GOPR ma łączność

Ratownicy sprawniej udzielą nam pomocy. Nowa cyfrowa łączność trafi do GOPR w Sudetach.
Ratownicy z karkonoskiej i wałbrzysko-kłodzkiej grupy GOPR jako pierwsi w Polsce dostaną nowy, cyfrowy system łączności. Montaż urządzeń rozpocznie się w ciągu kilku najbliższych dni.

W dalszej kolejności cyfrowe radiotelefony trafią do pozostałych pięciu grup regionalnych GOPR w całej Polsce.

To dla ratowników oznacza prawdziwą rewolucję w komunikacji. Dotąd GOPR – podobnie jak pogotowie ratunkowe, straż pożarna i policja – używało sprzętu analogowego, ale systemy tych służb nie były kompatybilne. Ratownicy nie mogli więc bezpośrednio z nimi rozmawiać. – Pracowaliśmy w paśmie 80 MHz, podczas gdy inne służby pracują w zakresie 145-170 MHz – tłumaczy Jacek Dębicki, naczelnik pogotowia górskiego.

Po przejściu na system łączności cyfrowej ratownicy dostaną nowe pasmo w zakresie 168-172 MHz. Cyfrowe radia bez problemu połączą się też z odbiornikami pracującymi w starym systemie.

– Dzięki temu z kierowcą jadącej do poszkodowanego karetki będzie się więc mógł połączyć ratownik wprost z miejsca akcji – wyjaśnia Maciej Abramowicz, naczelnik grupy karkonoskiej GOPR.
Dotychczas musiał z nim rozmawiać za pośrednictwem ratownika dyżurującego w stacji centralnej, bo jedynie tam stało radio pracujące na częstotliwościach innych służb.
Gdy na miejscu akcji potrzebny był śmigłowiec, radiowa rozmowa z pilotami wymagała aż dwóch pośredników.

– Ratownik z miejsca akcji najpierw łączył się z ratownikiem dyżurnym, ten przez inne radio musiał się połączyć z dyspozytorem pogotowia. Dopiero on przekazywał informację pilotowi. To ogromnie utrudniało działania ze śmigłowcem, z którego pomocy korzystaliśmy w tym roku 6 razy – mówi Mariusz Rzepecki, zastępca naczelnika grupy wałbrzysko-kłodzkiej.

Karkonoskie GOPR w tym roku używało śmigłowca aż 12 razy i ratownicy też zwracali uwagę na problemy z nawiązaniem łączności.
– Śmigłowce mogliśmy naprowadzać do lądowania jedynie znakami sygnałowymi z ziemi. Można w ten sposób dokładnie posadzić maszynę, ale bezpośrednia łączność na pewno by się przydała – mówi Krzysztof Czarnecki, szef wyszkolenia ratowników w grupie karkonoskiej.

Będzie to możliwe, gdy do rąk ratowników w Karkonoszach trafi 30 sztuk nowych, przenośnych radiotelefonów. Dostaną też cztery zestawy samochodowe i 15 radiostacji stacjonarnych. By uruchomić system, trzeba jeszcze zamontować na szczycie Góry Szybowcowej i na Stogu Izerskim stacje przekaźnikowe, które zwiększają zasięg radiotelefonów. Ich montaż zacznie się w ciągu najbliższych dni.
Dotychczas w wielu miejscach gór ratownicy nie mieli zasięgu. Problemy z nawiązaniem łączności były w karkonoskich kotłach i w głębszych dolinach Masywu Śnieżnika.

By pokryć zasięgiem sieci cały obszar swego działania, grupa wałbrzysko-kłodzka zamontuje stacje przekaźnikowe aż w czterech punktach: na szczycie Wielkiej Sowy, na górnej stacji jednego z wyciągów w Zieleńcu, na Czarnej Górze i w okolicach Stronia Śląskiego.

Jeśli te stacje nie wystarczą, urządzenia zostaną też zamontowane w Górach Wałbrzyskich w okolicach Mieroszowa.
Grupa karkonoska ma inny pomysł na poprawę zasięgu w swoim rejonie. Jedną ze stacji przekaźnikowych zamontuje w terenowym samochodzie. W razie akcji w kotłach stacja przejedzie po prostu w wybrane miejsce, by pokryć ten rejon zasięgiem. – Radiotelefony cyfrowe odrzucają zakłócenia. Odbierają je jako błędy, co pozwala na eliminację wszelkich szumów – mówi ratownik Mariusz Rzepecki.

Technika zwiększy też bezpieczeństwo samych ratowników. Każdy radiotelefon jest wyposażony w odbiornik GPS, który pozwala na jego lokalizację. Ponadto sprzęt samoczynnie wysyła sygnał SOS, jeśli urządzenie przez chwilę nie zmienia położenia. Szybciej też można odnaleźć zaginionego.

Rafał Święcki – POLSKA Gazeta Wrocławska

Facebook

Dodaj komentarz