmenty nowopowstałych utworów, a rozmowy i dyskusje przeciągały się nie raz do późna w nocy. Odwiedzającymi „Wiesenstein” byli najczęściej długoletni przyjaciele pana domu, pisarze Wilhelm Bölsche, Hermann Stehr czy malarze Ludwig Hoffmann, Otto Mueller, Artur Ressel. Pozostawiali po sobie serdeczne wpisy w obszernej księdze gości jagniątkowskiego domu.

„Wiesenstein” stał się dla pisarza miejscem, którego od momentu rozpadu małżeństwa z Marią Thienemann tak usilnie poszukiwał. Pomimo częstych w życiu pisarza podróży zawsze tu chętnie powracał. Właśnie tutaj Gerhart Hauptmann spędził największą część twórczego życia. Fascynacji górami dał wyraz w wierszu „Karkonosze”:

To, co wielkiego w Tobie tkwi,
Wy góry świata, bliskie mi.
Burza, która przerywa Twoją noc,
W niej jest demonów wielka moc.
Temuś Ty obcy, ten brat nasz –
A prawdą Twoją dawna baśń.
I wielką siłą milczenie Twe,
Wściekle powala lasy, pnie.
Z pokorą znosisz zimowy śnieg,
Dla nas to zbytek łaski jest.
Nie góry; nie złamiecie nas:
Śmiejemy się wam prosto w twarz.

tłum. P. Wiater

W karkonoskiej atmosferze pisarz mógł się w pełni oddać pasji literackiej. Pod koniec 1900 roku doszło do premiery przedstawienia „Michael Kramer” – dramatu rodzinnego opartego na konflikcie pomiędzy ojcem a synem, wynikającym z różnic w pojmowaniu sztuki i życia. Sztuka była oparta na wspomnieniach Gerharta Hauptmanna z okresu studiów artystycznych we Wrocławiu i cieszyła się dużym uznaniem , szczególnie w kręgach intelektualnych oraz literackich.

W ostatnich miesiącach 1902 roku w Wiedniu i Berlinie wystawione zostało z powodzeniem nowe dzieło dramatyczne Gerharta Hauptmanna pod tytułem „Der arme Heindrich. Eine deutsche Sage.” Był to symbolistyczny dramat o wydźwięku neoromantycznym, którego treścią stało się dawne podanie o cudownym uzdrowieniu trędowatego rycerza i jego szczęśliwie zakończonej miłości do prostej dziewczyny z ludu.

W kwietniu 1903 roku Gerhart Hauptmann zasiadł na ławie przysięgłych w procesie o dzieciobójstwo, który toczył sie przed jeleniogórskim sądem. Sprawa zakończyła się uniewinnieniem młodej robotnicy rolnej, do czego doszło przy dużym zaangażowaniu ze strony pisarza. Wydarzenie to stało się impulsem do powstania naturalistycznej tragedii zatytułowanej „Rose Bernd”, której akcja rozgrywa się na Śląsku, w środowisku wiejskim. Główna bohaterka utworu, osaczona i prześladowana przez mężczyzn, którymi kierują pobudki egoistyczne, doprowadzona zostaje do tragicznego czynu. Prapremiera dzieła miała miejsce, jak większość sztuk Gerharta Hauptmanna w berlińskim Deutsches Theater dnia 31 października 1903 roku.

Surowy na zewnątrz „Wiesenstein” przyjął pod dach swoich gospodarzy, którzy znaleźli tutaj wymarzoną przystań. Gerhart Hauptmann w przywoływanej już wcześniej „Buch der Leidenschaft” tak opisywał atmosferę panującą w tym miejscu:
„Dom jest więc już jako tako zamieszkały, nie tylko przez koboldy czy puki, lecz, Bogu dzięki, również przez inne godniejsze skrzaty. Rządzi nim na przykład duch muzyki, którego Ania wyzwala przy pomocy skrzypiec.
Wszystkie dobre duchy chwalą pana tego domu, jak ja chwalę w nim wszystkie dobre duchy. Jest ich dosyć, a my cieszymy się z owych larów i penatów. Owe dobre bóstwa przetrwają nie tylko wszystkie niesprawiedliwości dzikiej i kapryśnie zmiennej natury, której burzliwe sygnały prawie nie ustają, ale powodują także, że żaden z jej uroków nie omija tego domu.”

Wyjątkowy był styl pracy czterdziestoletniego pisarza, obfitość wątków i podejmowanych przez niego gatunków literackich. Sam autor najczęściej pracował nad kilkoma tematami równocześnie. Jego twórczość, tak gorąco przyjmowana w Niemczech, zaczęła wywoływać coraz większy oddźwięk również za granicą. W 1905 roku Gerhart Hauptmann otrzymał na uniwersytecie oksfordzkim tytuł „doctor litterarum honoris causa”, w kraju przyznano mu nagrody Grillparzera i Schillera. W rok później dochodzi do druku w wydawnictwie u serdecznie zaprzyjaźnionego z pisarzem Samuela Fischera pierwszej niemieckiej edycji dzieł zebranych Gerharta Hauptmanna, która ukazała się w sześciu tomach.W jagniątkowskim zaciszu powstają kolejne powieści „Der Narr in Christo Emanuel Quint”, „Atlantis”, „Die Ratten”, „Der Ketzer von Soana”, „Die Insel der großen Mutter”. W grudniu 1912 roku Królewska Szwedzka Akademia Nauk przyznała Gerhartowi Hauptmannowi za całokształt twórczości literacką Nagrodę Nobla. Był czwartym niemieckim literatem wyróżnionym tym zaszczytnym tytułem.

Wybuch pierwszej wojny światowej zaskoczył pisarza, który odbywał właśnie jedną z licznych wypraw samochodowych w okolicach Münster. Początkowo dał się on ponieść fali oficjalnej propagandy pisząc kilka patriotycznych wierszy, z czasem zmienił stanowisko na zdecydowanie antywojenne. Po zakończeniu działań wojennych Gerhart Hauptmann poparł gorąco powstanie Republiki Weimarskiej intensywnie angażując się w życie publiczne. Popierał roszczenia niemieckie do całego Górnego Śląska, szczególnie w okresie plebiscytów. Zdobyta w tym czasie popularność przyniosła mu przydomek „król republiki” – „König der Republik”.

Prowadzone na wysokiej, wręcz książęcej, stopie życie w „Wiesenstein” oraz liczne podróże wymagały stałych, wysokich dochodów. W latach powojennego kryzysu gospodarczego zapewniły je dodatkowe honoraria z kinowych adaptacji dzieł pisarza. Do najbardziej znanych adaptacji filmowych należały „Die Weber”, „Fuchrmann Henschel”, „Rosa Bernd”, „Elga”, „Die Ratten” czy „Hanneles Himmelfahrt”.

Po dojściu hitlerowców do władzy Hauptmann wycofał się z czynnego życia politycznego do swojego jagniątkowskiego azylu. Nie udał się na emigrację za granicę, niemniej nie potępił też oficjalnie totalitarnego systemu, który zapanował w Niemczech. Jego postawę wobec otaczającej go w tym czasie brunatnej rzeczywistości najkrócej scharakteryzować może chyba ulubione w swoim czasie przez pisarza, wypowiadane w gwarze śląskiej:
Nu jo, jo … nu ne, ne„. Na rok 1942 przypadła osiemdziesiąta rocznica urodzin pisarza. Starał się on w miarę możliwości zdystansować od wykorzystania jej do celów politycznych. Największą radość sprawiło mu jubileuszowe wydanie dzieł zebranych, które choć częściowo ocenzurowane, ukazały się w 17 tomach.

Ostatnie lata swego bogatego życia Gerhart Hauptmann spędził w ukochanym Jagniątkowie. Zapadający coraz częściej na zdrowiu, starał się kontynuować działalność literacką. W lutym 1945 roku przeżył bombardowanie Drezna, z szoku po którym pisarz już się nie potrafił otrząsnąć. W maju 1945 roku Jagniątków został zajęty przez oddziały Armii Czerwonej. Dla Gerharta Hauptmanna i jego domowników polski Minister Kultury i Sztuki wystawił specjalny list biorący dom i park pod szczególną opiekę. Polskie władze starały się w miarę swoich skromnych możliwości zapewnić pisarzowi dobre warunki bytowe. Wiosną 1946 roku w wyniku przymusowego wysiedlenia ludności niemieckiej ze Śląska, również Gerhart Hauptmann musiał opuścić swój dom. Poczynione zostały już stosowne przygotowania do przeprowadzki do Berlina, a władze polskie oddały do dyspozycji pisarza specjalny pociąg, który miał zabrać bogate wyposażenie domu. Pod koniec maja, gdy ukończono już praktycznie przygotowania do wyjazdu, osiemdziesięcioczteroletni pisarz uległ przeziębieniu, które szybko przerodziło się w zapalenie płuc. Gorączka gwałtownie wzrosła, 3 czerwca Hauptmann stracił przytomność. Jego ostatnie słowa wypowiedziane na łożu śmierci w „Wiesenstein” brzmiały: „Czy jestem jeszcze w moim domu ?”

Specjalny pociąg odwiózł zwłoki pisarza w ostatnią podróż na wyspę Hiddensee, gdzie zgodnie ze swoją ostatnią wolą został pochowany, a Margarethe Hauptmann rozsypała nad grobem ziemię, którą zabrała z Jagniątkowa.

Facebook

Dodaj komentarz