Numer 112

Na 1 sierpnia czekali z niecierpliwością ratownicy GOPR. Tego dnia weszły bowiem w życie nowe przepisy, które umożliwiły lokalizację osoby dzwoniącej na numer alarmowy 112. Ale goprowcy srodze się zawiedli. Praktyka nadal pozostaje daleko w tyle za przepisami.

– Jeśli chcemy dokładnie określić, gdzie jest zaginiony, musimy prosić o pomoc policję – przyznaje Maciej Abramowicz, naczelnik Karkonoskiej Grupy GOPR. To dlatego, że Urząd Komunikacji Elektronicznej nie rozstrzygnął jeszcze przetargu na budowę platformy lokalizacyjno-informacyjnej z centralną bazą danych wszystkich abonentów w Polsce. Ta warta ok. 14 mln zł inwestycja ma być gotowa dopiero pod koniec 2010 roku. Tyle czasu zajmie przygotowanie systemu i dostosowanie się do niego operatorów komórkowych.

Teraz osoba wzywająca na Dolnym Śląsku pomocy z telefonu komórkowego poprzez numer alarmowy 112 dodzwoni się do najbliższej komendy powiatowej policji. Jeśli dzwoni z telefonu stacjonarnego, to (poza Wrocławiem) odbierze dyżurny najbliższej powiatowej komendy straży pożarnej. We Wrocławiu będzie to pracownik Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Tylko strażacy, policjanci i pracownicy pogotowia ratunkowego mogą ustalić, skąd wzywana jest pomoc.

– Obecny system pozwala na zlokalizowanie miejsca pobytu dzwoniącego z dokładnością do 500 metrów – informuje Andrzej Fischer z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej we Wrocławiu. Można poznać imię, nazwisko i adres dzwoniącego na numery alarmowe 997, 998 i 999. Ale trwa to długo. Nawet kilkadziesiąt minut i dostęp do danych mają tylko te trzy służby.

– Po uruchomieniu platformy zlokalizowanie wzywającego pomocy będzie trwało dosłownie chwilę – przekonuje Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE.

Platforma ma być największą w Polsce bazą danych, która gromadzi i przekazuje informacje o użytkownikach telefonów. Będzie wiadomo, kto i skąd dzwoni na nr 112. Podepną się do niej inne służby ratownicze, np. pogotowie górskie, wodne, energetyczne, gazowe.
– Cieszyliśmy się na ten system, bo dzięki niemu szybciej dotarlibyśmy do turysty rannego lub zaginionego w górach – tłumaczy ratownik GOPR Krzysztof Czarnecki. – Ludzie w szoku często nie potrafią określić swojego położenia. Szkoda, że czekano z przetargiem.
Nie ma także systemu eCall, który ma automatycznie informować o wypadkach drogowych. Od 2010 roku ma być montowany we wszystkich nowych autach w całej UE.

Mariusz Junik – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz