Hrabia Wojciech Dzieduszycki

Zmarł hrabia Wojciech Dzieduszycki.
Wojciech Dzieduszycki dla większości Dolnoślązaków był i będzie legendą. Zmarł w nocy z piątku na sobotę. We śnie. Przez kilkanaście ostatnich dni był bardzo osłabiony. Miał 96 lat.

IPN-owskie dokumenty ujawniające dwa lata temu jego współpracę ze służbami bezpieczeństwa podzieliły trochę te sympatie. Choć przyznał się do tego i przeprosił. Zrzekł się tytułu honorowego obywatela Wrocławia, który otrzymał w roku 1999. Większość ludzi starszych wybaczyła popularnemu Tuniowi – tak go nazywali przyjaciele i znajomi. Młodsi, niepamiętający czasów PRL-u, nie są tacy tolerancyjni.

Te smutne fakty nie mogą jednak zasłonić Jego sylwetki, jako postaci wyjątkowej w budowaniu kulturalnej tożsamości Wrocławia i Dolnego Śląska.

Był absolutnym symbolem lwowskich korzeni wielu mieszkańców Dolnego Śląska. Urodził się w Jezupolu koło Stanisławowa, na dzisiejszej Ukrainie. Wojciech hr. Dzieduszycki herbu Sas odebrał staranne wykształcenie. Studiował na Wydziale Rolnym i Mechaniki Rolnej Politechniki Lwowskiej, skończył też Konserwatorium Muzyczne we Lwowie. Był utalentowanym śpiewakiem i aktorem.

Do Wrocławia przyjechał w roku 1947. Zaangażował się do teatru, ale został dyrektorem młynów zbożowych i założył Technikum Młynarskie. Był autorem receptury pszennej mąki wrocławskiej.

Jednak nie młyny i mąka były prawdziwą pasją Tunia, ale rodzące się na tych ziemiach życie kulturalne, które komentował w prasie i je twórczo kreował. Był bez wątpienia postacią renesansową. Ponieważ tęsknił za sceną, założył z żoną kabaret „Dymek z papierosa”, który bawił i wzruszał Polaków przez 18 lat.

Powołał do życia Festiwal Chopinowski w Dusznikach-Zdroju. Maczał palce przy festiwalu moniuszkowskim w Kudowie-Zdroju, powstaniu Filharmonii Wrocławskiej, a wcześniej zawodowej orkiestry symfonicznej. Był jednym z inicjatorów powołania do życia wrocławskiego ośrodka telewizji. Wymyślił Orfeusza – nagrodę przyznawaną na festiwalu Warszawska Jesień. Był też członkiem założycielem miesięcznika literackiego „Odra”.

Zakładał i prezesował najróżniejszym stowarzyszeniom artystycznym. W roku 2005 spełniło się ostatnie z Jego marzeń. Odsłonięto pomnik Fryderyka Chopina.
Piszę o śmierci Tunia po raz drugi. Pierwszy raz żegnałem Go na łamach gazety 10 lat temu. Był pierwszą osobą, która mi ten kardynalny błąd dziennikarski wybaczyła. Przywołam Jego obraz jeszcze raz w najbliższym Magazynie tygodniowym naszej gazety.

POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz