Zabytki na Dolnym Śląsku straszą

Turysto, strzeż się tych miejsc. Urzędniku, wstydź się. Na Dolnym Śląsku są zabytki, które straszą. A urzędnicy nie mają pomysłu, co z nimi zrobić.

Zabytkowy kościółek poewangelicki w Unisławiu Śląskim pod Wałbrzychem stracił już szansę na to, by odzyskać dawną świetność. Jest zrujnowany. Pochodzący z XVII w. budynek w dobrym stanie był jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy należał do ewangelików. Potem nie miał szczęścia do właścicieli, którzy kupowali go za symboliczną złotówkę i niewiele robili. Zabytek rozkradano ze wszystkiego, co nadawało się do użytku. Niemal w oczach ginęły belki podtrzymujące strop. Dach powoli się walił. Niedawno runął już cały. Mariola Kraus z nadzoru budowlanego w Wałbrzychu kilka razy upominała właściciela, że budynek jest źle zabezpieczony i każdy może się tam dostać bez większego problemu. Sprawa trafiła wreszcie do sądu.

Właściciel zabytku tłumaczy, że zabezpieczenia ustawiał, ale były rozkradane. Obiecał, że w tym roku ruszą tu prace. Na razie jednak nic w kościele się nie zmieniło i z dnia na dzień popada w coraz większą ruinę.

Wałbrzyszanie nie mogą przeboleć dworca kolejowego w dzielnicy Szczawienko. Otwarto go w połowie XIX wieku i był wtedy dużą stacją dla pasażerów i pociągów towarowych. Działał do niedawna. Kiedy jednak liczba połączeń się zmniejszyła, utrzymywanie go przestało być opłacalne. Tak w każdym razie wyjaśniali w PKP. Teraz dworzec, choć zatrzymują się na nim pociągi, jest nieczynny i systematycznie rozkradany.

W Legnicy walący się budynek straszy w samym centrum miasta. Przepiękna kiedyś kamienica, zwana Dresdner Bankiem, stała się ruiną. Kilkanaście lat temu kupili ją prywatni inwestorzy. Nic nie zrobili. Teraz na remont trzeba wydać miliony. Miasto chce przejąć budynek i prowadzi z właścicielami rozmowy na ten temat. Również prywatni właściciele doprowadzili do ruiny zabytkowy budynek przy ul. Jagiellońskiej w Legnicy, w którym kiedyś był klasztor. Dwa lata temu spłonął. Właściciel wyjechał i miasto nie może zmusić go do remontu.

Ruina młyna z XVIII w. na przedmieściach Złotoryi to również własność prywatna. Po pożarze sprzed 10 lat nadaje się tylko do rozbiórki. To jednak oznacza zniszczenie zabytkowych elementów. M.in. dwóch tablic, na których w XVII i XIII w. zaznaczono poziom największych w historii miasta dwóch powodzi.

Już tylko do rozbiórki nadaje się też późnobarokowy pałac w Rząśniku. W pałacu w Parchowie koło Chocianowa jeszcze w latach 60. działała biblioteka. Dziś budynek jest w bardzo złym stanie. Agencja Nieruchomości Rolnych nie potrafi znaleźć kupca.

W Jędrzychowie-Nowym Dworze jest lepiej, bo w należącym do ANR pałacu mieszkają ludzie. Trzeba jednak wymienić okna i drzwi.

W bardzo złym stanie jest też Zamek Piastowski w Jaworze, osiem lat temu przejęty przez miasto. Wilgoć przeżarła mury, spróchniały podłogi, stropy nadają się do wymiany. Zabytek dewastują złodzieje. Władze miasta próbowały znaleźć inwestorów. Chętnych odstraszają koszty remontu: ok 40 mln zł. Radni uchwalili więc program rewitalizacji zamku i będą zabiegać o środki unijne na jego przeprowadzenie.

Szansę na to, by odzyskać dawny blask, a przynajmniej zostać udostępnioną dla turystów, ma najstarsza murowana warownia w Polsce – zamek Lenno we Wleniu, który będzie odbudowywany. Samorząd województwa sporządził dokumentację budowlaną konieczną do zabezpieczenia przed dalszą dewastacją i dotyczącą częściowej rekonstrukcji zabytku. Prace budowlane wyceniono na ok. 8 mln zł.- To kwota niemożliwa do udźwignięcia przez gminę Wleń, która jest właścicielem zamku. Będę przekonywał w parlamencie, by znalazły się na to pieniądze – mówi poseł Marcin Zawiła. Choć Lenno to jedna z największych atrakcji turystycznych w okolicy, od dwóch lat pozostaje niedostępne dla zwiedzających.

Sylwia Królikowska – POLSKA Gazeta Wrocławska
www.naszemiasto.pl

Facebook

Dodaj komentarz