Kaplica św. Anny nad Źródłem Miłości

Wiele osób nabiera wody w usta z Dobrego Źródła położonego na zboczu Grabowca w Sosnówce Górnej koło Karpacza i okrąża z nią siedem razy kaplicę św. Anny. Kto nie uroni ani jednej kropli, ma zagwarantowaną wielką miłość. Tak przynajmniej mówi stare podanie.

Kaplica św. Anny w maju

Miejsce to otaczane było kultem już w czasach neolitu. Mogą świadczyć o tym nieliczne znaleziska archeologiczne, dokonane przed 1945 rokiem. Na zboczu Grabowca na wysokości od 680 do 700 m n.p.m. znaleziono m.in. kamienne i krzemienne siekierki, które przechowywano w cieplickich zbiorach Schaffgotschów. Okoliczna ludność, uznająca wodę z Dobrego Źródła za cudowną, uważała ją za pomocną w wielu chorobach. Nic więc dziwnego, że miejsce to obrosło licznymi podaniami ludowymi.

Według jednego z nich, Dobre Źródło odkrył pewien książę tropiący rannego jelenia. Gdy dotarł za nim na Grabowiec, zobaczył zwierzę kąpiące się w strumieniu. Po chwili rogacz wyskoczył na brzeg i tyle go widziano. Ozdrowiał. Okazało się, że jelenia wyleczyła woda ze źródła. Tyle legenda.

Prawdą jest jednak, że wszystko zaczęło się od wspomnianego źródła (668 m n.p.m.), nazywanego Dobrym Źródłem, Źródłem Miłości lub Świętym Źródłem, a miejsce to Babią Ścieżką, Ścieżką Czarownic czy Pogańską Doliną, co może świadczyć o tym, że oddawano się tutaj praktykom magicznym. Badacze niemieccy, wiążący to miejsce z pogańskimi wierzeniami, uważali, że miejscowa ludność czciła tutaj siły przyrody i bóstwa związane ze źródłami i wodą. Uważa się wręcz, że Dobre Źródło to najstarsze miejsce kultowe po polskiej stronie Karkonoszy. Nie dziwi więc zbudowanie na zboczu Grabowca kaplicy. Chrześcijaństwo walczyło z kultem pogańskim Słowian anektując ich miejsce święte. O to, by na Grabowcu powstałą kaplica, postarali się najprawdopodobniej strzegomscy joannici (zakon rycerski powstały w 1137 roku w Jerozolimie), którzy otrzymali od księcia Bernarda Lwóweckiego w 1281 roku Cieplice Śląskie wraz z 250 łanami „roli, łąki i lasu”. Przekazanie im cieplickiego „Ciepłego Źródła” („Calidus Fons”) stanowiło naturalną konsekwencję faktu, iż był to wówczas jedyny zakon opiekujący się chorymi – jako pierwszy prowadzi w Europie szpitale.

Fundacje księcia Bolka i hrabiego Schaffgotscha

Kronika parafii Sobieszów podaje, że pierwsza wiadomość o kaplicy na Grabowcu pochodzi z 1212 roku, gdy okoliczni mieszkańcy schronili się w niej po powodzi, spowodowanej oberwaniem chmury. Jest to wielce prawdopodobne, skoro książę świdnicko – jaworski Bolko II Mały (1310 – 1368) przekazał w 1366 roku na odnowienie „kaplicy świętego źródła” na Grabowcu 3 marki srebra czynszu z dóbr Świerzawy, co było znaczną kwotą. Niektóre źródła podają, że książę mógł być obok joanitów współfundatorem kaplicy. Są jednak i tacy autorzy, którzy przesuwają datę powstania kaplicy na zboczu Grabowca na rok 1203, a więc czasy panowania Henryka Brodatego.

Niestety, pierwotna kaplica została zniszczona w okresie wojen husyckich. Uczyniła to podczas jednego z wypadów w te okolice grupa husytów, ukrywająca się w niewielkiej dolinie na zboczu Grabowca ( określana jest ona obecnie mianem Husyckich Kątów). Podaje się tutaj przedział 1426 – 1432, gdyż dokładniej daty tego zdarzenia nie ustalono. Drewniana kaplica św. Anny odbudowana została w połowie XV wieku według niektórych źródeł przez Liebenthala – mieszkańca Sosnówki powiązanego rodzinnie z Schaffgotschami, a według innych – przez braci Wolke (Melke) i Konrada von Schaffgotsch z Podgórzyna. Niestety, kolejne zniszczenia przyniosła wojna 30 – letnia (1618 – 1648). Hrabia Hans Anton Schaffgotsch z Cieplic postanowił zbudować nową, już murowaną kaplicę. Warto dodać, że należał on do jednego z najpotężniejszych śląskich rodów, posiadającego w Karkonoszach spore majątki. Dość powiedzieć, że ród ten był skoligacony m.in. z Piastami. Rozebranie drewnianej kaplicy kosztowało go 16 guldenów i 30 grajcarów, budowa nowej (w latach 1718 – 1719), murowanej, w stylu barokowym – 200 talarów. Ale było warto – powstała dzięki temu budowla niezwykłe ciekawa: na rzucie elipsy, ze sklepieniami kolebkowymi z lunetkami. Ma wymiary 14×10 metrów, grubość muru dochodzi do 1,7 metra. W ołtarzu głównym – powstałym w 1718 roku z okazji wizyty biskupa wrocławskiego w Sosnówce – umieszczono obraz św. Anny Samotrzeciej, a w antepedium ołtarzowym – herb fundatorów kaplicy (stojący tutaj wcześniej ołtarz główny stał się bocznym) Projekt i budowę kaplicy zlecono Casperowi Antonowi Josephowi Jentschowi (1699 – 1757), urodzonemu w Jeleniej Górze śląskiemu architektowi i budowniczemu, który terminował w Pradze i w Krzeszowie, a następnie pracował w Krzeszowie przy budowie kościółka św. Anny. Warto tutaj dodać, że w 2000 roku, podczas osuszania murów kaplicy św. Anny na Grabowcu, znaleziono spisany po łacinie akt erekcyjny na blasze cynkowej, zamkniętej w piaskowcowej skrzyni. Umieszczony był on w niszy pomiędzy ołtarzem głównym, a lewym ołtarzem bocznym. Obecnie przechowywany jest on na plebanii w Sosnówce, powróci na swe pierwotne miejsce po zakończeniu renowacji kaplicy.

Ołtarz ze Śnieżki

W 1812 roku przeniesiono do kaplicy św. Anny na Grabowcu ołtarz z rzeźbą św. Wawrzyńca z kaplicy na Śnieżce, ponieważ w tym roku zaprzestano odprawiania w niej mszy świętych. Stało się tak po kasacie wielu klasztorów na Śląsku w 1810 roku, gdy przestała istnieć m.in. cieplicka prebenda cystersów, zobowiązanych do sprawowania liturgii w kaplicy na Śnieżce. Doszło nawet do tego, że w 1824 roku urządzono w niej…schronisko (stan taki trwał do 1850 roku).

Ołtarz św. Wawrzyńca przeniesiono do kaplicy św. Anny nieprzypadkowo. Obie świątynie łączył od początku nie tylko ich fundator – rodzina von Schaffgotsch, ale i szlak komunikacyjny. Jeszcze w XIX wieku podróżowano na Śnieżkę głównie Śląskim Traktem, wiodącym koło kaplicy św. Anny na Grabowcu. Była to najstarsza droga prowadząca w Karkonosze. Szlak ten biegł starą, kultową ścieżką do Dobrego Źródła na Grabowcu, skąd zboczem Grabowca i Czoła docierano na Bierutowską Przełęcz. Potem szlak wiódł doliną Pląsawy i koło Małego Stawu na Śnieżkę.

Hrabia Hans Anton Schaffgotsch – fundator kaplicy na Grabowcu – interesował się więc tym miejscem nieprzypadkowo. Od wieków było ono związane z jego rodziną, a ponadto ciągnęły tutaj liczne pielgrzymki nie tylko kuracjuszy z Cieplic.

Przyciągała magia tego miejsca, owianego nimbem tajemniczości i kilkusetnej tradycji. Był zwyczaj, że na hrabiowskim stole pałacu w Cieplicach stały zawsze obowiązkowo dwa dzbany wody z Dobrego Źródła – w ilości dwóch kadzi dowoził ją codziennie do pałacu specjalny wysłannik.

Po 1945 roku kaplica na Grabowcu coraz bardziej niszczała. Wzgórze obrosły samosiejki. Zniknął obraz z ołtarza głównego znany z tak wielu przedwojennych pocztówek. Kaplica św. Anny widoczna była na nich jako główna dominanta wzgórza. Niedawno widok ten powrócił – dzięki pomocy nadleśnictwa „Śnieżka” w Kowarach wycięto samosiejki, kaplica znów widoczna jest doskonale z wijącej się serpentynowo ku górze drogi z Sosnówki do Karpacza Górnego. Niestety, brakuje wciąż wielu elementów wyposażenia kaplicy, rozproszonych po II wojnie światowej, m.in. obrazu z ołtarza głównego. Pozostaje mieć nadzieję, że się kiedyś odnajdą.

Ołtarz na źródle

Najstarsze dokumenty mówią o świątyni św. Anny na Grabowcu jako o „kaplicy przy świętym źródle”. Została zbudowana ona bowiem tak, żeby źródło znalazło się wprost pod ołtarzem. Tryska ze skały. Niestety, wyposażenie kaplicy systematycznie niszczało.
Po wielu latach dociekań okazało się, że przyczyną jest woda.

Ołtarz w kaplicy św. Anny na Grabowcu

Nie pomogło jednak nawet namalowanie obrazów na blasze miedzianej, bo i one ulegały zniszczeniu. Uznano w końcu, że nie ma innej rady, jak wyprowadzić wodę specjalnym kanałem na zewnątrz kaplicy. Stało się to na początku XX wieku. Dzisiaj już wiemy, że zniszczeń dokonywała nie tyle sama woda, co zawarty w niej rad – jest ona słabo radoczynna (9 nCi/dm3) i słabo zmineralizowana.

Przy źródle

Wypływające poniżej kaplicy źródełko otrzymało bardzo ciekawą kamienną obudowę. Pośrodku umieszczono niemiecką nazwę „Dobrego Źródła” („Der Gute Born”). Napis z lewej strony głosił, że w „1212 Wurde diese heilkratfige Quelle erwahnt” („W 1212 roku było święte i lecznicze źródło wspominane”), a z prawej strony, iż „1920 neu Gefasst durch Reichsgrafen Schaffgotsch” („W 1920 roku odnowił je hrabia Rzeszy Schaffgotsch”). Ostatnia renowacja ujęcia źródełka przeprowadzona została mimo toczącej się wojny w latach 1942-43. Dokonał jej ostatni cieplicki Schaffgotsch „ku pamięci” dwóch swoich poległych synów. Jeden z nich – Fryderyk Scgaffgotsch – zaginął 22 września 1939 roku podczas Kampanii Wrześniowej w Polsce.

Kamienna obudowa przykryta była drewnianym dwuspadowym daszkiem, który zniknął po II wojnie światowej. Na szczęście, został on niedawno odrestaurowany. Napisy na kamiennej obudowie są już mało, czytelne, za to tuż obok pojawiło się więcej kraników z ujęciem wody z „Dobrego Źródła”. Opada ona w piaskowcowe poidła.

Dobre Źródło - dwa krany

Zniszczenia w kaplicy po II wojnie światowej nie były dziełem promieniotwórczego pierwiastka , lecz niefrasobliwych ludzi. Wielokrotnie kaplicę dewastowano, a zawilgocenie to wynik sztucznego spiętrzenia wody w zbiorniku obok świątyni. Na szczęście to się zmieniło. Powstał komitet ratowania kaplicy, dzięki któremu zaczyna nabierać ono ponownie dawnego blasku. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale to co już wykonano, może budzić podziw. Odrestaurowano m.in. posadzkę, osuszono i zaizolowano mury (wykonano drenaż), zrekonstruowano witraże, zakonserwowano wstępnie ołtarz główny i boczne. Dzięki temu miejsce to przywrócono do kultu. Z okazji uroczystości patronalnych św. Anny odbywa się tutaj co roku w lipcu odpust, podczas którego zbierane są fundusze na dalszy remont kaplicy. Miejsce to znów żyje. Pierwszy chrzest po II wojnie światowej odbył się tutaj 6 kwietnia 2002 roku, a pierwszy od kilkudziesięciu lat ślub miał miejsce 22 czerwca 2002 roku. Młodzi do kaplicy dotarli – dawnym zwyczajem – w lektykach.

Kaplica św. Anny i gospoda

Być może odzyska kiedyś świetność także górska gospoda koło kaplicy (obecnie jest w rękach prywatnych). Kiedyś mieszkał w niej strażnik kaplicy, można było w niej zjeść (słynęła z pstrągów) i kupić pamiątki, m.in. kartki pocztowe, które opatrywano specjalną pieczątką na dowód, że pocztówkę naprawdę kupiono na wzgórzu. Zwyczaj ten praktykowano w większości sudeckich schronisk. Widać niedowiarków nigdy nie brakowało. Do kaplicy przy „Dobrym Źródle” przybywali nie tylko turyści, ale i pielgrzymi. Świadczyłyby o tym krzyże w miejscowościach na północny – wschód od kaplicy (Głębock, Miłków), wyznaczające trasę pątnikom. Św. Anna jest patronką górników, niewykluczone więc, że wezwanie kaplicy na Grabowcu wiązało się z działalnością w tych rejonach poszukiwaczy złota i innych rud, Walończyków. Być może kaplica służyła początkowo miejscowej ludności, zaś od XIV wieku stała się miejscem świętym, w którym – z powodu trudności z dotarciem – odprawiano msze święte sporadycznie, głównie z okazji odpustów.

Podróże „na drągach”

Na jednej z pocztówek z około 1910 roku z Grabowca widać damę w długiej sukni rodem z Paryża. Wypoczywa przed gospodą razem z partnerem. Być może właśnie tutaj spotkała swą wielką miłość, po tym, jak zaczerpnęła wody ze źródła i obeszła kilkakrotnie kaplicę. Raczej mało prawdopodobne, że poznała swego towarzysza podczas wędrówki na szczyt. Grabowiec mierzy 784 m n.p.m., więc marsz w długiej sukni byłby co najmniej trudny. Ale i na to była rada. Wynajmowano tragarzy lektyk, którzy stacjonowali m.in. w Karpaczu, Sosnówce, Sobieszowie, Piechowicach i Szklarskiej Porębie. Jedna z takich stacji lektyk i przewodników mieściła się w gospodzie koło kaplicy św. Anny na Grabowcu. Tragarze wnosili stąd turystów nawet na Śnieżkę, korzystając ze Śląskiego Traktu. Od 1817 roku zrzeszeni byli oni w „Korpusie przewodników i tragarzy lektyk i bagażu”. Było to chyba najstarsze zrzeszenie tego typu w Europie, skoro podobne, skupiające przewodników górskich w Szwajcarii, powstało dopiero w 1856 roku, a jest uznawane w świecie za pionierskie.

Nadzór nad karkonoskim zrzeszeniem sprawowało kierownictwo królewskiego starosty, co gwarantowało bezpieczeństwo, porządek i uczciwość. Nie stosowanie się do urzędowego cennika groziło odebraniem koncesji. Osoby „puszyste” płaciły za usługę więcej niż szczupłe. Granicę stanowiło 65 kilogramów wagi ciała i 7,5 kilogramów bagażu. Za wynajęcie dwóch osób płaciło się tyle, co za wynajęcie jednego konia wierzchem. Tyle, ze gdy wynajmowano konia, brano również zwykle przewodnika, aby nie pobłądzić. Według informatora Rozalii Saulsonowej z 1849 roku dla Polaków korzystających z uroków Badu w Cieplicach, miejscowi przewodnicy nosili zielone pilśniowe kapelusze. U góry były one wąskie i miały blaszkę, na której ryto nazwisko przewodnika lub adres jego zamieszkania.
W jednej z monografii Karkonoszy z 1840 roku napisano, że zajęcie tragarza jest katorżnicze. Mało, któremu z nich udawało się dożyć późnego wieku. Zdarzało się, że po dojściu na szczyt tragarz mdlał, potem chorował i rzadko powracał do poprzedniego zajęcia.

Jednak widać niewiele robiono sobie z apelów humanistów, skoro interes kwitł. W lektykach podróżowało się wygodnie. Krzesło przymocowywano do dwóch kijów – wnosiły je na szczyt dwie osoby. Stąd określenie „podróżowanie na drągach” (nazwy lektyka wówczas nie używano). Zwyczaj ten utrzymał się aż do I wojny światowej. Chętnych do uprawiania zawodu tragarza nie brakowało – pchała do tego zajęcia nędza, ponieważ tradycyjne w Sudetach tkactwo podupadło. W XIX wieku tragarzy było tak wielu, że – jak odnotował pewien podróżny – „niczym ludożercy rzucali się na biednego wędrowca oferując mu swe usługi…”

Niezwykła „karawana” hrabiego Leopolda

Czasami wycieczki „na drągach” przypominały karawany. Tak było w 1697 roku, gdy na Śnieżkę postanowił wybrać się hrabia Leopold Schaffgotsch. Towarzysząca mu świta liczyła około 20 osób, wśród nich pomniejszego formatu hrabiowie, kamerdyner, leśnicy, dwóch hajduków, stolnik, kucharz, a nawet…egzorcysta – ojciec Eustachiusz z zakonu franciszkanów. Hrabia zabrał go ze sobą na wypadek spotkania Ducha Gór. Była to prawdziwa wyprawa – przypominała bardziej wysokogórską ekspedycję w Himalaje niż na Śnieżkę – hrabiego, jego bagaże oraz co znaczniejsze towarzyszące mu osoby targało na szczyt 90 poddanych!

Jako pierwszy o górze Grabowiec i kaplicy św. Anny pisał po polsku w 1677 roku Teodor Bilewicz, towarzyszący wielkiej peregrynacji po Europie Michałowi Kazimierzowi Radziwiłłowi – podkanclerzowi litewskiemu. Na Grabowiec dotarli w drodze na Śnieżkę. Nie wypadało, aby podróżowali w lektykach, jak – nie przymierzając – niewiasty lub chromi. Dosiedli koni. Prowadził ich przewodnik. Jechali Śląskim Traktem.

Obecnie kaplic św. Anny podlega parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej w Sosnówce (gmina Podgórzyn). Samochód można zostawić przed ośrodkiem wczasowym „Lubuszanin” (dobre obyczaje nakazują, by fakt ten zgłosić jego kierownictwu). Do kaplicy i źródełka można dojść spod „Lubuszanina” w ciągu 10 minut. Koło kaplicy stoi najgrubszy jawor w Karkonoszach – ma kilkaset lat, 4,5 metra w obwodzie i status pomnika przyrody.

Zamek Chojnik widok z Grabowca

Anna Kurek-Perzyńska, Marek Perzyński „Kaplica św. Anny i inne atrakcje Sosnówki”

Facebook

Dodaj komentarz