Węgliniec

Węgliniec (do 1945 niem. Kohlfurt, potem krótko Kaławsk) to miasto w województwie dolnośląskim, w powiecie zgorzeleckim, położone na południowym skraju Borów Dolnośląskich. Siedziba gminy miejsko-wiejskiej Węgliniec. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. jeleniogórskiego.

Historia

Osada Kohlfurt została założona prawdopodobnie w XVI w. w głębi puszczy. Od roku 1742 należała do państwa pruskiego. W wieku XIX nastąpił rozwój związany z otwarciem linii kolejowych w 1846 Żary – Wrocław, 1865 do Lubania, następnie budowa węzła kolejowego. Od końca XIX w. w pobliżu Węglińca rozpoczęto eksploatację złóż węgla brunatnego – w 1905 uruchomiono pierwszą kopalnię, a przy niej w 1911 pierwszą elektrownię na węgiel brunatny; w okresie II wojny światowej zlokalizowane były w Węglińcu dwa jenieckie oddziały robocze i obóz pracy przymusowej. Od 1945 w Polsce pod obecną nazwą, w 1967 uzyskał prawa miejskie. W pobliżu Węglińca znajdują się duże kompleksy stawów (ostoje ptactwa wodnego) i rezerwat przyrody Torfowisko pod Węglińcem.

Zabytki

  • Kościół z XIX/XX wieku pw. Matki Bożej Królowej Polski(tzw. kolejowy). Do 1945 służył jako świątynia ewangelicka. Obecnie pełni funkcję kościoła pomocniczego tutejszej parafii
  • Kościół neoromański z 1930 pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa (parafialny)
  • Dworzec kolejowy z 1846
  • Wieża wodna z 1926

Linia kolejowa w Węglińcu

Węgliniec istnieje tylko dlatego, że w drugiej połowie ubiegłego wieku postanowiono poprowadzić tędy linię kolejową i właśnie tu wybudować stację. Miasteczko stanęło przy torach i tory stanowić będą o jego przyszłości. Zanim pojawiły się pociągi, były tu mokradła i torfowiska, dziś na stacji Węgliniec każdej doby odprawia się tysiąc wagonów towarowych.
– Z kolei żyje połowa mieszkańców okolicy – ocenia Mirosław Sochoń, zastępca naczelnika węglinieckiej sekcji przewozów towarowych PKP i zarazem przewodniczący rady gminy. – PKP we wszystkich swoich zakładach zatrudniają tutaj ponad tysiąc osób, w ten sposób dają utrzymanie co najmniej tysiącu rodzin. PKP jest w trakcie potężnej restrukturyzacji. Przynoszący zyski Zakład Przewozów Towarowych Cargo jest praktycznie na dzień przed prywatyzacją, ma być wyłączony z PKP i stać się odrębną spółką. Nie sądzę jednak, by nasi pracownicy mogli się czegokolwiek obawiać z tego powodu. W przewozach towarowych, a ta sekcja w Węglińcu jest najważniejsza, na pewno nie zabraknie pracy. Kolejową administrację i obsługę ruchu pasażerskiego PKP już wcześniej znacznie odchudziły. W biurach zostało po kilka osób. Reszta ludzi pracuje bezpośrednio na placu, to głównie manewrowi. Tymczasem znaczenie węglinieckiego węzła rośnie. Coraz większy jest ruch tranzytowy.

Węgliniec jest największą kolejową stacją przewozową na zachodniej granicy Polski. Pociągi odjeżdżają stąd w pięciu kierunkach. Tutaj krzyżują się najważniejsze szlaki komunikacyjne wschód–zachód i północ–południe. przejeżdżają tędy głównie pociągi jadące z Berlina na wschód (do krajów byłego ZSRR), ale też i zmierzające do Niemiec wagony z polskim koksem, stalą oraz te z i do montowni samochodów zachodnich koncernów motoryzacyjnych. Trasa północ – południe to połączenie Czech z portem w Szczecinie. Przez Węgliniec przetoczyć muszą się też pociągi pokonujące granicę Zawidów–Frydland, ale kluczowe jest polsko–niemieckie kolejowe, graniczne przejście towarowe Węgliniec–Horka. Spory jest też ruch pasażerski. Bezpośrednie połączenia z Wrocławiem, Krakowem, Dreznem, Berlinem i lokalne ze Zgorzelcem, Görlitz czy Jelenią Górą. Ale pociągami pasażerskimi i tak dyryguje tu, w ramach kolejowych oszczędności i dodatkowych obowiązków, „towarowy” dyżurny ruchu.

Węglinieckie kolejowe przejście graniczne jest szczególnie istotne i wygodne dla Niemców. Świetnie zlokalizowany węzeł komunikacyjny, na miejscu Urząd Celny. Razem z naszymi pracują niemieccy kolejarze, jest i niemiecki dyspozytor. W jednym miejscu odbywa się polska i niemiecka odprawa pociągów. Z dwóch stron granicy są też rewidenci odprawy technicznej wagonów. Ruch spory i wszystko wskazuje na to, że będzie się zwiększał. Stacja skazana jest więc na rozwój. Problematyczne i nieokreślone w czasie pozostają jednak kwestie modernizacji i przebudowy węzła.

– Funkcja transportowa daje potencjalne możliwości rozwojowe, tyle, że sami nie jesteśmy w stanie ich uruchomić – mówi burmistrz Węglińca, Andrzej Kutrowski. – Modernizacja węzła, koncepcja budowy terminalu przeładunkowego z ciężarówek na wagony kolejowe to sprawy, które nas dotyczą, ale rozgrywają się daleko poza Węglińcem.

Węgliniec to też las, który po kolei jest tutaj głównym źródłem zarobkowania. Bezpośrednio w Lasach Państwowych zatrudnionych nie jest zbyt wiele osób, w sumie będzie to zaledwie około stu. Istotniejsze znaczenie mają drobne firmy żyjące z produkcji drzewnej – zajmujące się pracami leśnymi, transportem drewna czy jego przerobem. Gmina ma z nich większy pożytek. Otoczone lasami miasteczko, choć torami przyklejone do owych wielkich interesów, wcale bogate nie jest. Na smutną część życia tutaj wpływa duże bezrobocie i ciągnąca się za nimi spora strefa ubóstwa części mieszkańców. Pociągi pieniędzy tylko przejeżdżają przez Węgliniec. Rytm życia wyznacza bardziej pulsowanie natury niż stukot ciężkich kół. Portfele istotnej części mieszkańców wyraźnie się wypełniają w okresie, gdy owocują lasy i nadchodzi sezon grzewczy.

Prawdziwym bogactwem dla mieszkańców okolicy są jagody, borówki i grzyby. Nie skrępowani brakiem czasu zbierają leśnych owoców ile się da i sprzedają, głównie przy większych drogach. Jest gdzie zbierać, bo z ponad 32 tys. ha powierzchni gminy około 80 procent to lasy. Latem i jesienią czuć, że w okolicy przybywa pieniędzy, bo i w sklepach większe zakupy, i do pomocy społecznej trafia mniej wniosków o wsparcie finansowe.

Inną, lokalną specjalnością niosącą jednak ze sobą złą sławę, są kradzieże węgla i koksu z transportów stojących na stacji. Komendant miejscowego komisariatu policji szacuje, że procederem tym trudni się w okolicy około czterdziestu osób. Mniej jest tych, którzy kradną na własny użytek, więcej tych, którzy kradzionym węglem później handlują. Fachowcy w tej branży nazywani są „górnikami”. I jak na „górników” przystało, 4 grudnia hucznie świętują w miejscowym barze „barbórkę”…

– Teraz jest spokój, bo nikt nie chce kupować węgla, ale jak jest bliżej zimy zaczyna się ruch – opowiada podkomisarz Mirosław Matuszewski. – Kradną workami. Za worek biorą później 10 zł. „Górnicy” dobrze znani są w okolicy, ale trudno im cokolwiek udowodnić, jeśli nie złapie się ich za rękę. Gdy którykolwiek z nich zorientuje się, że został wypatrzony – rzuca wszystko i zwiewa. Zostawiają na torach i worki z węglem, i rowery, które są nierozłącznym elementem procederu. Tylko w ubiegłym roku do zgorzeleckiego powiatu przekazaliśmy 21 takich rowerów, po które na pewno nie zgłosi się żaden z właścicieli. Czasem udaje się kogoś przydybać. Wielokrotnie i my i Służba Ochrony Kolei kierowaliśmy już wnioski na kolegium, ale to nie załatwia sprawy. Z pociągów ginie nie tylko węgiel, ale też paliwo z cystern, części (najczęściej wycieraczki i koła) z samochodów przewożonych na kolejowych platformach i drobne elementy wyposażenia wagonów sprzedawane później na złom.

Nie wszystko ginie akurat w Węglińcu. Tych ostatnich więcej zapewne znika po drodze, zanim pociągi dotrą do granicznej stacji. Ale najczęściej dopiero tutaj, podczas kontroli technicznej przed przekroczeniem granicy, ujawniane są braki, a więc i sprawy zgłaszane policji.

Zdaniem komendanta Matuszewskiego kolejowych złodziei można by wyłapać bez trudu. Policja nie ma jednak wystarczających środków, a PKP niezbyt zainteresowane są sprawą. Był pomysł zainstalowania w sumie niedrogiego systemu telewizyjnego monitorowania wagonów, ale PKP stwierdziły, że nie stać ich na wydatek rzędu 70 tys. zł i sprawa upadła. Tymczasem roczne straty powodowane przez kolejowych złodziei zapewne znacznie przewyższają tę kwotę. Bezkarność wagonowym złodziejom zapewniają też jednostkowo niewielkie rozmiary kradzieży. Policjanci opowiadają o zatrzymanym na torach mężczyźnie, który taszczył cztery karnistry z upuszczonym z pobliskiej cysterny paliwem. Było tego 120 litrów. Kolejarze zważyli cysternę i okazało się, że i tak jest w niej jeszcze o sto litrów więcej ropy, niż zapisano w dokumentach… O sprawie trzeba było więc zapomnieć. Pozostał tylko nie gasnący uśmiech na twarzy zatrzymanego.

Intensywny ruch na torach w żaden sposób nie przekłada się na życie w miasteczku, które rzeczywiście sprawia wrażenie niezwykle spokojnego i cichego, ale smutnego zarazem. Sypialnia. Szerokie, niemal puste ulice, stosunkowo rzadkie zabudowania, mało ludzi. Naczelnym środkiem transportu są rowery cisnące się w oczy na każdym kroku. Młodzi narzekają na nudę. Żadnego życia poza domem. Kino od dawna zamknięte. Można jedynie pójść na spacer, posiedzieć na schodach albo na ławce. Z rozrywek na miejscu pozostaje telewizor w domu albo piwo w raczej mało ekskluzywnych lokalach, czasami dyskoteka. Ci, którzy chcą się uczyć, do najbliższej średniej szkoły mają w Zgorzelcu, Lubaniu, Bolesławcu i tam spędzają większość czasu.

– Spokój, las, przestrzeń, świeże powietrze to atuty mieszkania tutaj – przekonuje burmistrz A. Kutrowski. – Być może nie wszyscy je dostrzegają i doceniają, ale to też nasz kapitał. W czasach, gdy w całej Europie ludzie uciekają z wielkich miast na peryferie, Węgliniec może być oazą dla poszukujących ciszy. Można pracować w mieście i mieszkać w lesie. Jeśli ktoś ma tylko własny samochód, nawet kilkanaście w minut może dostać się stąd do Zgorzelca, Lubania, Bolesławca czy Żagania. A miejsce do mieszkania jest wyśmienite. Terenów pod działki budowlane mamy mnóstwo.

Węgliniec czeka na nowych mieszkańców, bo starych ubywa w bardzo naturalny sposób – więcej ich umiera, niż się rodzi. Mało kto zagląda z zewnątrz, bo ani tu jakichkolwiek atrakcji, ani też nic się tu nie dzieje. Wszelkie próby otwierania kawiarni czy restauracji szybko kończyły się fiaskiem. Zwyczajnie za mało jest tu ludzi, by lokale mogły się utrzymać z miejscowych, a na gości nie ma co liczyć.

Aktualnie (grudzień 2007) trwa modernizacja linii z Legnicy do Zgorzelca/Horki, przystosowująca je do prędkości 160 km/h dla ruchu pasażerskiego i 120 km/h dla ruchu towarowego w ramach modernizacji korytarza transeuropejskiego E-30.Zakończono już modernizacje wielu odcinków, a reszta trasy jest już w 90% zmodernizowana. Modernizacja jednak nie obejmuje zabytkowej stacji w Węglincu.

Daniel Antosik, Nowiny Jeleniogórskie, Nr 24 (2191), 13 czerwca 2000 r., www.kolej.one.pl oraz http://pl.wikipedia.org

Facebook

Dodaj komentarz