Większość dolnośląskich wsi nie ma kanalizacji

80 procent dolnośląskich wsi nie ma kanalizacji. Nieczystości z gospodarstw trafiają do rzek. Ekolodzy alarmują, a Unia straszy karami. Statystyki są zatrważające. Ścieki z większości wsi i małych miejscowości na Dolnym Śląsku, zamiast do oczyszczalni, trafiają wprost do gleby lub rzek. Nawet w samym Wrocławiu aż dziesięć tysięcy mieszkań nie ma kanalizacji.

Tymczasem jeśli do 2015 roku nie skanalizujemy naszych miejscowości, czekają nas duże kary nałożone przez Unię Europejską.

Wójtowie i burmistrzowie rozkładają ręce. W budżetach nie mają bowiem pieniędzy na sieć kanalizacyjną. Koszt jednego kilometra to ok. pół miliona złotych. Z pomocą samorządom miała przyjść Unia Europejska. Ale dotacje okazały się za małe, a w dodatku gminy nie mają pieniędzy na wymagany wkład własny.

– U nas tylko Sędzisław ma kanalizację i oczyszczalnię ścieków – mówi wójt gminy Marciszów Stefan Zawierucha. – Mieszkańcy pozostałych ośmiu wsi radzą sobie w różny sposób – przyznaje.

W Marciszowie trzeba wybudować na początek 35 kilometrów sieci i oczyszczalnię. Teraz większość domostw ma szamba. Niestety, nieszczelne.
– To ogromny problem. Toksyny z szamb dostają się do gruntu i wody i zatruwają środowisko – przyznaje prof. Andrzej Kotowski z Politechniki Wrocławskiej. – Przyroda jeszcze daje sobie radę, ale kiedyś odmówi nam posłuszeństwa – ostrzega.

– W regionie dolnośląskim od dawna zbyt mało inwestuje się w infrastrukturę wodno-ściekową – wtóruje mu prof. Włodzimierz Czamara z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W dodatku nie zanosi się na szybkie zmiany.

W poniedziałek minął termin składania wniosków do dolnośląskiego urzędu marszałkowskiego o dofinansowanie infrastruktury wodnej.
– W Regionalnym Programie Operacyjnym mamy na ten cel ok. 187 mln zł – mówi Anna Szejda z urzędu.

Tymczasem projekty złożyło zaledwie 114 samorządów. Pod koniec grudnia będzie wiadomo, które zostaną zrealizowane.

W gminie Mirsk, gdzie na 17 sołectw tylko cztery mają kanalizację, liczą, że dostaną wsparcie z UE. Mirsk jest już w Krajowym Programie Oczyszczania Ścieków Komunalnych i ma większą szansę na pozyskanie pieniędzy. Ale czy zdąży do 2015 roku?

Zdaniem Roberta Borkackiego z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska we Wrocławiu doprowadzenie ochrony środowiska do europejskiego poziomu jest problemem większości dolnośląskich samorządów.

Jan Bielecki z urzędu wojewódzkiego widzi światełko w tunelu.
– Już 130 gmin ze 170 na Dolnym Śląsku ma określone obszary i granice aglomeracji – mówi. – To pierwszy krok w kierunku zdobycia funduszy na kanalizowanie – wyjaśnia.
Problem w tym, że nawet tam, gdzie są oczyszczalnie, rolnicy z nich nie korzystają.

W Ciechanowicach koło Marciszowa 10 lat temu rolnikom sprezentowano w ramach unijnego eksperymentu ekologiczną oczyszczalnię. Dziś większość z nich nie działa, bo mieszkańcy wyłączają w nich silniki.

– Chodzi w dzień, na noc wyłączamy, bo prąd jest coraz droższy – przyznaje Stanisława Pasterczak. Nocą więc nieczystości spływają do pobliskiego Bobru.

Jest szansa na ekodotacje

Do Polski w latach 2007 – 2013 trafi blisko 5 mld euro przeznaczonych na inwestycje proekologiczne. Samorządy mogą starać się o dotację do 25 mln euro w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. Nabór trwa od 3 listopada do 4 grudnia. Fundusz pomaga w sporządzeniu dokumentacji i zdobyciu pieniędzy. Do tej pory zgłoszono 27 projektów. M.in. na budowę nowej oczyszczalni ścieków w Sulikowie.

Gminy powinny łatwiej dostawać pożyczki na kanalizację
Rozmowa z Janem Zaliwskim, wiceburmistrzem Mirska.

Ile potrzebujecie pieniędzy, aby skanalizować całą gminę?

Według ostrożnych szacunków ok. 100 mln zł, aby zakończyć budowę sieci kanalizacyjnej i wodociągowej w całej gminie.

To kwota pięciokrotnie większa od waszego rocznego budżetu. Jak ją zdobędziecie?

Staramy się o pieniądze z różnych źródeł, głównie z funduszy europejskich. Obecnie tylko miasto Mirsk oraz cztery sołectwa są skanalizowane. Pozostałych 13 wsi nie ma kanalizacji.

Dlaczego w poprzednich latach udało się skanalizować tylko część gminy?

Wszystko zależy od pieniędzy, a raczej ich braku. Zawsze musimy patrzeć na możliwości finansowe gminy. Przy staraniach o dotacje z Unii trzeba mieć wkład własny, a wiadomo, że gminy mają również wiele innych zadań. Teraz jest o tyle lepiej, że pojawiły się środki unijne. Wcześniej tego nie było i stąd wieloletnie zaniedbania przy kanalizowaniu polskich wsi. Poza brakiem pieniędzy przeszkodą jest również mała świadomość rolników. Dopiero od niedawna ochrona środowiska jest we wsiach równie ważna, jak hodowla czy uprawa zbóż. Ale jest wciąż wielu rolników, którzy nie przejmują się, gdzie wyciekają nieczystości z ich gospodarstw.

Co mogłoby pomóc gminom w szybszym skanalizowaniu wsi?

Wyjściem jest ułatwienie samorządom uzyskiwania pożyczek i dotacji na wspomniany wkład własny np. z funduszy ochrony środowiska. Pożyczki powinny być bardziej dostępne. Konieczne jest również znaczne zwiększenie puli pieniędzy na projekty kanalizacyjne.

Mariusz Junik – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz