Największa tajemnica Rzeszy Niemieckiej

Hitlerowscy naukowcy konstruowali bombę atomową. Prace nad bronią prowadzili w sztolniach pod zamkiem Książ i w Górach Sowich.
Kwatera nazistowskich dygnitarzy lub fabryka rakiet V1 i V2. Takie znaczenie przypisywano przez ponad pół wieku podziemnemu kompleksowi Riese.
Coraz więcej zwolenników ma jednak inna teoria. W obiekcie miała być produkowana broń nuklearna. Wobec wielu dowodów, trudno zaprzeczać tym przypuszczeniom.
W grudniu 1938 roku niemieccy fizycy: Otto Hahn i Fritz Strassman zademonstrowali rozszczepienie atomu uranu. Ich dokonanie wywołało olbrzymie zamieszanie w środowiskach uniwersyteckich. Stało się również początkiem dyskusji naukowców nad możliwością skonstruowania bomby atomowej. Wizja cudownej broni rozpaliła wyobraźnię Adolfa Hitlera. Do momentu samobójczej śmierci, Führer powtarzał do znudzenia o wunderwaffe, która uchroni III Rzeszę przed upadkiem.

Początek prac nad bombą

Pod koniec 1939 roku na zlecenie Heereswaffenamt (biura rozwoju i dostaw broni armii niemieckiej) powołano komitet, który miał rozstrzygnąć, czy możliwe jest wybudowanie reaktora jądrowego. Planowano przetwarzać w nim materiały rozszczepialne na energię. Był to niezbędny warunek do budowy broni nuklearnej. Trzy lata później rozpoczęto pierwsze eksperymenty, prowadzono je w pięciu różnych laboratoriach. W każdym koncentrowano się na innej teorii budowy reaktora i żadna stacja badawcza nie była informowana o osiągnięciach innej. Dzisiaj wiadomo, że co najmniej jeden z tych zespołów celowo opóźniał prace. Kierował nim Werner Heisenberg, niemiecki fizyk i laureat Nagrody Nobla. Heisenberg zdawał sobie sprawę z mocy broni, nad którą pracował, oraz jak niebezpiecznym byłaby ona orężem w rękach nazistów. Wobec nacisków ze strony Alberta Speera, ministra przemysłu i zbrojeń III Rzeszy, zespół Heisenberga podał prawdopodobny termin powstania bomby dopiero na 1945 rok.
– Znacznie szybciej musieli pracować nad bombą atomową inni niemieccy naukowcy – mówi Bogusław Wołoszański, autor książek i programów telewizyjnych „Sensacje XX wieku”. – Z udokumentowanych relacji naocznych świadków wynika bowiem, że do próbnej eksplozji jądrowej doszło w październiku 1944 roku niedaleko Lubeki. Opis błysku, potężnej fali uderzeniowej ciepła oraz obłoku o kształcie grzyba, który pojawił się w miejscu detonacji, to jednoznaczne dowody, że doszło tam do wybuchu bomby atomowej o niewielkiej mocy.

Naukowcy schodzą do podziemi

W 1943 roku, wobec nasilających się alianckich nalotów bombowych, władze hitlerowskich Niemiec postanowiły ewakuować najbardziej strategiczną produkcję w bezpieczne rejony III Rzeszy. Wybór padł na Sudety. W tym samym roku rozpoczęła się budowa potężnych bunkrów i budowli podziemnych wydrążonych w Górach Sowich oraz pod zamkiem Książ. Nadzór nad inwestycją o nazwie Riese przejęła organizacja Todt. Do prac budowlanych wykorzystano kilka tysięcy więźniów oraz jeńców wojennych z pobliskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Wedle danych z września 1944 inwestycja miała pochłonąć 150 milionów marek. Na projekt Riese zużyto więcej betonu, niż w całym 1944 roku przyznano dla niemieckiej ludności cywilnej na budowę schronów.
– W podziemnym obiekcie najprawdopodobniej kontynuowano prace nad budową bomby atomowej oraz zmodernizowanych pocisków V2. Rakiety miały przenosić głowice nuklearne do odległych celów – uważa Bogusław Wołoszański.
Potwierdzeniem tej tezy mają być liczne wizyty na zamku Książ Wernera von Brauna, twórcy rakiet V2. Do podziemnego kompleksu Riese przyjeżdżał on często w towarzystwie Alberta Speera. Według Bogusława Wołoszańskiego, Riese nie mogło być, jak niektórzy twierdzą, np. fabryką samolotów. W tym czasie alianckie lotnictwo patrolowało niebo nad całą Europą. Zatem przewożenie gotowych produktów przemysłu zbrojeniowego z Sudetów w głąb III Rzeszy oraz dostarczanie w odwrotną stronę dużej ilości surowców, było skazane na zbombardowanie.

Promieniotwórcze złoża w Wałbrzychu

Problemów nie sprawiało natomiast dostarczanie surowców do budowy broni atomowej. Złoża uranu odkryto bowiem w pobliskim Wałbrzychu oraz otaczających go miejscowościach.
– Blenda uranowa towarzyszyła tu rudom żelaza i złożom węgla, stanowiła surowiec używany w przemyśle ceramicznym – opowiada Marek Malinowski, który pisze książkę o pokładach uranu w Wałbrzychu i Kowarach. – Niemcy musieli wiązać z tymi złożami duże nadzieje. Świadczy o tym zgromadzenie w regionie wałbrzyskim ogromnej ilości sił bezpieczeństwa.
Jaki był efekt prac niemieckich naukowców nad bronią nuklearną w kompleksie Riese, dokładnie nie wiadomo. Dokumenty w tej sprawie zostały utajnione w archiwach radzieckich i amerykańskich. Najprawdopodobniej Niemcy musieli jednak odnotować sukcesy, skoro po wojnie ich dokonaniami w rejonie Wałbrzycha bardzo interesowała się Armia Czerwona. Rosjanie przez kilka lat utrzymywali w mieście 15-tysięczny garnizon z dowódcą spod Stalingradu, generałem Pawłem Batowem. W tym czasie okupowali i przeszukiwali podziemia Riese oraz zamku Książ, nie dopuszczając nikogo na ich teren. Następnie część podziemnej budowli została wysadzona przez radzieckich saperów.
– W tym samym czasie ekipy radzieckich geologów bardzo starannie przeczesywały Sudety. Interesowały ich wszystkie wyrobiska górnicze, hałdy i sztolnie – wyjaśnia Marek Malinowski. – Poszukiwania i eksploatacja złóż objęte były tajemnicą. Dziś wiemy, że pierwsza radziecka bomba atomowa powstała przynajmniej w kilkudziesięciu procentach z wałbrzyskiego uranu.

Pozostałości kopalni uranu

Stary Julianów, niewielka miejscowość w pobliżu Wałbrzycha, to jedno z miejsc, w którym wydobywana była ruda uranowa. Do dzisiaj są tam pozostałości kopalni: dwa częściowo zasypane szyby wydobywcze, hala maszyny wyciągowej oraz hałdy, na których nie chce rosnąć nawet trawa. Poziom promieniowania radioaktywnego w pobliżu nieczynnej kopalni nie przekracza dopuszczalnych norm. Wyjątkiem są wspomniane hałdy urobku, gdzie poziom jest przekroczony od dwóch do pięciu procent. Teren kopalni podzielony był na dwa pola. Wschodnie poprowadzone jest w stronę Modliszowa, natomiast zachodnie w kierunku Kozic. Na powierzchni zamkniętego zakładu wydobywczego jest kilkanaście zapadlisk. Może to świadczyć, że pod ziemią nadal są częściowo drożne chodniki. Z nielicznych materiałów archiwalnych, dotyczących kopalni uranu w Starym Julianowie, wynika, że wyrobiska są na głębokości od 30 do 60 metrów.
W samym Wałbrzychu uran znajdowano na hałdzie szybu Julia, w szybie Krakus, w parku w Rusinowej oraz w parku Sobieskiego na terenie Śródmieścia.

Artur Szałkowski (ARS) – Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

Facebook

Dodaj komentarz