Huta Julia

Prokurator zbadał sprzedaż domu z ludźmi. Jakiś czas temu podawaliśmy informację o zarzutach postawionych właścicielowi nieruchomości. Polska Gazeta Wrocławska powraca do tematu Huty Julia. Według prokuratury, do przestępstwa miało dojść trzy lata temu podczas sporządzania aktu notarialnego, kiedy Jan S. nabył Julię oraz grunt z domami hutników. Jeśli sprawa trafi do sądu, grożą mu trzy lata wiezienia.

– Nie wiadomo, skąd pochodziły pieniądze na zakup nieruchomości. W akcie notarialnym nie odnotowano, że w budynkach mieszkają lokatorzy – mówi prokurator Violetta Niziołek z jeleniogórskiej Prokuratury Okręgowej.

W akcie znalazły się m.in. zapisy, że nieruchomość nie jest wynajmowana ani wydzierżawiona. Tymczasem mieszkało tam kilka hutniczych rodzin. /…/
Jan S. nie przyznaje się do winy.

– Nie miałem powodu, by wprowadzać kogoś w błąd. O lokatorach powinien poinformować sprzedający, a ja byłem kupującym – tłumaczy Jan S.

Według niego, 600 tys. dolarów na zakup huty pochodziło od amerykańskiego biznesmena polskiego pochodzenia, który pierwotnie zamierzał ją kupić. Jako obcokrajowiec nie otrzymał jednak zezwolenia MSWiA. Ostatecznie na jego zlecenie hutę kupił Jan S., jego pełnomocnik prawny. Zrobił to 11 dni po ogłoszeniu upadłości huty, kiedy majątek nie powinien być już wyprzedawany.

Prokuratorom nie udało się dotąd przesłuchać przedstawiciela strony sprzedającej. Wesley Kosla, prezes spółki Weslon Polska, mieszka w USA i choć prokuratura prosiła Amerykanów o pomoc, dotąd nic nie wskórała.

Śledczy nie pierwszy już raz zajmują się sprawą sprzedaży huty Julia. Prokuratura Rejonowa kilka lat temu nie znalazła w działaniach Jana S. cech przestępstwa i śledztwo umorzono. Wznowiono je, gdy sprawą zainteresowali się politycy, m.in. Julia Pitera z PO. Do Szklarskiej Poręby sprowadził ją Mirosław Kupis, miejscowy radny i jeden z mieszkańców, których ostatnio wyeksmitował komornik.

Wyrzucono go z domu, który sam zbudował w latach 80. Huta dała jedynie swoim pracownikom materiały budowlane. Pod koniec działalności państwowego zakładu, dyrekcja obiecała, że sprzeda pracownikom te lokale, ale słowa nie dotrzymała. W 1994 roku, gdy hutę prywatyzowano, w akcie notarialnym znalazł się zapis dotyczący domów hutników. Nabywca zobowiązał się do zapewnienia im mieszkań w Szklarskiej Porębie i do niepodnoszenia czynszu.

Jednak, gdy zakład upadł, sprzedano mieszkania razem z lokatorami. Jan S. podniósł im czynsz. Gdy lokatorzy zaprotestowali, wypowiedział umowy najmu i przeprowadził eksmisję.

www.szklarskaporeba.org

Facebook

Dodaj komentarz