Zamki w dolinie Śnieżki

Pałace i ogrody w Kotlinie Jeleniogórskiej zrodziły się z romantycznych marzeń. Kiedyś mieszkali w nich królowie i bywali cesarze. Potem wszystko obróciło się w perzynę, ale nastał dzień odrodzenia.

Wszystko przez ten romantyzm. Przez Byrona, Shelleya i Goethego, przez ich miłosne wiersze i książki pełne rycerzy, demonów i krajobrazów, przy których bledną nawet te z „Władcy Pierścieni”. Przed dwustu laty bogaci mieszkańcy miast zapragnęli powrotu do natury – takiej, jaką ją sobie wyobrażali. W modzie były więc wędrówki po zielonych błoniach, pasanie owiec, grywanie na flecie i uprawianie sztuki mówienia o miłości. Tak bawili się szlachetnie urodzeni we Francji i w Anglii.

W Prusach nie było jednak krajobrazu ani dość majestatycznego, ani groźnego, żeby udźwignąć wymagania romantycznej mody. Znakomici malarze Caspar David Friedrich i Filip Otto Runge szukali go więc na wyspach Bałtyku, ale wszystko zmieniła dopiero wyprawa hrabiego von Redena na Śląsk. To dzięki niemu Niemcy odnaleźli wreszcie swoją romantyczną krainę: Kotlinę Jeleniogórską. I bardzo szybko, bo w ciągu kilkunastu lat zabudowali ją pałacami i ogrodami. Nie ma w świecie innego miejsca, gdzie kilkadziesiąt zamków stałoby tak blisko siebie.

Friedrich Wilhelm von Reden, pruski urzędnik, został dyrektorem Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, mając 27 lat. To właśnie on odkrył dla Prus Karkonosze. Zielarze szukali tu mandragory, awanturnicy skarbów, górnicy złotej żyły, a błędni rycerze – sławy. Pozostały po nich średniowieczne zamki zbudowane przez polskich książąt, oblegane przez krwiożerczych bandytów w czasie wojen husyckich, zajęte potem przez rozbójników.

Chojnik

Monumentalny Chojnik, hardy Sokolec, po którym zostały tylko zgliszcza, potężny Bolczów czy owiany szatańską legendą o splugawieniu ołtarza zamek Niestyno.

Bramy zamku Bolczów

Von Reden przybył w te okolice, wcześniej odbywszy podróż po najbardziej romantycznych ruinach Anglii. Uznał jednak, że krajobraz pod Karkonoszami nie ma sobie równych w Europie. Kupił pałac w Bukowcu i otoczył go parkiem z 54 stawami.

Pałac

W lesie, na wzgórzach pobudował „staroirlandzkie ruiny opactwa”, rzymski amfiteatr, średniowieczne ruiny Zamku Księcia Henryka i antyczną grecką świątynię dumania, w której jego małżonka hrabina von Reden podejmowała potem prezydenta USA Johna Quincy’ego Adamsa, Goethego, rodzinę Radziwiłłów, księżnę Izabellę Czartoryską i oczywiście królów Prus: Fryderyka Wilhelma III, IV i tego Wilhelma, który został Cesarzem.

Świątynia dumania w Bukowcu

Kiedy posiadłość Redenów była gotowa, hrabia, który nadzorował również królewskie manufaktury porcelany, sprowadził w Karkonosze malarzy, żeby z natury przygotowali szablony romantycznych pejzaży. Od tej pory król, całe Prusy, a potem reszta Europy oglądali na filiżankach ruiny, zamglone stawy, Śnieżne Kotły, Śnieżkę, no i oczywiście… pałac hrabiego Redena.

Krajobraz idealny

Kotlina Jeleniogórska ma niewiele ponad 100 kilometrów kwadratowych, tyle co gmina… Kock. Na tak niewielkiej powierzchni mieści się ponad 30 zamków i pałaców.

W XIX wieku góry, pałace i parki tworzyły jednolitą, zaplanowaną i zbudowaną ogromnym nakładem środków całość. Krajobraz idealny. Stworzony na poły przez naturę, na poły przez ludzkie marzenia i zwieńczony tyrolskimi domami, które pobudowali tu uchodźcy religijni – protestanccy górale wygnani z katolickiego Tyrolu. Król Fryderyk Wilhelm III przygarnął ich i pozwolił zamieszkać na swojej ziemi, a oni w podzięce wybudowali mu kościół w Mysłakowicach.

Tyrol w dwóch barwach

W kruchcie stoją dwie kolumny z odkrytych w tamtym czasie pod Wezuwiuszem Pompejów. Kościół budowano dwa razy. W trakcie pierwszej budowy wieża runęła. Kiedy się waliła, górale próbowali zbiec. Wszyscy z wyjątkiem jednego – wrócił po ciesielski młotek, symbol cechu. W ruinach zginęło ośmiu, ocalał tylko ten jeden, zjechał na ziemię na walącej się wieży.

Kolumny z Pompejów

Od kościoła do pałacu królewskiego jest 200 metrów drogą obok stawów, król nie męczył się więc podczas przechadzki. Pałac nie jest wielki. Kiedy Fryderyk Wilhelm III go kupił, przysłał tu swego najlepszego architekta – Schinkla. Miał on przebudować pałac, „żeby król mógł tam mieszkać skromnie, jak każdy szlachcic”. Schinkel dobudował więc wieżę, by Jaśnie Pan mógł podziwiać o świcie panoramę Karkonoszy, wyburzył dom rycerski i na jego miejscu postawił wielką salę jadalną i balową na kształt… parostatku z Missisipi.

Pałac w Mysłakowicach

Królewski brat Wilhelm von Hohenzollern kupił pobliski zamek w Karpnikach w prezencie ślubnym dla swej małżonki Marianny Heskiej.

Zamek w Karpnikach wiosną

Przebudowany w stylu neogotyckim stał się letnią rezydencją rodu. Bywali tu książęta z Europy, a nawet carska rodzina. Panowie wędrowali do domku myśliwskiego w stylu szwajcarskim, który książę kazał wybudować pod Sokolikiem. To skalne zerwy tej góry uczynili malarze romantycznym kanonem. Dziś w domku myśliwskim mieści się schronisko PTTK.

Zamek w Karpnikach sąsiaduje z Dębowym Pałacem, XIX-wieczną budowlą uchodzącą za najpiękniejszą w Kotlinie. Ostatnim właścicielem pałacu był Marszałek Dworu Prus, ambasador w Afryce Wschodniej, baron Ulrich Saint Paul-Illaire. Odziedziczyła go w ostatnich dniach wojny pani Achinger, której heroiczna walka z komunistycznymi urzędnikami o ocalenie pałacu mogłaby posłużyć za kanwę niezłego filmu – wystarczy wspomnieć, że kobieta udawała własną służącą, żeby uniknąć „wiążących odpowiedzi”. Dziś mieści się tu luksusowy hotel. Cena noclegu to 250 euro.

Karpniki z Mysłakowicami przez grzbiet góry Mrowiec łączy piaszczysta „Droga Królewska”, którą książęta i królowie jeździli w odwiedziny. Syn króla Fryderyka Wilhelma III, młody książę Wilhelm (później cesarz Wilhelm I) częściej niż do kuzynów jeździł jednak konno do Ciszycy, pałacu Namiestnika Wielkopolski księcia Antoniego Radziwiłła, którego córkę Elizę pokochał tak mocno, że zapragnął uczynić żoną.

Stronnictwo niechętne Radziwiłłom zgłaszało jednak sprzeciw: dziewczyna nie jest królewskiej krwi, ich dzieci utracą prawo dziedziczenia. Król ojciec podjął jeszcze próbę. Chciał namówić kuzyna, cara Rosji Aleksandra, żeby adoptował Elizę. Ale car zmarł nagle, a jego następca Mikołaj nienawidził Polaków i powiedział: nie.

Eliza zachorowała ze smutku. Zmarła kilka lat po rozstaniu z ukochanym. Wilhelm poślubił inną. Poprowadził Prusy do wielu bitew, przeżył trzy zamachy na swoje życie, pokonał Francję, zjednoczył Niemcy i otrzymał koronę cesarską. Portret Elizy nosił stale przy sobie. Stawiał go na biurku albo w wojennym namiocie. Ostatniej nocy schował go w jedynym miejscu, jakie zostaje umierającemu: pod poduszką.

W 1935 roku w Ciszycy kręcono „Pruską miłość” – melodramat o najsławniejszym romansie w dziejach Niemiec. Goebbels zakochał się w aktorce grającej Elizę, Czeszce Lidzie Baarovej tak bardzo, że chciał porzucić karierę. Hitler interweniował osobiście. Wygnał Baarovą, a film o miłości Radziwiłłówny zakazał wyświetlać…

Pałac nad cichym stawem przetrwał.

Przebudzone ze snu

Nie wszystkie pałace miały tyle szczęścia. Niektóre zniknęły rozkradzione w czasie PRL-u. Inne cudem uniknęły tego losu. Renesansowy dwór w Czarnem nad Pijawnikiem uratował własną pracą jeden człowiek: Jacek Jakubiec.

Projektant urbanista, zahartowany w „Solidarności”, zamieszkał w ruinie bez dachu i odbudowywał ją własnymi rękoma. Uratował. W niepodległej Polsce założył fundację ekologiczną i zamkowi Czarne nie brakuje już niczego.

Romantyczną historią może się pochwalić Łomnica. Przed wojną majątek należał do rodziny von Kuster. Po wkroczeniu Rosjan zmuszeni do ucieczki nie sądzili, że go kiedykolwiek zobaczą. Kiedy jednak w Polsce runął komunizm, a w Niemczech Mur Berliński, Ulrich von Kuster i jego narzeczona hrabina Elizabeth von Eschenbach odkupili ruinę od gminy. Przyjechali do Polski volkswagenem garbusem z taczką, łopatami i kilofem. Miejscowi najpierw patrzyli na nich jak na parę wariatów, a potem przyszli pomóc w odgruzowaniu wejścia…

Łomnica pałac

Minęło 20 lat. Dzieci von Kusterów mówią po polsku, pałac w Łomnicy gości Stowarzyszenie Pielęgnowania Kultury Śląska założone przez polskich i niemieckich naukowców, w małym pałacu działa hotel. O walce, jaką Elizabeth stoczyła, żeby tchnąć życie w te ruiny, powstają filmy i książki. Łomnica była jednym z pierwszych zamków, który odzyskał w pełni dawny blask.

Tylko kilkaset metrów dzieli go od Wojanowa, a oba pałace łączy zabytkowy park rozcięty przełomem Bobru. Wojanów był gniazdem śląskiego rodu Zedlitzów, ale sławę zdobył jako prezent, który król Fryderyk Wilhelm III kupił swojej córce, księżniczce niderlandzkiej Luizie, gdyż chciał ją mieć latem w pobliżu Mysłakowic. W 1839 roku wyruszył stąd razem z córką na swoją ostatnią wspinaczkę na Śnieżkę. Rok później zmarł.

Przed rokiem zakończył się tu remont na niespotykaną skalę. Wojanów jest perłą Kotliny. Mieści się tu hotel, są korty, spa i basen pływacki w zabytkowym spichlerzu.

Wojanów - front

Duchy Schaffgotschów

Od południa Kotlinę zamyka sięgający ponad 1100 metrów grzbiet Karkonoszy, od północy Przełęcz Widok nazywana tak, od kiedy podróżnik Aleksander Humboldt uznał, że panorama, jaką z niej widać, to jeden z najlepszych dziesięciu landszaftów na świecie. Od wschodu strzeże jej piastowski zamek Bolczów, od zachodu wieża rycerska w Siedlęcinie, w której zobaczyć można wczesnośredniowieczne freski z historią Lancelota z Jeziora.

Rycerski Chojnik to rodowe gniazdo Schaffgotschów. Siboth, ich protoplasta, jako zwykły żołnierz krucjaty uratował cesarza Fryderyka II przed śmiercią z rąk Turków. Cesarz w podzięce wyciągnął rękę, a żołnierz, zanim ją uścisnął, otarł swoją skrwawioną dłoń o zbroję, pozostawiając na niej cztery pręgi. Od tej pory cztery krwawe pasy na srebrnym polu są herbem tego rodu.

Dziedziniec

Chojnik, najczęściej odwiedzane po Śnieżce miejsce w Karkonoszach, był ich pierwszym, ale nie jedynym zamkiem. Inne można zobaczyć choćby w Sobieszowie, Starej Kamienicy i Cieplicach. W Starej Kamienicy rezydował Hans Ulrich, ten, który za rzekomą zdradę cesarza torturowany był tak okrutnie, że kiedy katolicy ścięli go wreszcie na rynku w Ratyzbonie, nie mógł stać, więc przywiązano go do krzesła. Po śmierci zyskał przydomek Semperfrei Zawsze Wolny…

Ruiny w Starej Kamienicy

Z zamkiem wiąże się inna jeszcze historia, bo w jego komnatach giermek zakochany w narzeczonej Schaffgotsha zabił swego rycerza. Za ten czyn – niesłychany w średniowieczu – poniósł srogą karę. Historia opisana jest na jednym z epitafiów Schaffgotschów w murze cieplickiego kościoła.

Ich olbrzymi pałac i sławny cieplicki park przetrwały wojnę w świetnym stanie. Park Norweski jest sercem uzdrowiska. W pałacu przed wojną znajdował się jeden z największych w Europie zbiór starodruków i antyków. Po wojnie rozkradziono go za przyzwoleniem Rady Państwa, część skarbów sprzedano w Desie, część trafiła w ręce ówczesnych rządzących. Od 1975 roku przejęła obiekt Politechnika Wrocławska. I dzięki temu przetrwał.

Z Cieplic warto wybrać się jeszcze do samych stóp Śnieżki, gdzie stoi wikiński kościółek Wang, słynący nie tylko jako najstarszy z karkonoskich zabytków, ale i kościół szczęśliwych małżeństw. W XIX wieku świątynię zakupił od Norwegów król Fryderyk Wilhelm IV z zamiarem ustawienia w Berlinie. Ale kiedy już dotarł w częściach do Szczecina, hrabina von Reden skłoniła króla, żeby odbudował go w Karpaczu, bo nie było tu żadnego kościoła. Stanął w takim miejscu, że przez lunetę król mógł go oglądać z wieży pałacu w Mysłakowicach.

Wang

W drodze powrotnej trzeba zajrzeć do pałacu w Miłkowie odrestaurowanego przez Spiżów, szanowaną dynastię wrocławskich browarników. Można tu popróbować najlepszych w Polsce niepasteryzowanych pszenicznych piw.

Z Miłkowa blisko już do Staniszowa, gdzie zobaczyć można trzy wspaniałe pałace. Ten najbardziej malowniczy, na wodzie, w którym właśnie dobiegają końca prace konserwatorskie, ten pośrodku doliny, co wciąż czeka na renowację i ten najsławniejszy, dawna siedziba von Reussów na samej górze. To właśnie tu produkowano znany w całym świecie likier „Stonsdorfer” na bazie unikalnej mieszanki karkonoskich ziół. Po wojnie ród przeniósł produkcję do Niemiec, ale receptura pozostała taka sama, a zioła wciąż zbierane są tu, pod Śnieżką. Park staniszowski ma taką atmosferę, że nie chce się stąd wyjeżdżać…

Pałac w Staniszowie

Od kilkunastu miesięcy właściciele zamków prowadzą działania zmierzające do wpisania Doliny Pałaców i Ogrodów na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Komisje już sprawdziły wszystko na miejscu. Decyzja jest kwestią najbliższego czasu.

Grzegorz Kapla „Wróżka”

Facebook

Dodaj komentarz