Mieszkańcy nie chcą wojskowego mostu

Mieszkańcy Strużnicy, Karpnik i Gruszkowa nie mogą doczekać się odbudowy zniszczonego 1 lipca przez powódź mostu na drodze powiatowej wiodącej do Kowar. Odbudową przeprawy miało zająć się wojsko.

Obiecał to minister obrony narodowej Bogdan Klich, który odwiedził zniszczone przez wody Karpnickiego Potoku miejscowości. Jednak jeleniogórskie starostwo nie chce skorzystać z pomocy saperów. Władze powiatu postanowiły, że same zajmą się tym problemem.

Mieszkańcy domagają się, by odbudowa zaczęła się jak najszybciej, ponieważ brak mostu komplikuje im życie.
– Do sklepu i przychodni w Kowarach miałam 7 km, teraz muszę nadkładać ponad 10 km i jeździć przez Jelenią Górę – żali się Józefa Grabowska ze Strużnicy.

Niektórzy starają się skracać sobie objazd, jadąc łąkami, jednak mogą tamtędy przejechać jedynie samochody osobowe. – Autobusy nie przebrną, a nimi przecież dzieci dojeżdżają do szkół. Muszą zdążyć z odbudową mostu do początku roku szkolnego – uważa Marek Roman z Karpnik.
Starosta jeleniogórski Jacek Włodyga przyznaje, że ten termin będzie trudny do dotrzymania. Choć powiat ma potrzebne do odbudowy przeprawy 800 tys. zł, prace nie mogą się zacząć ze względu na procedury projektowe i przetargowe.

– Sądzę, że w tym miesiącu będziemy gotowi. Odbudowa potrwa ok. 6 tygodni – deklaruje Włodyga.
Dlaczego powiat odrzucił pomoc saperów? Minister wciąż podtrzymuje swoją deklarację, jednak wojsko mogłoby zbudować jedynie prowizoryczny most z drewnianą nawierzchnią, ułożoną na stalowej konstrukcji z kratownic. Zdaniem władz powiatu powinna to być solidniejsza konstrukcja, z asfaltową nawierzchnią i żelbetowymi elementami nośnymi.
– Ponadto wojskowy most nie byłby naszą własnością, byłby nam jedynie wypożyczony – tłumaczy starosta.

Pozostaje jeszcze najważniejszy w tej sprawie czynnik – ekonomiczny. Aby wojsko mogło zacząć prace, starostwo wcześniej, na własny koszt, musi odbudować przyczółki, na których ustawiana jest konstrukcja, oraz odtworzyć umocnienia brzegów strumienia.
– To około 80 procent kosztów całej inwestycji. Wolimy więc zapłacić trochę więcej, ale mieć most, który przetrwa wiele lat i będziemy jego właścicielami – dodaje Włodyga.

Na usuwanie skutków lipcowej powodzi starostwo otrzymało z rządowej puli jedynie 3 mln zł pomocy. Tymczasem straty są wielokrotnie wyższe. Na powiatowych drogach, które najbardziej zniszczyła woda, oszacowano je na prawie 34 mln zł, a całość strat to 35 mln zł.

W gminie Mysłakowice na odtworzenie infrastruktury potrzeba 3,3 mln zł. Gmina na razie dostała jedynie 700 tys. zł rządowej pomocy, kolejne fundusze mają być wkrótce uruchomione. Jednak, by z nich skorzystać, gmina musi zapewnić 20 proc. wkładu własnego. Tych pieniędzy brakuje.

Rafał Święcki – POLSKA Gazeta Wrocławska

Facebook

Dodaj komentarz