Zimowi zdobywcy Mount Everest w Karpaczu

W Karpaczu odsłonięto Zimowy Kamień Everestu. Umieszczona na nim tablica ma upamiętniać pierwsze zimowe wejście na najwyższą górę świata. 30 lat temu, 17 lutego, na szczycie stanęło dwóch polskich himalaistów: Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy.

Do Karpacza przyjechali też inni uczestnicy tej ekspedycji: Ryszard Dmoch, Walenty Fiut, Ryszard Gajewski, Bogdan Jankowski, Aleksander Lwow i ks. Stanisław Kardasz oraz Anna Milewska, żona Andrzeja Zawady – kierownika wyprawy.

Ważący ponad 12 ton kamień Everestu został ułożony na Skwerze Zdobywców, gdzie od kilku lat najwybitniejsi polscy himalaiści pozostawiają odciski swych butów. Zgromadzono tam już ponad dwadzieścia śladów zdobywców najwyższych szczytów świata.

– Chcemy przypominać niezwykłe wyczyny tych ludzi. Do Karpacza przyjeżdżają oni co najmniej dwa razy w roku. Zwykle gościmy ich w schronisku Samotnia podczas zbiórki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy oraz przy okazji odsłaniania kolejnych śladów zdobywców – mówi Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza Karpacza.

Wyczyn Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego 30 lat temu rozpoczął nową epokę w himalaizmie – zdobywanie szczytów zimą, podczas ekstremalnie trudnych warunków pogodowych. Po sukcesach naszych wypraw polskich himalaistów zaczęto nazywać Lodowymi Wojownikami.

Do tej pory z 14 ośmiotysięczników zimą zdobyto 9. Na większość jako pierwsi weszli Polacy, wśród nich Jerzy Kukuczka, który jako drugi człowiek na świecie wszedł na wszystkie ośmiotysięczniki.

Uczestnicy wyprawy na Mount Everest wspominają ją dziś jako szczególne przedsięwzięcie. Zdaniem Krzysztofa Wielickiego, to była ostatnia ekspedycja, gdzie widać było zbiorowy wysiłek zespołu.

– Naprawdę nie było ważne, kto zdobędzie szczyt. Ważne, żeby w ogóle ktoś na nim stanął. Później w himalaizmie nastąpiła wielka indywidualizacja, zaczęła się era gwiazd – tłumaczy Wielicki.

Zimowe zdobycie Everestu, zdaniem Leszka Cichego, nadal jest bardzo trudne. – Mimo wielu wypraw, zimą weszło tam tylko siedem osób, w okresie letnim zaś aż 3500 – mówi Cichy.
Polska Gazeta Wrocławska Rafał Święcki

Facebook

Dodaj komentarz