Największa lawina w historii gór

40 lat temu lawina zasypała całą wycieczkę. Trwała minutę, uratowano jedynie pięć osób.
– Do dziś mam przed oczami tamte wydarzenia. To był makabryczny widok. Zmasakrowane ciała ofiar odnajdywaliśmy co kilka godzin – wspomina Marian Sajnog z Jeleniej Góry, który brał udział w akcji ratunkowej po zejściu największej lawiny w historii polskich gór.

Dokładnie 40 lat temu, 20 marca 1968 roku, ze stoków Karkonoszy do Białego Jaru w Karpaczu osunęła się lawina. 50 tysięcy ton śniegu przysypało 24 turystów: czterech Polaków, czternastu obywateli ZSRR i sześciu mieszkańców NRD. Do dziś nie ustalono przyczyn tragedii. Prawdopodobnie lawina zeszła samoistnie, a to, że w jej zasięgu znaleźli się ludzie, było zupełnym przypadkiem.

– Niszczycielski żywioł nie miał litości. Zmiótł wszystko, co miał na swojej drodze. Zejście lawiny trwało niespełna minutę. W ciągu trzech dni poszukiwań znaleźliśmy 17 ciał – wspomina 77-letni Wiesław Marcinkowski, uczestnik akcji ratunkowej.

Lawina była potężna. Nikt wcześniej nie przypuszczał, że może osiągnąć takie rozmiary. Pędzące z prędkością 200 km/h zwały śniegu miały 15 metrów wysokości, 40 metrów szerokości i aż 800 metrów długości.

Udało się uratować tylko pięć osób. W poszukiwaniach brało udział kilkuset ludzi; ratownikom GOPR pomagali żołnierze. Ostatnie dwa ciała wydobyto dopiero po tygodniu.
– Do odkopywania śniegu używaliśmy wówczas najprostszych łopat, jakimi kopie się w ogródku – wspomina Marian Sajnog.

Napisał on pracę magisterską o lawinach. Przez 40 lat w ratownictwie górskim wiele się zmieniło. Teraz GOPR-owcy mają nowoczesny sprzęt i pojazdy, dzięki którym bardzo szybko mogą dotrzeć do zaginionych. Prowadzone są regularne szkolenia. Coraz więcej turystów i narciarzy ma kurtki z wszytymi mininadajnikami, które wysyłają sygnały – dzięki temu ratownicy mogą łatwiej znaleźć zasypaną osobę. W karkonoskiej grupie są także cztery psy wyszkolone do ratowania ludzi zasypanych przez lawiny.

– Biały Jar jest bardzo niebezpiecznym miejscem. Prowadzący tamtędy czarny szlak zimą jest zamknięty, a turystom proponujemy inne trasy – informuje Maciej Abramowicz, naczelnik karkonoskiej grupy GOPR.

Niestety, wiele osób lekceważy ostrzeżenia i wędruje tamtędy. W ostatnich kilku latach duże lawiny w Karkonoszach schodziły kilkakrotnie, za każdym razem grzebiąc ofiary. Zginęły cztery osoby. Ostatnia tragedia wydarzyła się w lutym 2006 roku, kiedy lawina zasypała dwóch ratowników górskich: Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza. Co roku w Karkonoszach schodzi około 30 lawin.

Ratownicy, którzy 40 lat temu brali udział w tej pamiętnej akcji ratunkowej, spotkają się za tydzień w schronisku Strzecha Akademicka. Jak mówią, 40 lat minęło, ale lawiny nadal igrają z ludzkim życiem i nie ma to rady.

Mariusz Junik – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz